Obserwowanie mikroświata pociągało mnie od najmłodszych lat. Jednym z najfajniejszych prezentów, jakie dostałem był zabawkowy mikroskop przywieziony przez tatę z Niemiec. Miał słabe oświetlenie, kiepsko radził sobie z dużymi powiększeniami, ale i tak spędziłem nad nim mnóstwo czasu, badając próbki wody z kałuży czy rozcieńczony w wodzie kisiel w proszku.

W dorosłym już życiu zafascynował mnie mikroskop IntelPlay QX3 – niebieska zabawka, która pojawiła się na rynku w 1999 r. Wystarczyło podłączyć go do komputera przez port USB, by oglądać różne obiekty – także te nieprzeźroczyste, oświetlane światłem odbitym – w powiększeniu do 200x.

Kilkanaście lat temu kupiłem używany egzemplarz QX3, który stał potem na moim redakcyjnym biurku. Przydawał się, gdy odwiedzały nas dzieciaki, bo oglądanie świata pod powiększeniem fascynuje kolejne pokolenia.

Kamera USB jest sprawna, ale sterowniki do niej już nie działają

Kilka lat temu zobaczyłem w pobliskim sklepie bardziej zaawansowaną konstrukcję – Biolux NG. W odróżnieniu od Intela może on działać jak zwykły mikroskop optyczny. Wystarczyło jednak wyjąć z niego okular i włożyć w to miejsce kamerkę podłączaną do komputera przez złącze USB, by zamienić go w wideomikroskop. Miałem nadzieję, że gdy moi synowie podrosną, będą mieli fajną pomoc naukową w domu.

Nie przewidziałem jednak czegoś, co z trudem mogę nazwać postępem technologicznym. Okazało się bowiem, że choć mikroskopy podłączane do komputera to konstrukcje w miarę proste i odporne na uszkodzenia, to nie są one „odporne” na zmiany wprowadzane w systemach operacyjnych. Nowe wersje Windows po prostu przestały współpracować ze starymi kamerami podłączanymi przez USB.

Zaskoczony tym faktem napisałem do niemieckiej firmy Bresser, producenta Biolux NG. „Bardzo nam przykro, ale to stary model. Jeśli chce Pan podłączyć go do komputera, potrzebna jest nowa kamera” – odpisała mi uprzejmie firma.

Chcesz korzystać z mikroskopu podłączonego do komputera? Kup sobie nowy

Niestety, urządzenie, które zaproponowała kosztuje co najmniej 250 zł – czyli tyle, ile przed laty wydałem na cały mikroskop. Za mniejszą kwotę mogę dziś kupić nowe urządzenie, do którego – za pomocą sprytnego uchwytu – można przyczepić smartfon i w ten sposób uzyskać wideomikroskop.

Taki uchwyt kosztuje raptem 25 zł i dzięki niemu mój Biolux może rozpocząć nowe życie. Natomiast QX3 jest już, niestety, skazany na recykling. Jeszcze kilka lat temu, gdy w redakcji mieliśmy komputery Apple, mogłem z niego korzystać dzięki oprogramowaniu miXscope. Potem jednak zmieniono nam komputery na pecety i zabawkowy mikroskop stał się bezużyteczny.

A szkoda, bo przed laty jego zalety docenili także naukowcy. Solidna, „dzieciooporna” konstrukcja w połączeniu z przystępną ceną sprawiły, że z QX3 był nieocenioną pomocą dla geologów czy archeologów prowadzących badania terenowe z laptopami pod pachą. Dziś, niestety, jest już tylko elektronicznym zabytkiem.