Dlatego nowa Puma Deviate Pure Nitro od razu zwraca uwagę. Marka wzięła linię kojarzoną z dynamicznymi, szybkimi butami i wyjęła z niej element, który zwykle jest przedstawiany jako główna atrakcja: płytkę PWRPLATE. Została lekka konstrukcja, gruba warstwa nowoczesnej pianki i obietnica tempa bez sztywności, która nie każdemu odpowiada. Mam wrażenie, że takich premier będzie w najbliższych miesiącach coraz więcej, bo rynek zaczyna rozumieć coś prostego – nie każdy trening musi przypominać próbę generalną przed maratonem.
Szybkość bez karbonu przestaje być kompromisem
Puma Deviate Pure Nitro waży 220 gramów w męskim rozmiarze 42, czyli jest o około 30 gramów lżejsza od modelu Deviate Nitro 4 z płytką. Ma wysoką podeszwę: 38 mm pod piętą i 30 mm pod przodostopiem, a więc 8 mm dropu. To nadal nowoczesna, miękko-sprężysta konstrukcja, tylko pozbawiona karbonowego rusztowania.
I właśnie ten kierunek wydaje mi się ciekawy. Wiele osób kupujących pierwsze „szybsze” buty treningowe nie szuka przecież modelu na rekord życiowy w półmaratonie. Chcą czegoś lżejszego i żwawszego niż klasyczny daily trainer, ale wciąż wygodnego na dłuższe wybieganie albo trening tempowy, po którym łydki nie będą prowadziły osobnej korespondencji reklamacyjnej. Deviate Pure Nitro celuje dokładnie w tę przestrzeń.

Puma opiera całą dynamikę na zaktualizowanej piance NITROFOAM, bez mechanicznego usztywnienia śródpodeszwy. W praktyce może to oznaczać bardziej naturalne przetaczanie stopy i mniej „narzucony” charakter biegu. Ostatecznie pokażą to dopiero pełne testy, ale sam pomysł brzmi sensownie. Karbon bywa świetny, tylko nie jest odpowiedzią na każde pytanie zadane przez biegacza.
„Super trainer” dojrzewa
Deviate Pure Nitro wpisuje się w rosnącą kategorię tak zwanych super trainerów, czyli butów treningowych, które przejmują część rozwiązań z modeli wyścigowych, ale mają być bardziej uniwersalne i przyjaźniejsze w codziennym użyciu. Jeszcze niedawno ten segment często wyglądał jak wyścig na to, kto włoży do buta więcej technologii kojarzonej z zawodami. Teraz coraz mocniej widać drugą drogę: szybkie pianki, wysoka amortyzacja, niska masa, ale bez przymusu korzystania z płytki.
Puma nie jest zresztą jedyna. Saucony Endorphin Azura także poszła w stronę dynamicznego buta treningowego bez płytki, a Adidas Hyperboost Edge został zaprojektowany jako nieusztywniony super trainer do regularnego kilometrażu. To nie przypadek. Biegacze chcą dziś obuwia, które daje poczucie lekkości i energii, ale nie wymaga szczególnej okazji, by je założyć.
Wygoda nadal liczy się bardziej
Poza podeszwą Puma postawiła na rozwiązania, które mają znaczenie wtedy, gdy trening trwa dłużej niż efektowne trzy kilometry do zdjęcia z aplikacji. Cholewka została wykonana z przewiewnej siateczki technicznej, język jest wyściełany, a kołnierz wokół pięty bardziej miękki. Do tego dochodzi bieżnik PUMAGRIP, dobrze oceniany zwłaszcza za przyczepność na mokrej nawierzchni.

To ostatnie warto docenić, bo producenci butów do szybszego biegania czasem zachowują się tak, jakby asfalt zawsze był suchy, równy i pachniał świeżością poranka w reklamie. Tymczasem spora część treningów odbywa się w zwykłej, nieidealnej codzienności: po deszczu, na przybrudzonych alejkach, w mieście, gdzie każdy zakręt potrafi zaskoczyć piaskiem albo mokrymi liśćmi.
Cena jest rozsądna, choć w Polsce i tak zaboli trochę bardziej
Puma Deviate Pure Nitro trafi do sprzedaży globalnie 4 czerwca 2026 roku. Cena została ustalona na 150 euro, czyli około 650 zł.
Jak na segment nowoczesnych butów treningowych to poziom jeszcze do przełknięcia, choć oczywiście trudno mówić o tanim zakupie. Zwłaszcza że polskie ceny po premierze mogą różnić się od prostego przeliczenia z euro. Mimo to Puma ustawia nowy model niżej niż część głośnych super trainerów, a przy tym oferuje coś, co może trafić do szerszej grupy niż karbonowe konstrukcje. Nie każdy biegacz chce dopłacać do technologii, której później używa ostrożnie, bo but wydaje się „za poważny” na zwykły trening.
