Polygon zrobił aluminiowego fulla, który może popsuć humor większym markom

Aluminiowy full suspension coraz rzadziej bywa dziś rowerem “budżetowym” w starym sensie tego słowa. Częściej oznacza kompromis, który widać od razu: trochę gorsza regulacja, trochę słabsza baza, trochę mniej ambicji schowanych w ramie. Właśnie dlatego nowy Polygon Colossus T Aluminium wygląda ciekawiej, niż sugerowałby sam materiał ramy. Tu nie chodzi o tanią wersję roweru z katalogu, ale o próbę przeniesienia naprawdę nowoczesnej platformy trailowej do pułapu cenowego, przy którym duże marki zwykle zaczynają już coś ucinać.
fot. Polygon

fot. Polygon

Nowa wersja zachowuje to, co było najmocniejszą stroną karbonowego Colossusa T: 140 mm skoku z tyłu, widelec 160 mm, kompaktowe zawieszenie IFS o układzie twin-link, regulację geometrii, możliwość przejścia z pełnego 29era na mulleta i wewnętrzny schowek w dolnej rurze. Innymi słowy, Polygon nie zrobił tu roweru z gatunku “ta sama nazwa, ale uproszczona historia”. Fundament pozostał ambitny, tylko rama zeszła z karbonu na aluminium.

I to właśnie robi największe wrażenie, bo rynek rowerowy od jakiegoś czasu wygląda trochę tak, jakby segment trail/all-mountain rozciągano cenowo bez końca, a rozsądna wycena zaczęła być traktowana jak egzotyka. Tymczasem Colossus T Aluminium w wersjach T5, T6 i T8 startuje odpowiednio od 2399, 2999 i 3499 dolarów, przy czym dwa pierwsze modele mieszczą się poniżej 2500 euro. To nie jest już pułap przypadkowego składaka na modnych liczbach, tylko roweru, który realnie chce wejść do rozmowy o sensownie wycenionych fullach.

To nie jest rower na przeczekanie, tylko pełnoprawna nowoczesna platforma

W praktyce Colossus T Aluminium wygląda jak rower zbudowany przez kogoś, kto dobrze rozumie, czego dziś oczekuje się od agresywnego traila. Kąt główki ramy wynosi bazowo 64,5 stopnia, efektywny kąt rury podsiodłowej 77 stopni, a reach rośnie od 440 mm w rozmiarze S do 505 mm w XL. Do tego dochodzą proporcjonalnie dobrane chainstay’e: 430 mm w rozmiarach S i M oraz 435 mm w L i XL. To nie są już dodatki dla nerdów od geometrii, tylko rzeczy, które bardzo mocno wpływają na to, czy rower czuje się spójnie pod różnymi wzrostami.

fot. Polygon

Jeszcze ważniejsze jest to, że Polygon nie potraktował regulacji jako marketingowego ozdobnika. Mamy tu flip chip zmieniający wysokość suportu, drugi flip chip pozwalający przejść z 29-calowego tyłu na 27,5 cala, a do tego półsferyczne miski sterów umożliwiające zmianę kąta główki o 0,75 stopnia. W efekcie z jednego roweru da się zrobić maszynę bardziej zbalansowaną pod długie trasy albo bardziej nastawioną na zabawę i strome zjazdy. To trochę jak kupić nie jedną marynarkę, tylko model, który da się sensownie dopasować do różnych okazji bez psucia całości.

Cieszy też to, czego tu nie ma. Przewody nie zostały poprowadzone przez stery, co dla wielu osób będzie lepszą wiadomością niż kolejny egzotyczny patent. Jest za to gwintowany suport, standard Boost, kompatybilność z UDH i schowek PolyPocket w dolnej rurze. To są właśnie te detale, które nie świecą na zdjęciu tak mocno jak logo amortyzatora, ale po sezonie zaczynają znaczyć więcej niż połowa katalogowych przechwałek.

fot. Polygon

Aluminium przestało być karą za niższy budżet

Najciekawsze w premierze Colossusa T Aluminium jest to, że przypomina o czymś, co rynek rowerowy trochę próbował nam wmówić odwrotnie: dobra aluminiowa rama wcale nie musi być tylko schodkiem do karbonu. Oczywiście, karbon nadal zostaje lżejszy i bardziej prestiżowy, ale z punktu widzenia większości jeżdżących liczy się przede wszystkim to, czy rower ma sensowną kinematykę, dobrą geometrię i bazę, której nie trzeba od razu naprawiać wymianą połowy komponentów. Tutaj ten fundament wygląda naprawdę dojrzale.

Szczególnie mocno widać to na tle karbonowej wersji Colossusa T z końcówki 2025 roku. Tam już było wiadomo, że Polygon umie zbudować rower trailowy o nowoczesnej geometrii, szerokim zakresie regulacji i bardzo agresywnym charakterze zjazdowym. Aluminiowa wersja bierze ten sam pomysł i zsuwa go jeszcze niżej cenowo, bez amputowania całej filozofii roweru.

fot. Polygon

To ważne, bo w ostatnich latach zbyt wiele marek budowało “tańsze” fulle według prostego przepisu: damy gorszą ramę, trochę mniej regulacji, trochę bardziej zachowawczą geometrię, a klient i tak się ucieszy, że ma damper. Polygon idzie w przeciwną stronę. Tu najpierw jest platforma, dopiero potem budżet.

Najmocniejszym sygnałem z tej premiery nie jest wcale T8 z Foxem 36 Performance, damperem Fox Float Performance, mechanicznym SRAM Eagle 70 T-Type i hamulcami Magura MT5. Owszem, taki zestaw za 3499 dolarów wygląda atrakcyjnie, ale topowe wersje łatwo zrobić efektowne na papierze. Znacznie ciekawszy jest T5 za 2399 dolarów. To właśnie on pokazuje, czy producent naprawdę chciał zrobić rower dostępny, czy tylko obudować sensowną ramę marzeniami o droższych buildach.

fot. Polygon

T5 dostaje RockShox Psylo Silver RC, damper RockShox Deluxe Select i napęd Shimano CUES 11-rzędowy. Nie brzmi to jak katalogowy fajerwerk, ale właśnie dlatego ten rower wydaje się uczciwy. Polygon nie próbuje tu sprzedawać cudów, tylko daje nowoczesną bazę, którą da się realnie wykorzystać i stopniowo rozwijać. To często lepszy układ niż rower z bardziej błyszczącą listą części, ale z ramą, której nie chce się zatrzymać na dłużej niż jeden sezon.

T6 za 2999 dolarów wygląda z kolei jak wariant, który może okazać się złotym środkiem. RockShox Psylo Gold RC, damper Deluxe Select+, Shimano SLX 1×12 i opony Maxxis Dissector to już zestaw, przy którym naprawdę nie trzeba się tłumaczyć z wyboru “tańszej” opcji. A jeśli ktoś chce po prostu kupić gotowy rower do ostrego trailu i nie bawić się od razu w wymiany, właśnie środkowe wersje zwykle bywają najrozsądniejsze.

Źródło: Bike Radar

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.