Kombi-mutant, jak nazywają go Niemcy, łączy genetyczne wariacje obecne w odmianach znanych jako "brytyjska", "brazylijska" i "południowoafrykańska". Według danych z serwisu COV-Lineages gromadzących informacje o istniejących wariantach koronawirusa, pierwsza próbka B.1.525 została zidentyfikowana 15 grudnia zeszłego roku koło Rotterdamu. Do dziś wariant łączący mutacje E484K (z tzw. wariantu z RPA), Q677H (mutacja zidentyfikowana po raz pierwszy w wariancie z centralnych Stanów Zjednoczonych), F888L (mutacja obecna w wariancie "brytyjskim") oraz zestaw cech B.1.1.7 (geny których pozbawiony jest wariant brytyjski) wykryto jest w 26 krajach.

Gdy w Niemczech ludzie myślą już raczej o luzowaniu obostrzeń, sygnał o kolejnym już wariancie SARS-CoV-2, potencjalnie groźniejszym i bardziej zakaźnym, został przyjęty z równie dużym rozczarowaniem co obawami. Informację o wykryciu B.1.525 ogłosiło laboratorium Centogene z miasta Rostock. Próbkę pobrano od mieszkańca Saksonii w lotnisku Berlin-Brandenburg (BER). Jak wyjaśnia dział prasowy laboratorium, nowy dla Niemiec wariant przypomina najbardziej brytyjski B.1.1.7, ale ma on też mutacje obecne w wariantach z Brazylii i RPA. – Taka kombinacja może czynić go bardziej zaraźliwym od wirusów, które już i tak dużo łatwiej złapać – wyjaśnia Peter Bauer z Centogene.

Głównym celem istnienia wirusa jest rozsiew i zdobywanie kolejnych nosicieli. Z tej perspektywy każda zmiana ewolucyjna pozwalająca przeskoczyć na nową osobę będzie dla nich korzystna. Sęk w tym, że przy masowym namnażaniu się patogenu takie zmiany powstają przypadkiem i w drodze selekcji albo są przenoszone na kolejne wirusy, albo – jako nieprzydatne – kasowane z kodu genetycznego. Wirusowi równie mocno może zależeć na szybszym przeniknięciu do komórek nosiciela jak i szybszej transmisji z osoby na osobę. Dla patogenu liczy się też zdolność unikania układu odpornościowego, czy to działającego pod wpływem wcześniejszego szczepienia czy doświadczonego w walce po wcześniejszej infekcji. Nowy wariant koronawirusa wydaje się właśnie zmieniać w ten sposób.

Eksperci przypuszczają, że B.1.525 jest najpewniej bardziej zaraźliwy niż pozostałe warianty, ale też może łatwiej przychodzić mu uciekanie przed przeciwciałami. Nie znaczy to jednak, że ludzie zaszczepieni są pozbawieni szans obrony. Po prostu linia obrony organizmu jest wobec niego nieco słabsza niż przy „oryginalnej” wersji SARS-CoV-2.