Twój komputer właśnie zaprosił cię do udziału w badaniu społecznym prowadzonym przez uznany instytut naukowy. Klikasz na link „wyrażam zgodę”. Na monitorze pojawia się wirtualny ankieter, który od pierwszej chwili wydaje ci się godnym zaufania profesjonalistą. Mimo że jest jedynie animacją komputerową, budzi sympatię – rozpoznajesz w nim kogoś podobnego do siebie: tej samej płci i rasy, mniej więcej w twoim wieku. Zauważasz, że karnacja awatara i jego kolor włosów są niemal identyczne jak twoje. Jego styl ubierania się i sposób bycia bardzo ci odpowiadają, podobnie jak mimika, tembr głosu i gestykulacja. Szybko odkrywasz, że maszyna świetnie cię rozumie i podąża za twoim tokiem myślenia. Wie, kiedy potrzebujesz wyjaśnień lub podpowiedzi. Bez oporów i szczerze odpowiadasz na kolejne pytania. Nie zastanawiasz się nad tym, że zwykle niechętnie przyznajesz się do eksperymentów z marihuaną, wysokości rocznych dochodów czy liczby partnerów seksualnych. Dopiero po wypełnieniu całej ankiety dociera do ciebie, że właśnie zostałeś szczegółowo przepytany przez swojego wirtualnego klona.

Polubiłeś ankietera i obdarzyłeś zaufaniem, bo był taki jak ty. Został stworzony na podstawie obrazu wysyłanego w trakcie badania z kamery twojego komputera. Odpowiedni program zarejestrował i przeanalizował twoje rysy twarzy, miny i ruch gałek ocznych. Policzył, jak często się uśmiechasz i jak szybko mówisz. Rozpoznał twój akcent i zasób słów, jakimi operujesz. Nie umknęły mu dźwięki, które wydajesz, gdy się wahasz. Wszystkie te detale zostały wykorzystane, by „nauczyć” animację komputerową bycia tobą. Dzięki tej sprytnej sztuczce badacze zyskali bezpośredni dostęp do twoich myśli.

ZGUBNA KURTUAZJA


Przedstawiony scenariusz to wciąż science fiction, ale niewykluczone, że badania społeczne i konsumenckie, a także sondaże opinii publicznej już wkrótce będą wyglądały właśnie w ten sposób. Naukowcy z Instytutu Badań Społecznych Uniwersytetu Michigan zakończyli niedawno testowanie wirtualnych ankieterów, którzy mają za zadanie wyciągnąć od respondentów odpowiedzi na wstydliwe i trudne pytania. Uzyskane przez naukowców rezultaty są niezwykle zachęcające i być może dzięki nim badacze uzyskają przewagę nad coraz bardziej niechętnymi do współpracy ankietowanymi. Coraz więcej instytucji i firm interesuje się tym, kim są ich klienci. Dane dotyczące naszego zachowania i poglądów są cennym towarem. Specom od wizerunku pomagają wykreować przyciągające wzrok opakowanie, a doradcom polityków ułatwiają budowanie strategii wyborczej. Z kolei informacje zebrane podczas wywiadu na temat zdrowia pozwalają oszacować, jak często w danej populacji występują określone dolegliwości, i na tej podstawie opracować plan systemu opieki zdrowotnej. Wreszcie analiza materiału zebranego przez socjologów rzuca nowe światło na zjawiska społeczne, takie jak kłamstwo czy motywacja do pracy.

Szerokie możliwości wykorzystania danych pochodzących z ankiet skłaniają badaczy do szczególnej dbałości o trafność i wiarygodność rezultatów prezentowanych opinii publicznej. Niestety, respondenci nie ułatwiają im zadania, skrzętnie strzegąc swojej prywatności. Nie zawsze mają czas i ochotę, by się przyłożyć do udzielania rzetelnych odpowiedzi. Zdarza się, że nie rozumieją treści pytań. Czasem zależy im na tym, by dobrze wypaść i ukrywają lub zniekształcają niewygodne dla siebie fakty. Kolejne pokolenia naukowców wykorzystują coraz bardziej zaawansowane technologie, by przechytrzyć ludzką naturę.

KOMPUTEROWY ANIOŁ STRÓŻ


Klasyczna teoria podejmowania decyzji przedstawiona przez noblistę Herberta A. Simona głosi, że dokonując wyboru metody działania, ludzie nie szukają najlepszych rozwiązań, lecz koncentrują się na strategiach, które są najszybciej i najłatwiej dostępne. Testy przeprowadzone przez zespół prof. Rogera Tourangeau z University of Maryland potwierdzają tę regułę. „Analiza zapisu ruchu gałek ocznych osób wypełniających ankietę internetową wykazała, że respondenci znacznie częściej zatrzymują wzrok na możliwych odpowiedziach niż na pytaniu. Wielu jedynie rzuca okiem na zdanie zakończone pytajnikiem” – tłumaczy Tourangeau. Jego zdaniem badani mają tendencję do zaznaczania pierwszej odpowiedzi, która „jakoś się nadaje”. Nie zależy im, by spośród podanych opcji wyłuskać tę najbliższą prawdzie.

Zapis urządzenia śledzącego wędrówkę wzroku ankietowanych nie pozostawia wątpliwości – najwięcej uwagi poświęcano pierwszym pozycjom na liście odpowiedzi do wyboru, najmniejszym zainteresowaniem cieszyła się ostatnia z wymienionych opcji. Na szczęście stosunkowo prosty trik pozwala zdyscyplinować nieuważnych uczestników sondażu. „Zależało nam na tym, by zmusić respondentów do większego wysiłku. Ustaliliśmy, że udzielanie badanym reprymendy za każdym razem, gdy nadmiernie pospieszą się z odpowiedzią, jest niezwykle skuteczne. Do roli interweniującego z powodzeniem zatrudniliśmy program komputerowy, który mierzył czas, jaki dana osoba poświęcała na zastanowienie się, i w razie konieczności wyświetlał odpowiedni komunikat” – opowiada Tourangeau. Co ciekawe, okazało się, że zwiększenie zaangażowania ankietowanych w czytanie pytań skłoniło ich do większej prawdomówności. Dane pochodzące od grupy „upominanych” uczestników były bardziej wiarygodne i adekwatne niż materiał dostarczony przez osoby pracujące „w swoim tempie”.

MIMIKA AWATARA