Na początku stycznia temperatury w Nowym Jorku są najniższe od ponad 100 lat.  W nocy termometry pokazują minus 17 stopni Celsjusza, a zimny północny wiatr sprawia, że mieszkańcy niechętnie opuszczają domy. 

Przyczyną rzadkiego ochłodzenia jest wir polarny, czyli cyklon, który krąży wokół układu niskiego ciśnienia. Zazwyczaj w okresie zimowym znajduje się on na Arktyce. Wir powoduje, że zimne powietrze krąży wewnątrz obszaru polarnego. Może jednak dojść do załamania wiru lub rozdzielenia na kilka części. Właśnie wtedy mroźne powietrze dociera na południe.

Warunki pogodowe, które przyniósł wir polarny są na tyle poważne, że w ogrodzie zoologicznym Lincoln Park w Chicago do pomieszczeń sprowadzono nawet niedźwiedzie polarne - donosi stacja CNN. Mieszkańcy zostali ostrzeżeni, że opuszczenie domów może skończyć się poważnymi odmrożeniami. 

Meteorolodzy informują, że w poniedziałek na międzynarodowym lotnisku O'Hare temperatura była najniższa od 1884 roku. W Fargo, największym mieście w stanie Dakota Północna, temperatury spadły poniżej - 35 stopni Celsjusza.

Analitycy przewidują, że skutki wiru polarnego może odczuć ok. 180 mln osób. Z powodu silnych mrozów w USA zmarło już 13 osób.