Jeśli chcecie zostawić telefon w domu i nadal słuchać muzyki w świetnej jakości, to rozwiązaniem jest kieszonkowy odtwarzacz Shanling Q2, z rozwiązaniem, które zna każdy, kto kiedyś nosił przy sobie iPoda.
Kiedy nostalgia łączy się z nowoczesnością
Nie oszukujmy się, w tym sprzęcie najważniejszy jest Click Wheel, czyli okrągłe kółko nawigacyjne rodem z odtwarzacza Apple’a, umieszczone tuż pod niewielkim, 2,09-calowym wyświetlaczem dotykowym. Ciężko powiedzieć, dlaczego akurat ten element zyskał miano kultowego, ale tak się stało. Z nostalgią zresztą nie ma co dyskutować.
Przeglądanie plików za pomocą fizycznego pierścienia i towarzyszących mu czterech tradycyjnych przycisków jest na pewno wygodne. Zamiast bezmyślnie wpatrywać się w świecący ekran i przewijać bezkresne listy w poszukiwaniu utworu, otrzymujemy możliwość precyzyjnego sterowania głośnością i nawigacją wyłącznie za pomocą zmysłu dotyku – dokładnie tak, jak za czasów złotej ery klasycznych iPodów.

Sama obudowa odtwarzacza wykonana z aluminium oraz szkła zachowuje ultrakompaktowe wymiary 80 × 50 × 13,5 milimetra przy wadze zaledwie 83 gramów, dzięki czemu sprzęt bez trudu znika nawet w małej, damskiej kieszeni. Wykończenie jest proste, bez zbędnych dodatków, a główną rolę (obok Click Wheel) grają kolory – do wyboru jest szary, srebrny i żywy pomarańcz.
W środku dzieje się dużo
Pod tą niepozorną, nostalgiczną bryłą kryje się prawdziwy sprzęt dla audiofili. Inżynierowie Shanling zdołali upchnąć w obudowie mniejszej od większości portfeli układ aż czterech przetworników cyfrowo-analogowych Cirrus Logic CS43131 pracujących w trybie zbalansowanym, pozwalających natywne odtwarzanie plików DSD512 oraz PCM w jakości do 768 kHz/32-bit.
Sekcja wzmacniacza oferuje dwa wyjścia słuchawkowe. Mamy więc tradycyjne 3,5 mm (generujące 120 mW mocy) oraz symetryczne wyjście zbalansowane 4.4 mm. To drugie potrafi wpompować aż 425 mW przy obciążeniu 32 Ω. W praktyce oznacza to, że ten kieszonkowy maluch bez trudu obsłuży pełnowymiarowe, wymagające słuchawki nagłowne, przy których większość zwykłych urządzeniach mobilnych po prostu poddaje się na starcie. Do tego są jeszcze dwa tryby wzmocnienia, które pozwalają z kolei idealnie dobrać moc zarówno do delikatnych słuchawek dousznych, jak i do prądożernych konstrukcji planarnych.

Projektanci pomyśleli również o tym, jak wpleść model Q2 we współczesny ekosystem bez konieczności rezygnowania z wygody. Urządzenie wyposażono w dwukierunkowy moduł Bluetooth 5.2 ze wsparciem dla zaawansowanego kodeka LDAC. Może więc służyć jako tradycyjny nadajnik dla słuchawek bezprzewodowych, ale sprawdza się równie genialnie w roli zewnętrznego odbiornika i wzmacniacza dla smartfona. Wystarczy połączyć telefon z Q2 przez Bluetooth, wpiąć w odtwarzacz ulubione słuchawki przewodowe i cieszyć się bezkompromisowym dźwiękiem bez plątaniny kabli sięgających do kieszeni z telefonem.
Na pewien kompromis trzeba było pójść
Minusem może tu być na pewno brak pamięci wbudowanej. Był to kompromis, na który twórcy musieli pójść by utrzymać niską wagę i zachować prostotę. Nie ma się co jednak martwić, bo mamy zamiast tego czytnik kart microSD obsługujący nośniki o pojemności do 2 TB. Z pozostałych funkcji warto wspomnieć dwuzakresowe Wi-Fi z obsługą technologii AirPlay, DLNA oraz natywną aplikacją serwisu Tidal, co daje pełną swobodę strumieniowania muzyki w wysokiej rozdzielczości. W trybie USB DAC urządzenie rozszerza swoje możliwości na biurko, zamieniając się w stacjonarny przetwornik połączony z komputerem.

Mimo ogromnego zapotrzebowania na energię ze strony czterech kości DAC, czas pracy na akumulatorze wypada zaskakująco dobrze. Przy korzystaniu z wyjścia 3.5 mm bateria pozwala na 13,5 godziny ciągłego odsłuchu, a zbalansowane wyjście 4.4 mm skraca ten czas nieznacznie do 12,5 godziny. W trybie odbiornika Bluetooth LDAC bezprzewodowy czas pracy rośnie aż do 16,5 godziny, co bez trudu wystarczy na przetrwanie międzykontynentalnego lotu. Za płynne działanie dopracowanego interfejsu MTouch OS odpowiada procesor Ingenic X2000.
Wszystko to Shanling Q2 oferuje nam za około 269 dolarów. Niby dużo, jak za odtwarzacz, ale audiofile i gadżeciarze potrafią dać za podobne sprzęty bardzo wiele. Zwłaszcza że twórcy uderzają w konkretną potrzebę widoczną na rynku. Nie próbują swoim urządzeniem zastąpić smartfona we wszystkim, lecz dają rozwiązanie konkretnego problemu – słuchania muzyki w dobrej jakości bez konieczności noszenia ze sobą telefonu. I to się udaje.
