Segment „slow-tech” rośnie dziś szybciej, niż wielu producentów klasycznych tabletów chciałoby przyznać
Zacznijmy od początku. Jeśli korzystacie z urządzeń e-ink, to zapewne wiecie, że ich największym problemem od lat były opóźnienia. Nawet najlepsze e-notatniki często sprawiały wrażenie, jakby elektronika nie nadążała za ręką użytkownika. Paper Pure ma to w końcu naprawić. Nowy ekran Canvas trzeciej generacji o przekątnej 10,3 cala został pokryty teksturowaną powierzchnią imitującą papier, dzięki czemu pisanie rysikiem faktycznie przypomina kontakt z notesem, a nie ślizganie plastikiem po szkle. Jeszcze ważniejsze jest jednak opóźnienie wynoszące zaledwie 21 ms. W praktyce cyfrowy atrament pojawia się niemal natychmiast po ruchu dłoni.
Producent mocno podkreśla też, że urządzenie działa nawet dwa razy szybciej od kultowego już reMarkable 2. Dotyczy to przede wszystkim przewijania dokumentów PDF, zoomowania oraz przełączania stron — czyli rzeczy, które przy pracy z dużymi plikami potrafiły wcześniej doprowadzić do frustracji. Jest to więc dobra wiadomość, bo przy urządzeniach nastawionych na skupienie każde techniczne „zacięcie” wybija człowieka z rytmu bardziej niż w klasycznym tablecie.

Wizualnie reMarkable nadal pozostaje bardzo skandynawski. Cienka, 6-milimetrowa obudowa, niska waga i brak zbędnych ozdobników sprawiają, że sprzęt wygląda bardziej jak designerski notes architekta niż elektroniczny gadżet. Co ciekawe, firma coraz mocniej akcentuje też kwestie ekologii i naprawialności. Obudowa w dużej części powstała z materiałów z recyklingu, a konstrukcję zaprojektowano tak, by serwis mógł relatywnie łatwo dostać się do wnętrza urządzenia.
Na plus wypada również bateria. Około trzech tygodni pracy na jednym ładowaniu pokazuje ogromną przewagę ekranów E Ink nad klasycznymi tabletami LCD czy OLED. To sprzęt, który bardziej przypomina papierowy notatnik wrzucony do plecaka niż kolejny gadżet wymagający codziennego podpinania do ładowarki.
reMarkable prezentuje swoje podejście do nowoczesnego workflow
Paper Pure nadal pozostaje urządzeniem celowo odciętym od rozpraszaczy. Nie ma tutaj sklepu z aplikacjami, przeglądarki internetowej czy mediów społecznościowych. Nie uświadczymy też TikToka wciskającego nam kolejne rolki o trzeciej nad ranem. Jednocześnie sprzęt bardzo mocno integruje się z narzędziami pracy. Synchronizacja z Google Drive, OneDrive, Slackiem, Outlookiem czy Miro sprawia, że odręczne notatki można płynnie wrzucać do firmowego obiegu dokumentów.
Do tego dochodzą funkcje AI, których w nowoczesnym sprzęcie nie mogłoby zabraknąć. Te są jednak bardzo konkretne, a nie wciskane na siłę. System potrafi konwertować odręczne pismo na tekst cyfrowy, tworzyć podsumowania notatek ze spotkań i przeszukiwać całe archiwum zapisów po słowach kluczowych.

W gruncie rzeczy, dla mnie najciekawsza jest kwestia ceny. Nowy reMarkable Paper Pure startuje od 399 dolarów, a droższy zestaw z etui kosztuje 449 dolarów. Tanio więc nie jest, szczególnie jeśli spojrzeć wyłącznie na specyfikację techniczną. Tylko że w tym przypadku my tak naprawdę nie kupujemy parametrów, tylko spokój. Coraz więcej osób jest zwyczajnie zmęczonych tym, że każdy ekran walczy o ich uwagę. Dlatego urządzenie, które pozwala po prostu usiąść i pisać bez miliona bodźców wokół, zaczyna być luksusem samo w sobie.
Oczywiście, można to robić ręcznie na papierze, ale skoro żyjemy w XXI wieku, dobrze mieć nowinki technologiczne, które sprostają naszym wymaganiom, bez noszenia ze sobą stosu zeszytów.
Źródło: reMarkable
