Obserwacja przestrzeni publicznych w polskich miastach wskazuje na wyraźną zmianę w preferencjach ruchowych młodzieży. Tradycyjne dyscypliny sportowe, zdominowane przez rygorystyczne ramy treningowe, ustępują miejsca formom rekreacji opartym na swobodzie i indywidualnym rozwoju. Na asfaltowych alejach i placach coraz częściej pojawia się sprzęt, który choć wizualnie przypomina klasyczną deskorolkę, reprezentuje zupełnie odmienną koncepcję niż wspomniane, tradycyjne “deski”, ale też inne niż longboardy.
Już nie tylko deskorolka i longboard, pora na surfowanie po chodniku z deskami surfskate
Współczesna kultura miejska dynamicznie adaptuje niszowe dotąd formy aktywności fizycznej. Zjawisko to staje się szczególnie widoczne w dużych aglomeracjach, takich jak Warszawa, Kraków czy Trójmiasto, gdzie infrastruktura parkowa i rekreacyjna sprzyja poszukiwaniu nowych rozwiązań, szczególnie że TikTok jest też doskonałym oknem na świat.
Jednym ze świeższych trendów jest sprzęt, o działającej na wyobraźnię nazwie surfskate, który wprowadza do dotychczasowej formy przemieszczania się po twardych nawierzchniach coś znajomego, lecz i odświeżająco nowego. Oferując podobno użytkownikom unikalną płynność ruchu, zbliżoną do dyscyplin wodnych.
Mieszkając w Polsce, niestety warunków do surfowania za bardzo nie posiadamy, a i niskie temperatury wody przez większość roku, nie są szczytem marzeń karmionych widokami z YouTube’a prezentującymi hawajski raj. Dlatego przeniesienie mechaniki ruchów z morskiej fali na miejski asfalt skutecznie eliminuje naturalne przeszkody, pozwalając na uprawianie zbliżonej formy aktywności przy minimalnych wymaganiach przestrzennych, w końcu wystarczy płaski odcinek drogi rowerowej, promenady lub parking hipermarketu po godzinach.
Wolność duszy zachowana, ale technologia zupełnie inna
Z technicznego punktu widzenia, tradycyjna deskorolka i surfskate to dwa odmienne systemy jezdne. Klasyczne deskorolki, spopularyzowane pod koniec ubiegłego wieku, charakteryzują się sztywną konstrukcją trucków (na nich są zamontowane kółeczka i twardymi kołami o małej średnicy. Taka specyfikacja jest optymalna do wykonywania sztuczek w skateparkach, skoków oraz ślizgów na poręczach, jednak wymaga od użytkownika ciągłego, fizycznego odpychania się od podłoża.

Budowa surfskate’u opiera się na podobnych, lecz jednocześnie bardzo inaczej od deskorolki działających elementach. Przedni układ jezdny jest wyposażony w ruchomą, wychylną oś o unikalnej konstrukcji mechanicznej, cechującą się rygorystycznymi tolerancjami montażowymi i zastosowaniem wysokiej jakości stopów metali.
Czytaj też: Czy to jeszcze deskorolka? Ten sprzęt łamie wszelkie zasady fizyki
To właśnie dzięki tej zmianie są możliwe bardzo głębokie skręty i precyzyjne wycinanie łuków przy pomocy transferu masy ciała (proces ten w terminologii sportowej określa się mianem pompowania, co pozwala także się rozpędzać bez dotykania podłoża i gdy się na to patrzy, to aż widać jak perfekcyjne jest to określenie).
Dodatkowo, w konstrukcjach tych stosuje się większe (często przekraczające 60 mm) i znacznie bardziej miękkie koła z elastycznego materiału. Taka charakterystyka zapewnia doskonałą trakcję, minimalizuje hałas i skutecznie tłumi drgania wywołane nierównościami terenu, co bezpośrednio przekłada się na mniejsze obciążenie kręgosłupa użytkownika w odcinku lędźwiowym.
Wpływ nowego sportu na rozwijający się organizm
Ten sport przez swoje podobieństwa do klasycznej deskorolki, może sprawiać wrażenie, że jest niebezpieczniejszy, niż w rzeczywistości ma to miejsce. Warto jednak dać mu szansę, bo okazuje się, że jest ciekawym środkiem przeciwdziałający konsekwencjom wymuszonych nawyków cyfrowych oraz wielogodzinnego siedzenia w ławkach szkolnych , które przyczyniają się do powstawania wad postawy.
Regularny trening przy użyciu surfskate wykazuje wysoki potencjał korekcyjny. Utrzymanie stabilności na dynamicznej, skręcającej platformie wymaga ciągłej pracy mięśni tułowia, które tworzą naturalny gorset ochronny wokół kręgosłupa.

Rytmiczne ruchy skrętne i konieczność ciągłego balansowania silnie stymulują układ czucia głębokiego, to zaś pozwala młodemu organizmowi na lepszą orientację przestrzenną i sprawniejsze zarządzanie własną motoryką bez stałej kontroli wzrokowej. Ponadto płynna praca kończyn dolnych w trakcie wchodzenia w kontrolowany ślizg pomaga redukować przykurcze mięśniowe.
Nie mówiąc już po prostu o tym z najoczywistszych benefitów, że aktywność na świeżym powietrzu sprzyja także dotlenieniu mózgu, co efektywnie obniża poziom przebodźcowania układu nerwowego wynikającego z nadmiernej ekspozycji na ekrany smartfonów.
Bezpieczne wprowadzenie w dyscyplinę
Dla rodziców rozważających wsparcie dziecka w rozpoczęciu przygody z tą dyscypliną, kluczowym aspektem powinno być zapewnienie odpowiednich warunków do nauki. Pierwsze próby powinny odbywać się na płaskich, wyłączonych z ruchu samochodowego obszarach o gładkiej nawierzchni betonowej lub asfaltowej.

Dobrze jest znaleźć sklep stacjonarny, w którym będzie można nie tylko pooglądać pierwsze deski, lecz też porozmawiać z obsługą sklepu. Taki miejsca jak skateshopy są często tworzone przez entuzjastów, którzy sami wiedzą po latach doświadczenia “jak się to je” i będą w stanie odpowiedzieć na najbardziej palące pytania oraz nakreślić drogę rozwoju. Kto wie, jest też szansa, że wasz lokalny sklep sprzedaje także lekcje nauki jazdy, co pozwoliłoby od początku uczyć dobrych nawyków.
Bezwzględnym fundamentem bezpiecznego startu pozostaje także wyposażenie ochronne. To jest też najtrudniejszy element pertraktowania z dziećmi, gdyż przez nieodpowiedzialność, chociażby dorosłych rowerzystów, czy osób jeżdżących na hulajnogach, a przede wszystkim innych dzieci, ochraniacze wydają się faux pas. A to one właśnie są gwarancją dobrej i rozwijającej zabawy.
Źródło: czasdzieci
