Skutki długoterminowe były dużo niebezpieczniejsze. Dwutlenek węgla wypluty przez syberyjskie erupcje spowodował galopujący efekt cieplarniany, który „zagotował” planetę. Część CO2 rozpuściła się też w oceanie. Wywołuje to łańcuch reakcji chemicznych, które czynią wodę w oceanie kwaśniejszą – to źle, zwłaszcza dla tych morskich stworzeń, których skorupy łatwo się rozpuszczają. Ta reakcja łańcuchowa wyciąga również z oceanu dużo tlenu, co stanowi kolejny poważny problem dla wszystkich istot żyjących w wodzie i wokół niej. Epoka permu to najbardziej naznaczony śmiercią czas w historii naszej planety.

Zniknęło około 90 proc. wszystkich gatunków. Paleontolodzy mają specjalną nazwę dla podobnych wydarzeń, kiedy w krótkim czasie ginie wiele roślin i zwierząt na całym świecie: masowe wymieranie. Tamten czas sprzed 252 mln lat, którego kroniką jest do dziś polski kamieniołom, doprowadził do niemal całkowitego wymarcia życia na Ziemi. Podążanie za tropami z czasów wymierania jest jak czytanie tajemniczej księgi, w której po rozdziale napisanym po angielsku następuje rozdział napisany w sanskrycie. Koniec permu i początek triasu to jakby dwa różne światy, co jest o tyle niezwykłe, że tropy pozostawione zostały dokładnie w tym samym miejscu, środowisku i klimacie. Południowa Polska nie przestała być wilgotną krainą jezior odżywianą przez górskie potoki.

Zmieniły się same zwierzęta. Kiedy patrzę na najwcześniejsze triasowe ślady, wyczuwam w nich odległego ducha śmierci. Nie ma prawie żadnych tropów, ale za to mnóstwo jam sięgających głęboko w skałę. Wygląda to tak, jakby świat na powierzchni został Pod koniec permu byli to prawdziwi jeźdźcy apokalipsy, którzy rozpoczęli falę zniszczenia mającą trwać miliony lat i nieodwracalnie odmienić nasz świat. Bujne niegdyś lasy iglaste wymarły; parejazaury i dicynodonty nie miały co jeść, a tym samym i gorgonopsom brakowało pożywienia. Pejzaż stał się jałowy i niestabilny, błotne lawiny znosiły z powierzchni ziemi całe połacie gnijącego lasu. To dlatego delikatny mułowiec – taki jak w kamieniołomie w Zachełmiu – skała typowa dla spokojnego środowiska, oddał nagle pole skałom
szorstkim.

Skutki długoterminowe były dużo niebezpieczniejsze. Dwutlenek węgla wypluty przez syberyjskie erupcje spowodował galopujący efekt cieplarniany, który „zagotował” planetę. Część CO2 rozpuściła się też w oceanie. Wywołuje to łańcuch reakcji chemicznych, które czynią wodę w oceanie kwaśniejszą – to źle, zwłaszcza dla tych morskich stworzeń, których skorupy łatwo się rozpuszczają. Ta reakcja łańcuchowa wyciąga również z oceanu dużo tlenu, co stanowi kolejny poważny problem dla wszystkich istot żyjących w wodzie i wokół niej. Epoka permu to najbardziej naznaczony śmiercią czas w historii naszej planety.

Zniknęło około 90 proc. wszystkich gatunków. Paleontolodzy mają specjalną nazwę dla podobnych wydarzeń, kiedy w krótkim czasie ginie wiele roślin i zwierząt na całym świecie: masowe wymieranie. Tamten czas sprzed 252 mln lat, którego kroniką jest do dziś polski kamieniołom, doprowadził do niemal całkowitego wymarcia życia na Ziemi. Podążanie za tropami z czasów wymierania jest jak czytanie tajemniczej księgi, w której po rozdziale napisanym po angielsku następuje rozdział napisany w sanskrycie. Koniec permu i początek triasu to jakby dwa różne światy, co jest o tyle niezwykłe, że tropy pozostawione zostały dokładnie w tym samym miejscu, środowisku i klimacie. Południowa Polska nie przestała być wilgotną krainą jezior odżywianą przez górskie potoki.