Niewiele wiadomo o autorze „Śmierci Prokris” – włoskim malarzu Piero di Cosimo. Był nieśmiały i kapryśny, unikał ludzi i trudno się z nim współpracowało. Nie tylko malował, ale też projektował, m.in. wzory dywanów, i zdobił meble. Zlecenia dostawał najczęściej od osób prywatnych. Tak jak w przypadku tego obrazu. Nie wiadomo, czy temat wybrał sam, nie ma jednak wątpliwości, że „Śmierć Prokris” powstała z okazji ślubu. Di Cosimo zilustrował mitologiczną historię świeżo poślubionej pary – nimfy Prokris i myśliwego Kefalosa. Według „Metamorfoz” Owidiusza podejrzliwa nimfa postanowiła sprawdzić wierność małżonka. Była pewna, że ją zdradza, bo nie mogła uwierzyć, że całymi dniami gania po lesie za dziką zwierzyną. Kiedy Kefalos wyruszył na polowanie, Prokris ukradkiem poszła za nim i przyczaiła się w krzakach, żeby przyłapać męża na schadzce. Myśliwy, usłyszawszy szelest, pomyślał, że to tropione zwierzę i cisnął dzidę. Pech chciał, że broń śmiertelnie przebiła szyję jego żony. Nie mogło być zresztą inaczej, bo dostał ją od bogini Artemidy – miała nigdy nie chybiać celu.

Prokris padła ofiarą własnej zazdrości. To przestroga dla nowożeńców. Temat obrazu co prawda nie pasuje do radosnej uroczystości zaślubin, ale nikogo to nie zdziwiło, bo di Cosimo w całej Florencji uchodził za dziwaka. „Śmierć Prokris” była zapewne malowidłem umieszczonym na cassone – bogato zdobionej skrzyni, w której składano posag panny młodej. Meble te były bardzo popularne w XV i XVI wieku we Włoszech, odpowiadają im rozmiary obrazu – 65x183 cm. Sylwetka leżącego człowieka pasuje tu doskonale.

Na obrazie brakuje Kefalosa. Zamiast niego nad martwą Prokris pochyla się Faun – grecki bóg płodności i górskich lasów. Ten z kolei nie pojawia się w legendzie. Jego obecność na malowidle nie jest jedynie fanaberią artysty o bujnej wyobraźni. Mistrz di Cosima był zapalonym alchemikiem i przekazał swojemu uczniowi tajemną wiedzę. Nawet jeśli di Cosimo nie parał się dziwacznymi eksperymentami w laboratorium, znał najważniejsze założenia alchemii. Wiedział zapewne, że w niektórych traktatach Faun symbolizował czystą pierwotną materię, niezbędną do odkrycia kamienia filozoficznego. „Tajemny lub nieznany, niezrozumiały wedle praw przyrody [...] jest doskonałą esencją wszystkich pierwiastków, ciałem niezniszczalnym, którego żaden żywioł nie jest w stanie zniszczyć ani naruszyć” – pisali alchemicy.

GŁOWA PEŁNA BESTII

Piero di Cosimo (1462–1521) urodził się i zmarł we Florencji. Naprawdę nazywał się Piero di Lorenzo, ale przyjął nazwisko swojego mistrza – Cosima Rosellego, z którym pracował przy zdobieniu Kaplicy Sykstyńskiej. Znak rozpoznawczy jego dzieł to fantastyczne bestie i postacie mitologiczne. Namalował m.in. „Bachanalie”, „Upadek pijanego sylena” czy „Mit o Prometeuszu”. Rzadko podpisywał swoje dzieła, badacze mieli więc problemy z ich identyfikacją.


Kamień ten mógł podobno zmieniać metale nieszlachetne w złoto i pozwoliłby stworzyć eliksir nieśmiertelności. Jego poszukiwania rozpoczęły się już około I wieku n.e., kiedy rzemieślnicy pracujący w egipskich świątyniach próbowali stworzyć imitacje kamieni szlachetnych. Przez wieki, korzystając ze wskazówek zawartych w tajemnych księgach, alchemicy przeprowadzali tysiące eksperymentów. Kręta piaszczysta ścieżka w głębi obrazu di Cosima symbolizuje ich poszukiwania. Często musieli zmieniać kierunek badań, a rozrzucone kamienie to przeszkody, jakie omijali, by dotrzeć do celu. Na końcu ścieżki widać pelikana. W traktatach alchemicznych ptak ten oznacza kamień filozoficzny. Kiedyś błędnie wierzono, że karmi młode swoją krwią. Stale odradza się więc dzięki własnej energii. Podobnie jak poszukiwany kamień.

Lekcję magii di Cosimo ukrył pod mitologiczną historią, bo „w alchemii nikt nie czyni większej szkody niż ten, kto rozprawia o operacjach, a sam nie wykonał nawet najprostszej z nich” – pisał francuski alchemik Eugene Canseliet. Tajemnica była dla alchemików jednym z gwarantów sukcesu. Często byli zmuszani przez władców – swoich protektorów – do publicznego prezentowania rezultatów poszukiwań. Tymczasem, żeby odnieść sukces, musieli być skromni i pobożni. Jak dotąd brak dowodów, że któremuś się to udało.