Już teraz dostępne są agentowe modele, których zadaniem jest wyręczać nas w kolejnych obowiązkach, jednak Violoop, pomysł firmy Bvio Tech z Hongkongu nadaje im fizyczną formę. To gadżet, który kładziemy na stanowisku pracy, a on obserwuje, uczy się, by ostatecznie zacząć wykonywać czynności za nas.
AI, która nieustannie patrzy Ci na ręce
Zamiast kolejnej aplikacji działającej w tle, Violoop ma postać niewielkiego, fizycznego sprzętu, który stawiamy tuż obok laptopa lub monitora stacjonarnego. Urządzenie łączy się z naszym komputerem za pomocą kabla USB-C, ale ma przy tym własne, niezależne zasilanie sieciowe. Dzięki temu osobne podzespoły asystenta wykonują skomplikowane obliczenia bez obciążania procesora czy baterii naszego głównego komputera, co ma znaczenie zwłaszcza wtedy, gdy sami wykonujemy mocno wymagające zadania. Jest tu również wbudowany ekranik, na którym Violoop wyświetla aktualną godzinę oraz czytelne informacje o tym, jakie operacje wykonuje w danym momencie.
Sposób działania tego gadżetu dla wielu osób może brzmieć nieco niepokojąco i ciężko się dziwić, bo mówimy tu o sprzęcie, który naprawdę ma nas podglądać. Aby Violoop wiedział, jak ma nam pomagać, musi najpierw gruntownie poznać nasz styl pracy. Urządzenie działa w sposób ciągły, analizując ruchy wykonywane na ekranie komputera. Obserwuje, w jakiej kolejności otwieramy aplikacje, jak porządkujemy pliki, z jakich wzorów korzystamy w arkuszach Excela oraz w jakim tonie odpisujemy na służbowe wiadomości e-mail. Wszystko.

Właśnie dzięki temu, gdy wydajemy mu polecenie, system posiada już pełen kontekst naszych projektów. Często nie musimy nawet wpisywać precyzyjnych komend – Violoop próbuje przewidzieć nasz następny krok i wyświetla na swoim ekranie gotowe propozycje zadań do wykonania. Gdy wydamy mu dyspozycję, asystent sam porusza kursor myszki po naszym monitorze, otwiera odpowiednie foldery, wpisuje formuły i zapisuje gotowe dokumenty w wyznaczonych miejscach.
Kiedy coś się skomplikuje, wciśnij przycisk
Dawanie sztucznej inteligencji pełnej swobody w klikaniu po naszym komputerze to trochę jak proszenie się o kłopoty. Nie mówię tu nawet o jakiejś mrocznej wizji z science fiction, to nadal maszyna, może się mylić, może popełniać błędy. Dlatego właśnie cały proces opiera się na ciągłym nadzorze człowieka. I to nie tylko tej cyfrowej, bo na obudowie urządzenia umieszczono duży, fizyczny przycisk zatwierdzający. Zanim asystent wykona jakikolwiek kluczowy krok – na przykład wyśle e-maila do klienta czy nadpisze ważny plik – zatrzymuje się i czeka, aż naciśniemy przycisk, potwierdzając, że właśnie o to nam chodziło. To akurat całkiem mi się podoba. Kiedy jesteśmy zajęci lub rozproszeni, powiadomienie na ekranie można nacisnąć automatycznie, taki przycisk już nie.


Sprzęt stworzono głównie z myślą o najnudniejszych, najbardziej rutynowych i powtarzalnych zadaniach, które zabierają długie godziny osobom pracującym w marketingu, księgowości czy administracji. Porządkowanie rozrzuconych po pulpicie pobranych plików, tworzenie zbiorczych zestawień w tabelach, porównywanie danych z kilku ofert czy wyciąganie załączników ze skrzynek pocztowych – to obszary, w których Violoop radzi sobie najlepiej.
A kiedy musimy odejść od biurka, to Violoop wcale nie musi mieć też przerwy. Na takie ewentualności dodano funkcję „Away Mode” (tryb poza biurkiem). Za pośrednictwem aplikacji mobilnej na telefonie możemy wydać asystentowi polecenie – na przykład uporządkowanie i zmianę nazw kilkuset zdjęć – i spokojnie wyjść na lunch czy zakupy. Po powrocie do biurka całe zadanie będzie już wykonane.
Co z bezpieczeństwem danych?
Skoro Violoop ma pomagać nam w pracy, to warto również zadać sobie pytanie o to, czy firmowe dane będą tu w ogóle bezpieczne? Informacje o klientach, transakcjach, potencjalnie wrażliwe dane, w marketingu czy administracji nie jest to rzadkość. Do tego dochodzą również tajemnice firmowe. Twórcy urządzenia uspokajają jednak, że cała analiza obrazu oraz wykonywanie kodu odbywają się lokalnie, bezpośrednio na podzespołach urządzenia wyposażonego w 128 GB wbudowanej pamięci masowej.
Żadne zrzuty ekranu ani pliki nie są przesyłane do chmury. Jedynym wyjątkiem są sytuacje, w których użytkownik sam zdecyduje się na skorzystanie z zewnętrznych, potężniejszych modeli językowych – wtedy część danych trafia do dostawcy chmury, co jednocześnie wiąże się z dodatkowymi opłatami. Podstawowe działanie sprzętu nie wymaga jednak opłacania żadnego abonamentu.
Violoop współpracuje ze wszystkimi najpopularniejszymi systemami operacyjnymi -Windows, macOS oraz Linux, a sam interfejs tekstowy do wydawania komend przypomina klasyczne okno czatu, bez wielkich udziwnień i przekombinowania. Ma być prosto i rzeczowo.
A ile taka przyjemność kosztuje? W ramach trwającej kampanii na Kickstarterze urządzenie można zamawiać we wczesnej przedsprzedaży w cenie 399 dolarów (około 1500 złotych), natomiast docelowa cena detaliczna w sklepach ma wynieść 699 dolarów. Dużo? Mało? Jak za prawdziwego asystenta, który ma wyręczać w pracy wydaje się to niezłą kwotą, zwłaszcza że normalne użytkowanie nie wymaga żadnych dopłat i subskrypcji.
Źródło: Violoop
