Vans Premium Old Skool 36 Pearlized to buty, które bezczelnie łączą uliczny brud z wybiegowym szykiem haute couture. I chociaż naprawdę to nie powinno do siebie pasować, to jednak, w jakiś przedziwny sposób, pasuje.
Od szkolnego podwórka do DIY
Klasyczny fason Old Skool (znany pierwotnie pod nazwą Style 36) zadebiutował na rynku w 1977 roku jako drugi w historii marki model stworzony typowo z myślą o deskorolce. To właśnie na nim po raz pierwszy pojawił się charakterystyczny, falisty pasek na boku, nazwany Sidestripe, który do dziś pozostaje nieformalnym logo amerykańskiej firmy. Przez dekady buty te były symbolem młodzieńczego buntu, prostoty i zniszczonego materiału, który po każdym upadku na asfalt zyskiwał unikalny charakter.



Najnowsza seria wywraca tę filozofię do góry nogami, sięgając po tzw. „efekt DIY”. Chodzi o stworzenie wrażenia, że para butów ma już za sobą bogatą historię podróży, a jej właściciel spędził długie godziny na ręcznym przerabianiu i personalizowaniu swoich ukochanych trampków. Gumowa podeszwa została celowo postarzona, by wyglądała na zużytą, a następnie zestawiona z eleganckimi zdobieniami z pereł i lśniących kryształków naszytych na płótno i zamsz, również wyglądające, jakby już swoje przeszły. A wszystko to okraszone kolorami, które poza klasyczną czernią i bielą są naprawdę szalone.
Vans zresztą nie pierwszy raz sięga po motyw perłowego wykończenia, bo pojawiał się on już w limitowanych dropach marki – między innymi przy niezwykle poszukiwanej i wyprzedanej na pniu kolaboracji OTW by Vans x Satoshi Nakamoto. Tym razem jednak producent postanowił uczynić z tego odważnego trendu stały element swojej wyższej linii Vans Premium.
Te kolory!
Najbardziej podoba mi się w tej serii chaotyczna wersja kolorystyczna Yacht Club. To absolutna eksplozja barw, łącząca w sobie zamszowe i płócienne panele w odcieniach intensywnej zieleni, głębokiego błękitu, czerwieni oraz żółci, przełamane kremowym paskiem Sidestripe i dopasowanymi kolorystycznie perłami.


Jak tłumaczą sami projektanci marki, ten specyficzny podział kolorów inspirowany był międzynarodowymi morskimi flagami sygnałowymi używanymi w żeglarstwie, zręcznie zmieszanymi z klimatem sportowej mody z lat dziewięćdziesiątych. Cóż, motywu żeglarskiego nikt tu się nie spodziewał, ale oto jest.

Dla osób szukających nieco bardziej stonowanych połączeń przygotowano wariant Marshmallow. Ponadto marka zapowiada, że w trakcie jesieni linia poszerzy się o kolejne warianty kolorystyczne, w tym wyrazisty Lime Pop, elegancki Navy, klasyczną czerń połączoną z odcieniem Marshmallow oraz wersję w głębokiej czerwieni.


Na szczęście dla tych, którzy cenią tradycję, pod spodem mamy dokładnie to, co pokochaliśmy w Vansach. Wersja Premium garściami czerpie z oryginalnych, ostrzejszych proporcji pierwotnego modelu Style 36 z lat siedemdziesiątych – mamy tu między innymi nieco krótszy nosek. Oczywiście współczesny komfort też jest, bo chociaż stylowo idziemy tu w retro, to jednak wciąż są to buty na te czasy. Mamy więc ulepszoną wkładką zapewniającą idealne podparcie stopy, wyściełany zapiętek, a także kultową, waflową podeszwę.
Niektóre już można zgarnąć, na inne trochę poczekamy
Premiera najnowszych modeli z serii Yacht Club oraz Marshmallow odbyła się 10 września, ale u nas można na razie kupić jedynie ten bardziej szalony kolor i zapłacimy za niego 559 złotych. Pozostałe będą pojawiać się stopniowo, niektóre trafią do sprzedaży 19 września, inne dopiero w październiku. Ale przynajmniej wiadomo, że bez problemu kupimy je na polskiej stronie Vans.
