W obrębie strefy niedostępnej dla pasażerów poruszają się pojazdy różnego rodzaju. Część służy transportowaniu ludzi i ich bagaży. Inne to auta dyspozycyjne, dostawcze, serwisowe, kierujące pilotów na odpowiednie pasy. Są też cysterny, wozy asenizacyjne (fekalia ze zbiorników samolotów usuwa się jak zwykłe szambo), kontenery z żywnością i napojami (dla wygody unoszone z poziomu gruntu na hydraulicznych podnośnikach wprost pod drzwi luków samolotów), samobieżne schody, a także specjalne wozy strażackie.

Strażnicy ognia

Te ostatnie są szczególnie efektowne, bo od zwykłych straży pożarnych różnią się wyposażeniem, możliwościami i rozmiarami – bywają ogromne. Austriacki Rosenbauer Panther ma napędzane cztery osie, silnik o mocy ponad tysiąca koni, a do 80 kilometrów na godzinę rozpędza się w 25 sekund. Wóz ma bardzo nowoczesną konstrukcję, jest wykonany z lekkich materiałów (aluminium, tworzywa sztuczne i kompozyty). Załadowany 15 tonami wody i 2 tonami środków pianotwórczych pokonuje 30-stopniowe wzniesienia, a specjalny wysięgnik z wysokociśnieniowym działkiem sprawia, że wodę można podawać z niego na wysokość piątego piętra. Rosenbauer sam zabezpiecza się przed pożarem, spryskując nawierzchnię wokół siebie wodą czy pianą. Austriacka firma ma również wozy wyspecjalizowane w szybkiej ewakuacji pasażerów i wielkie cysterny do spryskiwania powierzchni pasa żelem i wodą, co zabezpiecza – w razie rozszczelnienia się zbiorników paliwa i rozlania lotniczej benzyny na ziemię – przed rozprzestrzenianiem się pożaru.

Zawsze suchy pas

Lądowanie to jeden z najbardziej niebezpiecznych momentów lotu. Problemów nie ma, gdy pilot ląduje przy pięknej pogodzie. Gorzej, kiedy samolot „siada” zimą, na pasie pokrytym śniegiem i lodem. Poślizg kilkudziesięciu ton może być zabójczy w skutkach. Dlatego pasy na lotniskach są odlodzane i oczyszczane ze wszelkiego rodzaju pogodowych „resztek”. Do tego celu wykorzystuje się kilka – jadących jeden za drugim – pługów i odśnieżarek. Najpierw usuwane są zaspy śnieżne, potem to, co zostaje pod spodem – twarda skorupa lodu. Trzeba to zrobić szybko i dokładnie. Dlatego nowoczesne odśnieżarki (np. firmy Overaasen wyposażone w skomputeryzowany system sterujący obrotowymi szczotkami) mogą oczyścić 3,5-kilometrowy pas w ciągu zaledwie 10 minut.

Samolot na wstecznym

Manewrować samolotem jest trudno. Nie tylko z racji rozmiarów, ale i braku biegu wstecznego. Żeby odjechać spod rękawa, trzeba użyć specjalnego samochodu-holownika. Pojazd musi być superniski (aby zmieścił się pod kadłubem) i supermocny (by uciągnąć wielki ciężar). W budowie takich aut specjalizuje się amerykańsko-francuska firma Charlatte. Holownik jej produkcji (model CPB35E) jest elektryczny, bo taki silnik daje ogromny moment obrotowy dostępny od najniższych obrotów. Holownik Charlatte ma dwa silniki o mocy zaledwie 70 koni ale moment obrotowy jest tak ogromny, że CPB35E radzi sobie nawet z jumbo jetami. Maksymalna prędkość? Zaledwie kilkanaście kilometrów na godzinę. Tyle wystarczy, bo rzeczywisty dystans pokonywany przy wyciąganiu samolotu to ledwie kilkadziesiąt metrów. Później samolot może już jechać do przodu i wózek-holownik przestaje by potrzebny. Elektryczne są również rampy załadunkowe produkcji Charlatte. Bez nich nie dałoby się zapakować bagaży do luków, co – mimo ogromnej nowoczesności infrastruktury lotnisk – ciągle wykonuje się częściowo ręcznie. Rampy są oczywiście zmotoryzowane, same muszą podjeżdżać pod kadłuby. Dla potrzeb lotnisk, na których nie obowiązują restrykcyjnie normy emisji spalin lub gdzie są problemy z siecią energetyczną, Charlatte buduje rampy załadunkowe z napędem wysokoprężnym. Takie rampy są znacznie szybsze (ich prędkość maksymalna wynosi nawet 32 km/godz.) i wyposażane, jak auta, w automatyczne skrzynie biegów.

Lotniskowe przedsiębiorstwo przewozowe