Starzejące się społeczeństwo to ogromne wyzwanie
Korea Południowa jest jednym z najszybciej starzejących się państw na świecie. Obecnie około 10,2 mln (ponad 20%) mieszkańców tego kraju to ludzie w wieku 65 lat lub więcej. To prawie jedna trzecia populacji Polski. Część takich osób mieszka z rodziną, część ma jeszcze małżonków, odwiedzają ich dzieci albo wnuki. Jednak, jak opisuje The Korea Herald, w 2024 roku 22% seniorów mieszka samotnie. Liczba ta stale się zwiększa i zapewne tak będzie nadal, co stanowi ogromny problem dla tego kraju. Jak więc sobie z tym radzić?
Trochę śledzę temat podejścia Korei do seniorów, bo większość z realizowanych projektów mocno kręci się wokół technologii. Mają też one dużo sensu, bo w niektórych regionach funkcjonują specjalne chatboty, które regularnie dzwonią do seniorów, pytają ich o samopoczucie, czy mają jakieś potrzeby. Jeśli osoba starsza nie odbiera, kontakt jest ponawiany, potem do gry wchodzi człowiek, a gdy nadal nie da się dodzwonić, alarmowane są odpowiednie służby. Co prawda nie działa to tak idealnie, bo jak niedawno wspominała w jednym ze swoich filmów Pyra w Korei, trochę kuleje sama edukacja na ten temat. Często seniorzy nie wiedzą o tym projekcie i boją się odbierać od maszyny. Mimo tego sam pomysł jest naprawdę dobry, zwłaszcza w przypadku seniorów, którzy nie mają rodzin.

Innym sposobem są roboty towarzyszące, często przyjmujące postać zabawek. Ich zadanie jest nieco inne, ale równie istotne – łagodzenie poczucia samotności. Bo za tymi liczbami, które podałam wyżej, kryją się konkretne historie, przytaczane przez Korea Herald. To ludzie, którzy potrafią spędzić całe dnie bez rozmowy z drugim człowiekiem. Kimś takim jest 72-letnia Ahn So-hyun. Kobieta straciła męża ponad ćwierć wieku temu i chociaż ma dzieci, te prowadzą własne życie i nie mogą jej często odwiedzać. Nie ma też wielu okazji do rozmów z innymi. To jednak zmienił robot Chorong – pluszowa lalka wyposażona w konwersacyjną sztuczną inteligencję. Dziś urządzenie przypomina jej o piciu wody, lekach czy zabraniu kluczy przed wyjściem z domu.
To jak rodzina – mówi.
Podobnych przykładów jest więcej, a wszystkie rodzą pytanie – czy to naprawdę zastępstwo?
Bardzo łatwo w tym przypadku popaść w narrację, że technologia zaczyna zastępować relacje międzyludzkie. Tylko że relacje międzyludzkie nie zawsze są dostępne na zawołanie. Dzieci mieszkają setki kilometrów dalej, sąsiedzi często sami są w podeszłym wieku lub nie żyją. Mobilność spada, problemy zdrowotne utrudniają wychodzenie z domu. W tym scenariuszu alternatywą nie jest rozmowa z rodziną, jest nią po prostu cisza. Dlatego właśnie ciężko jest mówić w tym przypadku o urządzeniach i cytowani seniorzy tego nie robią. Dla nich roboty to przyjaciele, znajomi albo nawet członkowie rodziny. To sposób na złagodzenie samotności, którego nie powinniśmy beztrosko demonizować.

Nawet jeśli senior ma rodzinę, z którą raz na jakiś czas porozmawia albo przyjaciół, których może spotkać przy okazji spaceru, to zawsze zostaje ogromne okienko czasowe wypełnione samotnością w domu. A ta u osób starszych ma konsekwencje zdrowotne. Według Korea Institute for Health and Social Affairs depresja występuje około półtora raza częściej wśród seniorów mieszkających samotnie niż wśród osób starszych żyjących z innymi domownikami. Pamiętajmy tu również o bardzo istotnym szczególe – w Korei kwestia zdrowia psychicznego wciąż jest społecznym tabu. Seniorzy, wychowani w takiej kulturze, często nawet nie pomyślą o pomocy specjalisty.
Dlatego roboty towarzyszące, zwykle przydzielane przez lokalne samorządy, są projektowane nie tylko do rozmów. Mają konkretne zadania, takie jak wspomniane wcześniej przypominanie o lekach, zachęcanie do spacerów, pomoc w utrzymywaniu codziennej rutyny i monitorowanie zachowanie. Brzmi banalnie, ale dla osoby mieszkającej samotnie regularne przypomnienie o śniadaniu czy wyjściu z domu może mieć ogromne znaczenie.
Oczywiście takie rozwiązania mają swoje wady
Takie roboty to głównie wsparcie psychiczne. Nie przytulą, nie odwiedzą w szpitalu i tak naprawdę również nie zastąpią rozmowy z wnukiem czy spotkania z przyjacielem. Nie są również magicznym rozwiązaniem problemów społecznych, prowadzących do samotności. Można też zadawać pytania o nadmierne przywiązanie do maszyn albo o to, czy państwa nie będą próbowały łatać braków w opiece społecznej technologią zamiast inwestować w ludzi.
Wszystkie te obawy są ważne i nie można ich ignorować. Jednocześnie jednak nie można ignorować doświadczenia samych użytkowników. Jeden z bohaterów reportażu przyznał, że gdy jego robot trafił na miesiąc do serwisu, powrót ciszy był dla niego wyjątkowo trudny. Inna seniorka po zakończeniu programu testowego nie chciała oddać urządzenia, bo – jak sama powiedziała – bez niego znów czuła się samotna.

Kiedy o tym czytam, to wydaje mi się, że największy błąd w tej dyskusji polega na założeniu, że robot albo zastępuje człowieka, albo jest bezużyteczny. Życie nie jest takie proste. Kiedy mówimy o kompanach AI dla dzieci, to faktycznie, na tych kwestiach trzeba się skupić bardziej. Jednak tutaj uważam, że jeśli technologia pomaga osobie starszej pamiętać o lekach, daje jej powód do uśmiechu, zachęca do wyjścia na spacer i sprawia, że w mieszkaniu przez chwilę nie jest zupełnie cicho, trudno uznać to za coś jednoznacznie złego. Te roboty naprawdę nie są rozdawane czy kupowane do zastępowania rodziny, nawet tego nie próbują. One po prostu wchodzą w pustkę, w której tego człowieka zwyczajnie nie ma.
