Co najmniej 220 niemowląt zmarło lub doznało poważnych uszczerbków na zdrowiu w ciągu ostatniej dekady w Wielkiej Brytanii w wyniku uszkodzeń wywołanych potrząsaniem - wynika z analizy danych NSPCC (Narodowego Stowarzyszenia na rzecz Przeciwdziałania Okrucieństwom Wobec Dzieci.

Zespół dziecka potrząsanego (SBS - shaken baby syndrome) to zbiór objawów, które pojawiają się wskutek gwałtownego potrząsania niemowlęciem przez rodzica. Jest ono formą przemocy stosowanej najczęściej wobec płaczącego dziecka.

- Wiemy, że wielu rodziców, którzy potrząsają swoim dzieckiem, nie robi tego celowo, robi to pod wpływem chwili, gdy nie radzi sobie z frustracją, a chce sprawiać pozory panowania nad sytuacją - tłumaczy Helen Westerman z NSPCC w rozmowie z BBC.

Czują się pozbawieni mocy i winni, że nie mogą powstrzymać płaczu swojego malucha. Potrząsają, by uspokoić dziecko i wyładować napięcie, jakie się w nich gromadzi. Tymczasem potrząsanie wywołuje konsekwencje podobne do boksowania. Może prowadzić do uszkodzeń neurologicznych, problemów ze wzrokiem i słuchem, a nawet do śmierci.

Przeprowadzona przez BBC najnowsza analiza danych NSPCC z lat 2008-2018 wykazała, że spośród 1253 dzieci będących ofiarami potrząsania, prawie co szóste doznało poważnych uszkodzeń mózgu.

Jak zauważają eksperci, nie znamy pełnej skali problemu. „To wierzchołek góry lodowej” - mówi dr Suzanne Smith, ekspertka ds. ochrony dzieci, która kieruje programem mającym pomóc rodzicom uniknąć utraty kontroli.

Kampania dr Smith „Dzieci płaczą, poradzisz sobie z tym” to program interwencyjny, który ma pomóc opiekunom w radzeniu sobie z płaczem niemowlęcia. Zdaniem ekspertów niewielu rodziców zdaje sobie sprawę, że dziecięcy płacz to normalne zjawisko. Czują się bezradni, winni, sfrustrowani. - Jeśli dziecko jest bezpieczne, można je na chwilę pozostawić i poczekać aż przestanie - dodaje Smith.

Jedna z matek, które biorą udział w kampanii, przywołuje dzień, w którym straciła nad sobą kontrolę. Kobieta opowiada o nagłej, niepohamowanej  chęci skrzywdzenia swojego synka. - Szczerze mówiąc, czułam, że z łatwością mogę roztrzaskać mu głowę o ścianę, potrząsnąć nim, rzucić na poręcz. Po prostu czułam, że zrujnował mi życie - wspomina.-  Bycie matką - coś, co przez lata było moim największym pragnieniem, okazywało się być moim największym upadkiem.

Zdiagnozowano u niej depresję poporodową i chociaż otrzymywała leki i wsparcie, wciąż nakładała maskę "szczęśliwej matki” i udawała, że wszystko jest w porządku.

Jak mówi, w kryzysowej sytuacji zachowała trzeźwość umysłu. Bezpiecznie odłożyła swoje dziecko do łóżeczka, po czym udała się po pomoc. Twierdzi, że choć z pozoru miała wszystko, ładny dom, kochającego męża i karierę, była załamana. Bolesny i poród, zmęczenie, brak snu i poczucie winy z powodu depresji doprowadziły ją na skraj rozpaczy.

Ta historia przypomina, jak ważna jest kwestia społecznego wsparcia dla matek i ojców w podobnej sytuacji psychicznej. - Nasze przesłanie jest bardzo proste: chodzi o to, że płacz niemowlęcia jest czymś normalnym. To nie tak, drodzy rodzice, że to wasza wina.

 

Źródło: bbc.com