LEGENDA

W dziełach historyków antycznej Grecji i Rzymu nie ma wzmianek o Słowianach, nie pojawiają się żadne słowiańskie imiona i nazwy geograficzne. A to Grecy panowali nad Bałkanami, rzymscy kupcy docierali bursztynowym szlakiem nad Bałtyk. Skoro nie spotkali tam naszych praprzodków, nasuwa się przypuszczenie, że ich tam wtedy po prostu nie było. Dopiero w VI wieku Słowian nagle zauważają autorzy bizantyjscy, w ich tekstach zaroiło się od charakterystycznych imion: Radogost, Sulimir, Wszemir. Najwybitniejszy dziejopis tych czasów Prokopiusz z Cezarei dostrzegał już nawet różnice między słowiańskimi plemionami oraz to, co je łączyło – język, obyczaje, obrzędy, wierzenia.

Wiedział oczywiście, że napierają na cesarstwo od północy, ale nie wnikał, skąd dokładnie przybywają. Sześć stuleci później Gall Anonim skwitował problem ich pochodzenia znamiennymi słowami: „Lecz dajmy pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa”. Przepowiednia Anonima, że początki Słowian zostały na zawsze ukryte w mrokach historii i należy opuścić na nie zasłonę milczenia, okazała się prorocza. Do dziś nie udało się rozwiać wszystkich wątpliwości, a o najliczniejszej grupie etnicznej Europy wiemy mniej niż o Celtach, Gotach czy Wandalach.

 

PROSTO Z RAJU

To, co tajemnicze i ukryte, jest jednak zawsze najbardziej pociągające. Mimo rad pierwszego kronikarza dziejów Polski szybko więc podjęto próby zajrzenia za kurtynę oddzielającą udokumentowane historycznie czasy Mieszka I od poprzedzających ją epok. Szlak przetarł biskup krakowski Wincenty zwany Kadłubkiem. Jego napisana po łacinie „Historia Polonica”, była dziełem tworzonym bardziej z potrzeby serca niż rozumu i miała służyć podniesieniu rangi Polski wśród szczycących się wspanialszą przeszłością królestw Europy. Mistrz Wincenty uznał więc za naszych praprzodków plemię Lechitów, które według niego zasłynęło już w starożytności, tocząc zwycięskie boje z Aleksandrem Macedońskim i Juliuszem Cezarem.

W dowód uznania Cezar dał rękę swojej siostry Julii lechickiemu księciu Lestkowi III oraz przekazał mu jako wiano część ziem zajmowanych przez Niemców. Kadłubek nie miał żadnych wątpliwości, że Prapolacy byli pierwszymi mieszkańcami ziem między Wisłą i Odrą, na których osiedlili się tuż po biblijnym potopie. Tę mile łechcącą narodową dumę koncepcję rozwinął autor tzw. Kroniki Franciszkańskiej, mnich Mierzwa (XIII w.), stwierdzając wprost, że praojcem Polaków był syn Noego Jafet. Kropkę nad i postawił w XVII wieku franciszkanin Wojciech Dębołęcki, który wykoncypował, że pierwsi Słowianie przybyli do środkowej Europy prosto z raju, gdzie Adam i Ewa rozmawiali oczywiście po polsku.