Nieszczęsny Kevin Spacey! Niedawno był gwiazdą pierwszej wielkości – nawet o polityce mówiło się językiem Franka Underwooda. Oskarżony o molestowanie seksualne najpierw powiedział, że nic nie pamięta (w to akurat mogę mu uwierzyć, chodziło o wydarzenie sprzed trzech dekad), później wyznał, że jest gejem robiąc niedźwiedzią przysługę osobom o tej orientacji. W chwili gdy piszę te słowa, liczba osób utrzymujących, że Spacey je skrzywdził idzie w dziesiątki. Zazwyczaj bywam sceptyczny w takich sprawach, lecz tym razem chyba jest coś na rzeczy.

 

Praktyka wymazywania ludzi ma długą tradycję

W konsekwencji „House of cards” został skasowany bez względu na jego popularność, przepadła nagroda Emmy a Ridley Scott wyciął Spaceya ze swojego nowego, nakręconego już filmu. W ujęcia z jego udziałem wklejono innego aktora. Praktyka wymazywania ludzi ma długą tradycję. Józef Stalin usuwał swoich współpracowników nie tylko z tego świata, ale i z fotografii. W czasach starożytnego Rzymu cesarze usuwali posągi swoich nielubianych poprzedników, licząc, że historia o nich zapomni. Tymczasem człowieka wymazać się nie da i jestem przekonany, że Spacey po latach zostanie zapamiętany jako wybitny aktor a nie dewiant seksualny, choć (zapewne) jest jednym i drugim.

Sprawa Kevina Spaceya trochę mnie cieszy, zaś mierzi szalenie. To dobrze, że seksualny oprawca został napiętnowany, że postrzegamy taką figurę jako coś ohydnego i nie wahamy się o tym mówić. Może nawet doczekam dnia, kiedy żaden facet nie chwyci koleżanki z pracy za tyłek ani nie będzie gwizdał na kelnerkę. Rozglądam się i widzę, że na chłopów padł blady strach. W czasach #metoo każdy robi rachunek sumienia.

Wątpliwość budzi adekwatność kary do przewinienia oraz pośpiech z jakim ją wymierzono. Przypuszczalnie Kevin Spacey jest winny, lecz póki co żaden wyrok w jego sprawie nie zapadł. Wypadało poczekać. Szołbiz działa inaczej niż sądy, reaguje pospiesznie. Gwiazdor nieoczekiwanie stał się gorącym kartoflem.  Przerzucano go sobie z rąk do rąk, aż wreszcie ciśnięto na śmietnik.

O co właściwie jest oskarżany? Z tego co wiem, próbował nakłonić czternastolatka do seksu (sam był wówczas bardzo młodym człowiekiem). Do zbliżenia jednak nie doszło. Ekipa "House of Cards" i pracownicy teatru The Old Vic, gdzie Spacey był dyrektorem mówili o łapaniu za krocze oraz masowaniu ramion i brzucha "w niewłaściwy sposób". Zgoda, nic miłego. Takie zachowanie jest naganne. Ale czy przekreśla człowieka? To nie gwałt na dziecku, jakiego dopuścił się Polański, traktowany u nas z najwyższymi honorami, jako skarb narodowy i żyjąca świętość.  

 

Nie bagatelizuję losu ofiar Kevina Spacey 

Zastanawiam się po prostu czy śmierć cywilna i całkowite wykluczenie zawodowe jest właściwą karą za takie przewinienie. A jeśli nie, to jaka byłaby właściwa. To frapujące zjawisko. Nasza cywilizacja zaczęła piętnować agresywne zachowania seksualne, lecz nie wynalazło jeszcze właściwej kary. Gdy nie wiemy, jak kogoś ukarać, karzemy śmiercią, czego właśnie doświadcza Spacey. Co gorsza, kara ta rozciąga się nie tylko na artystę, ale i jego dzieło. Powtórzę: "House of cards" skasowano, Spacey’a z filmu wycięto i w sumie nie wiadomo, kiedy go zobaczymy. Co dalej? Zakaz emisji dla "American Beauty"?

Kręgi zbliżone do Hollywood toczy spór odnośnie dobrych dzieł złych artystów. Zdania są podzielone. Czy moralna ohyda Kevina Spaceya rozciąga się na filmy w których występował? Ja tak nie sądzę, moim zdaniem granica pomiędzy twórcą a jego dziełem jest nieprzekraczalna. Wiem też to i owo o twórcach, bo sam jestem jednym z nich.

 

My, artyści, bardzo często jesteśmy złymi ludźmi

A już na pewno każdy z nas ma masę ułomności. Jesteśmy narcystyczni, okrutni dla bliskich, często także ekspansywni seksualnie, odurzamy się, jeździmy po pijaku i robimy mnóstwo jeszcze gorszych rzeczy. Kubrick był potworem i terroryzował ludzi na planie. Klaus Kinsky gwałcił własną córkę. Mel Gibson ujawnił się antysemitą i jeszcze sprał kochankę, dla której odszedł od żony. Ten jest przykładem szczególnym, do którego jeszcze wrócimy. Mógłbym wymieniać w nieskończoność, czerpiąc z najróżniejszych dziedzin. Weźmy choćby bezlitosnego Bertola Brechta. Malarz Caravaggio był mordercą. Czy wyrzucamy jego obrazy z muzeów? Zapytacie o mnie, proszę bardzo. Miałem problemy z agresją. Cieszę się, że należą do przeszłości.  

Zaryzykowałbym tezę, że artyści są gorsi od normalnych ludzi. Przypuszczalnie sądzą, że sztuka ich usprawiedliwia, że artyście wolno więcej. To akurat nieprawda, ale chcę powiedzieć coś innego. Gdybyśmy dobierali dzieła sztuki pod kątem moralności ich twórców zostalibyśmy z garścią piosenek oazowych i ekranizacją Biblii dla najmłodszych. Co i tak nie jest pewne. Być może całe moje pisanie i moja własna sztuka jest próbą zadośćuczynienia światu za złe rzeczy, które robiłem, robię i zamierzam popełnić.

Na marginesie – z powyższych powodów kult artystów mam za coś głęboko szkodliwego. Malarzy, reżyserów, piosenkarzy czy też aktorów zaprasza się do różnych programów, wypytuje o najróżniejsze kwestie związane z życiem społecznym albo polityką, a nawet namaszcza na autorytety moralne. Tymczasem artystę należy traktować z nieufnością, jak człowieka po długim wyroku. Nie dałbym takiemu kluczyków od domu, nie pożyczyłbym pieniędzy. Wiem co mówię. Żyję wśród artystów i sam jestem jednym z nich.

Co będzie dalej z Kevinem Spaceyem? Teraz wydaje się, że jego kariera jest skończona, ale możemy się mylić. Szołbiz jest miłosierny. Parę lat temu Mel Gibson był na dnie, a teraz znów kręci filmy, zdobywa nominacje do Oskarów i szczerzy się w ultrapopularnych "Niezniszczalnych". Powrócił nawet Victor Salva, zdolny reżyser horrorów, skazany na więzienie za pedofilię. Jego nowy film "Smakosz 3" ukazał się w tym roku. Polański i Woody Allen wciąż kręcą, co daje nadzieję naszemu Kevinowi. Teraz otrzymał wyrok śmierci. Za parę lat wróci zza grobu i znów będzie występował. W końcu na tle niektórych kolegów jest niemal niewiniątkiem.