Nie, nie twierdzę, że to z naszego powodu... Ale tak się złożyło, że Sejm przyspieszył z przegłosowaniem zmian w Kodeksie Karnym, wprowadzając do niego pojęcie stalkingu, akurat wtedy, kiedy pojawiło się wydanie Śledczego, poświęcone tej tematyce. I – także dzięki nam – zrobiło się głośno o stalkingu; przedstawiciele redakcji trafiali do wszelkich możliwych mediów z dużą regularnością.



Bardzo się cieszę, bo choćby z listów i maili napływających do redakcji, wiem, że skala problemu jest wręcz trudna do wyobrażenia. Bardzo dobrze, że znalazł się bicz na prześladowców.


Rzecz w tym, że jasnej stronie mocy towarzyszy ciemna. A mianowicie – interpretacja. Bo stalking to coś innego niż prosty skok na kiosk i kradzież zgrzewki proszków do prania. To przestępstwo, które trzeba wykazać, niejako udowodnić śledczemu, że ma się prześladowcę, a nie życzliwego znajomego-nieznajomego. Że jego nękanie powoduje uzasadnione stany zagrożenia. Co to znaczy uzasadnione? Jak to mierzyć? Kto ma o tym decydować? Przyjmujący zgłoszenie? A jeśli – tak, jak to miało miejsce dotychczas – śledczy odpowie: „Proszę wrócić do domu i uspokoić się. Przecież nie dzieje się nic specjalnego. Ot, facet (facetka) wysyła smsy. Znudzi mu się”.


No właśnie – smsy. Od ilu zaczyna się stalking, a do ilu jest to niegroźna działalność towarzyska? Ile maili musimy wykasować, by wreszcie organy ścigania uznały, że mamy do czynienia z przestępstwem?


I jeszcze jedno... Nie ma roży bez ognia. A przynajmniej bardzo często nie ma róży bez ognia. Zastanówmy się, czy my swego prześladowcę aby nie skłoniliśmy do podjęcia przestępczych działań. Czy nie sprawialiśmy wrażenia, że osoba, która teraz nas atakuje, miała w naszym sercu jakieś miejsce? Może – choćby w dobrej wierze – wywołaliśmy w niej jakieś emocje, wynikające ze złej interpretacji naszego zachowania. A może dopuściliśmy ją do siebie na odległość, powszechnie uważaną za intymną, i teraz żałujemy tego kroku?


Tak czy naczej – przed wymiarem sprawiedliwości wielki orzech do zgryzienia. Podejrzewam, że będą miały miejsce dwa scenariusze: jedni będą ścigać stalkerów niczym morderców, inni zaś machną ręką.


Bo dopiero za jakiś czas tak naprawdę zdefiniujemy ten problem.