Z okazji zbliżającego się 30-lecia franczyzy Pokémon, niemiecka marka stworzyła ekskluzywną edycję swojego najbardziej ikonicznego modelu PUMA Suede i muszę przyznać, że to jedna z najlepszych pokemonowych współprac jaki widziałam od dawna.
W takim wypadku łatwo pójść na łatwiznę
Kiedyś, gdy dostępność podobnych gadżetów była znikoma, fani łykali wszystko, a producenci zwykle szli na łatwiznę. Wystarczyło nadrukować wielką uśmiechniętą twarz bohatera na boku cholewki, dorzucić plastikowy brelok i czekać, aż półki zostaną wyczyszczone do cna. Teraz jest już inaczej, bo staliśmy się bardziej wymagający im więcej podobnych gadżetów pojawia się na rynku. Dlatego firmy bardziej przykładają się do projektów, tworząc je ze smakiem i finezją.

Tak właśnie zrobiła PUMA. Nowa wersja Suede bazuje na powściągliwości i subtelnych, genialnie przemyślanych detalach. I to właśnie ten wybór mówi najwięcej o tym, do kogo tak naprawdę skierowany jest ten model. Zamiast krzykliwego gadżetu dostajemy przemyślane odświeżenie klasycznej sylwetki z 1968 roku.

Zamieniono zwykły, gładki zamsz na materiał o wyższej, lekko meszkowatej strukturze, która w dotyku delikatnie przypomina futerko. PUMA nie udaje, że po prostu pofarbowała buty na żółto – ten materiał po prostu wygląda tak, jakby od początku miał stworzyć postać Pikachu (w sumie to może być trochę niepokojące – jak buty wykonane Z Pikachu…).

Klasyczny, czarny pasek na boku cholewki, którego kształt nie zmieniał się od dekad, nakryto drugą, lustrzaną warstwą w kształcie błyskawicy. Dzięki temu krok za krokiem wyłapuje ona światło, zamiast być po prostu zwykłym detalem, na który nikt nie zwraca większej uwagi.
Mniej znaczy więcej
Na tym nie koniec, bo również z tyłu czeka nas przyjemny smaczek. Zamiast upychać tam cały wizerunek stworka, projektanci umieścili na nim półprzezroczysty, czerwony detal z błyskawicą. Każdy, kto choć raz widział tego pokemona, od razu podświadomie połączy ten akcent Pikachu, bez potrzeby pisania czegokolwiek wprost. Taka dojrzałość w projektowaniu obuwia licencjonowanego zdarza się wciąż niezwykle rzadko.

Do tego dochodzi półprzezroczysta, miodowa podeszwa przetykana spękanymi liniami, które wyglądają tak, jakby cała konstrukcja była pod stałym napięciem elektrycznym. Nawet dodatki zostały skrojone z ogromnym wyczuciem – zamiast wielkiego, dyndającego przy sznurówkach breloka dostajemy płaski, emaliowany charms, a całość pakowana jest w matowe, czarne pudełko ze złotymi tłoczeniami i motywem konstelacji.

PUMA konsekwentnie budowała tę jubileuszową serię. Zaczęło się w kwietniu od kolekcji nawiązującej do Espeona i Umbreona, po drodze zobaczyliśmy koszykarski model All-Pro Nitro 2, ale to właśnie klasyczny Suede jest wisienką na torcie i najbardziej prestiżowym punktem całego programu. Czy trzysta dolarów za buty do stania na półce to przesada? To już zależy od tego, jak głęboka jest Twoja nostalgia i ile wolnego miejsca masz jeszcze w swojej kolekcji. Jednak jeśli marka ma już żądać kolekcjonerskich kwot za wspomnienia z dzieciństwa, to dokładnie w taki sposób – dopracowany, przemyślany i z klasą.
Zresztą, kto powiedział, że muszą stać na półce? Ja bym je nosiła na codzień!
