Film „Rommel” w reżyserii Nikiego Steina zapowiada się na sensację. Jeszcze zanim został ukończony, już wywołał dyskusje i protesty rodziny feldmarszałka. Podobno realizatorzy zamierzają przedstawić Erwina Rommla jako gorącego zwolennika Hitlera i karierowicza, który swą pozycję zbudował na bezwzględnym posłuszeństwie Führerowi. Ale przecież to prawda! W czasie kampanii w Polsce w 1939 r. Rommel dowodził oddziałem ochrony Führera (FührerBegleitbataillon), co już wskazywałoby na zaufanie, jakim obdarzał go Hitler. Potem stanął na czele dywizji pancernej, która w maju i czerwcu 1940 r. odnosiła błyskotliwe zwycięstwa na Zachodzie. W Afryce Północnej jego korpus gonił aliantów przez szmat wybrzeża, aż do granic Egiptu. Klęska, którą „Lis Pustyni” poniósł pod El-Alamejn w 1942 roku, wynikała głównie z niedostatku paliwa, broni i amunicji, które Hitler mu obiecywał, a ostatecznie nie dosłał. Czyżby wtedy Rommel przejrzał na oczy i zobaczył Führera, któremu tak wiernie służył, jako człowieka prowadzącego Niemcy do wielkiej narodowej tragedii? W tym czasie jego koledzy, jak Henning von Tresckow w Smoleńsku czy Rudolph Christoph von Gersdorff w Berlinie, przerażeni ogromem klęski pod Stalingradem, podejmowali próby zgładzenia Führera. A Rommel jako dowódca Grupy Armii B na froncie zachodnim z niezwykłą energią przygotował obronę przed spodziewaną inwazją na francuski brzeg. Zapewne i w tej dziedzinie odniósłby sukces, gdyby zezwolono mu realizować koncepcję rozmieszczenia dywizji pancernych tam, gdzie chciał, czyli jak najbliżej wybrzeża. To umożliwiłoby Wehrmachtowi wyprowadzenie miażdżącego kontrataku. A i tak wojska Rommla od czerwca 1944 roku przejęły główny ciężar walki z wojskami sprzymierzonych.

Niewiele natomiast wiadomo o udziale Rommla w spisku antyhitlerowskim. Czemu trudno się dziwić, jako że tajemnica była immanentną cechą takich działań. W rezultacie o zaangażowaniu feldmarszałka przeciw Hitlerowi świadczą jedynie zeznania innych spiskowców. Pułkownik Cäsar von Hofacker, potwornie torturowany przez gestapo, podpisał zeznanie, że Rommel obiecał spiskowcom najdalej idącą pomoc wojskową. Potwierdzili to inni aresztowani po lipcowym zamachu. Nie wiadomo jednak, jaki miał być udział Rommla w obaleniu tyrana. Być może poprowadziłby podległe mu wojska przeciw SS i w ten sposób umożliwił spiskowcom przejęcie władzy. Jednak w dniu zamachu feldmarszałek leżał nieprzytomny w szpitalu. Wcześniej bowiem, 17 lipca 1944 r., jego samochód zaatakowały dwa brytyjskie myśliwce, raniąc poważnie Rommla. Obciążające go zeznania wystarczyły, aby Hitler dał mu do wyboru: proces lub samobójstwo. Ta „łaskawość” wynikała wyłącznie z chęci uniknięcia niewygodnego dla nazistowskiej propagandy faktu, że tak wybitny i wierny dowódca związał się ze spiskowcami. Samobójcza śmierć i pewne zaangażowanie w działalność przeciw Hitlerowi wystarczyły, aby po wojnie w Niemczech nazwisko Rommla nadawano ulicom, zaś jego książkę polecano studentom szkół wojskowych. Nie tłumaczy tego fakt, że w historii II wojny niewielu było dowódców Wehrmachtu, którzy nie popełniliby zbrodni. W  niemieckiej opozycji działali inni, bardziej godni zachowania ich nazwisk w pamięci, np. generał Ludwig Beck czy generał Hans Oster, a nawet admirał Wilhelm Canaris. Długo przed wojną zrozumieli, jakim niebezpieczeństwem dla Niemiec i świata jest nazizm, i podjęli walkę, za którą zapłacili życiem. A im głośniejsze będą dyskusje i rodzinne protesty, tym wyższa będzie oglądalność filmu. O to chodzi w czasie, gdy nie tylko polityka wykorzystuje historię. Komercja też poznała się na jej wartości…