Medialne wzorce sukcesu promują w naszej zbiorowej świadomości przekonania, że „jesteś twórcą swojego życia”. Jeśli wystarczająco mocno chcesz, to „wszystko możesz”, świat stoi otworem, „wszystko jest dostępne”, a przynajmniej oferowane wirtualnie na „wyciągnięcie palca na klawiaturze”. Sugerują, że tylko od osobistej determinacji zależy sukces, bo przecież „jesteś zwycięzcą”, a „spektrum życiowych wyborów jest ograniczone jedynie twoją własną wyobraźnią”. Taki sposób myślenia stanowi podatny grunt dla modnych ostatnio działań rozwojowych sprzedawanych jako remedium na wszelkie zło. Niestety wiele osób korzystających z usług wspierających rozwój osobisty nie zdaje sobie sprawy z tego, że mogą one prowadzić, poza obiecywanymi rezultatami, także do negatywnych konsekwencji. Potencjalne ryzyko wynika z bezkrytycznego korzystania z rynku usług rozwojowych.

Jednym z czynników mogących powodować długofalowe negatywne skutki są trendy kulturowe, czyli panująca dziś moda na samorozwój. Przyczyniać się do tego mogą również wzorce obowiązujące w naszym bliższym i dalszym otoczeniu społecznym, zarówno w rodzinie, gronie przyjaciół, jak i w grupach odniesienia i aspiracji. Do tego dochodzą działania osób oferujących usługi rozwojowe, które nie posiadają odpowiednich kompetencji i postawy etycznej, np. influencerów, blogerów, mówców motywacyjnych, trenerów i innych inspiratorów.

MODA NA SUKCES

Idea rozwoju osobistego jest dziś niezwykle nośna. Biznes rozwoju osobistego obok branży IT to jeden z najbardziej dynamicznie rozwijających się obszarów rynku.
Jest to odpowiedź na potrzeby współczesnego człowieka, który funkcjonuje w niezwykle złożonej i dynamicznej rzeczywistości. Powszechnie głoszona wolność wyboru oraz wszechobecne medialnie wzorce spektakularnych sukcesów biznesowych, imponujących karier, szybko osiąganego dobrobytu i luksusowego stylu życia budzą w wielu ludziach duże aspiracje i wzmacniają, niekiedy nadmiernie, potrzebę ich zdobycia.

Rozbudowana potrzeba osiągania jest cechą Homo hubris – człowieka, którego cechuje trwałe dążenie do potwierdzania i powiększania swojej wartości. Szukając źródeł językowych, warto wskazać, że greckie hubris odnosiło się do postawy wywołującej gniew bogów, ponieważ oznaczało nieposkromioną pychę i pragnienie wywyższania się, jednak obecnie określenie to zatraciło już swoje jednoznacznie pejoratywne znaczenie. Profesor Józef Kozielecki użył terminu motywacja hubrystyczna dla opisania takiego typu ludzkich sił napędowych, które implikują podejmowanie działań mających na celu podnoszenie poczucia własnej wartości, samodoskonalenie oraz wzmacnianie własnej pozycji społecznej. „Zaspokojenie tych dążeń, czyli dowartościowanie siebie, rodzi satysfakcję i wywołuje dumę; zwiększa poczucie osobistego bezpieczeństwa, scala indywidualną osobowość i pozwala optymistycznie patrzeć na świat; nadaje wreszcie sens życiu” – pisze prof. Kozielecki.

Motywacja ta łączy się z tendencją do autowaloryzacji – potrzebą potwierdzania i wzrostu własnego ja, czasami przejawiającą się w zachowaniach służących obronie,
podtrzymywaniu i podnoszeniu samooceny. Prof. Kozielecki podkreśla, że nadmierna motywacja hubrystyczna może być egoistyczna, a nawet autodestrukcyjna, ponieważ służy intensyfkowaniu przyjemności, ma charakter hedonistyczny oraz samonapędzający. Co więcej: każde osiągnięcie, każde przekroczenie osobistych i społecznych ograniczeń staje się zachętą do wyznaczania sobie kolejnych, bardziej ambitnych celów.