Duzi chłopcy, tacy jak ja, którzy pamiętają jeszcze kultowe w latach 80. i 90. gumy do żucia Turbo, zgodzą się pewnie, że największą popularnością na podwórku cieszyły się wówczas te z dołączanych do gum karteczek, które przedstawiały futurystyczne modele aut. Co tam nowy model Forda i Renault, skoro można mieć (chociażby na obrazku), żółtego, superszybkiego „porszaka”!

Na odpowiedź, dlaczego prototypy rzadko wchodzą do produkcji, trafiłem przeglądając doniesienia o wystawie „Dream Cars: Innovative Design, Visionary Ideas” w amerykańskiej Atlancie. Od 21 maja w tamtejszym High Museum of Art będzie można oglądać 17 historycznych, zapierających dech w piersiach prototypów z Europy i USA. Każdy z nich niezwykły, a jednocześnie zupełnie niepraktyczny.

Prezentowane na wystawie auta to mistrzostwo motoryzacyjnej inżynierii i designu” – ogłosił kurator wystawy Ken Gross w oświadczeniu dla mediów. Pośród zgromadzonych modeli będą najrzadsze i najśmielsze projekty ze stajni Ferrari, Bugatti, General Motors i Porsche. Od tych powstałych jeszcze w latach 20. XX wieku po całkiem świeże XXI-wieczne prototypy.

Niektóre z modeli rzeczywiście wyglądają kosmicznie. Choćby taki Firebird XP-21, zbudowany w 1953 roku w fabryce General Motors. Model został pomyślany jako samolot odrzutowy na kółkach. Dlaczego nie wszedł do masowej produkcji? Cóż, był po prostu za głośny i zżerał zbyt dużo paliwa. Mało tego, z rury wydechowej „ognistego ptaka” buchały wyziewy o temperaturze przekraczającej 530 st. C!

GENERAL MOTORS FIREBIRD I XP-21, 1953

A tu można zobaczyć go na filmie: