Nasz paszport po raz kolejny zajął bardzo wysokie, 6. miejsce w światowym rankingu, plasując się w ścisłej globalnej czołówce. Co jednak najbardziej zaskakujące dla wielu osób – polski dokument po raz kolejny okazał skuteczniejszy w podróżowaniu od paszportów wydawanych przez takie mocarstwa jak Stany Zjednoczone czy Kanada. Szczerze mówiąc, wcześniej niezbyt interesowałam się tym tematem, więc naprawdę się zdziwiłam.
Singapur na czele zestawienia, a Polska w ścisłej czołówce
Obywatele Rzeczypospolitej mogą obecnie przekraczać granice aż 184 państw i terytoriów bez konieczności przechodzenia przez skomplikowane i czasochłonne procedury wizowe. Dla porównania posiadacze paszportów USA mają do dyspozycji bezwizowy wjazd do 180 krajów, a Kanadyjczycy do 183. Zostawiliśmy w pokonanym polu również m.in. Australię, Czechy czy Słowację. Polskie 6. miejsce dzielimy w tym roku z Wielką Brytanią oraz Węgrami, a lepszym wynikiem na całym globie może wykazać się zaledwie garstka państw.
Kto w takim razie rządzi światowym ruchem turystycznym? Bezapelaacyjnym liderem rankingu Henley Passport Index 2026 pozostał Singapur, którego obywatele wjeżdżają bez wizy do niewyobrażalnej liczby 192 krajów. Drugie miejsce na podium przypadło w udziale Japonii, Korei Południowej oraz Zjednoczonym Emiratom Arabskim (188 bezwizowych kierunków), natomiast czołową trójkę zamyka Szwecja z wynikiem 187 destynacji.

Chociaż brzmi to jak ciekawostka, to ma również inne, dość smutne przesłanie. Zestawienie pokazuje brutalną nierówność, z jaką mierzą się mieszkańcy poszczególnych rejonów świata. Na samym dnie tabeli, na 104. miejscu, zamknął stawkę Afganistan. Obywatele tego kraju mogą swobodnie wjechać do zaledwie 22 państw na Ziemi. Przepaść wynosząca aż 170 kierunków pomiędzy liderem a końcem stawki uświadamia, jak ogromnym przywilejem i ułatwieniem w codziennym życiu jest posiadanie silnego dokumentu w kieszeni.
To coś, nad czym zapewne nie tylko ja nie zastanawiałam się zbyt wiele. Paszport po prostu mamy, zabieramy go ze sobą i lecimy w podróż. Jasne, przed wybraniem bardziej egzotycznych kierunków sprawdzamy, czy faktycznie możemy wjechać tam bez przeszkód, ale raczej niewiele osób liczy, ile takich krajów faktycznie jest.
Tak czy inaczej, sama wysoka pozycja w rankingu to oczywiście świetny chwyt wstrzeliwujący się w nagłówki gazet, ale dla zwykłego Polaka oznacza ona przede wszystkim czystą praktyczność. Zamiast spędzać tygodnie na wypełnianiu formularzy, opłacaniu wniosków i oczekiwaniu na zgody w ambasadach, po prostu kupujemy bilet lotniczy, pakujemy plecak i ruszamy w drogę.
W ten sposób wyjazd nawet w dalsze rejony staje się niemal spontaniczną decyzją, a nie długim projektem logistycznym, wiążącym się przy okazji z dodatkowymi kosztami. Dostęp do 184 kierunków bez wizy daje poczucie autentycznej wolności przemieszczania się – przywilej, o którym obywatele znacznej części globu wciąż mogą jedynie pomarzyć. A trzeba przy tym pamiętać, że w obrębie Strefy Schengen nawet paszport nie jest nam do niczego potrzebny, bo po prostu jedziemy i często już nawet nie zauważamy, w którym momencie mijamy granicę.
