W święta dopada mnie przeziębienie. – Zrobię rosół – kusi babcia Henia – to zaraz wyzdrowiejesz. Rosół dobra rzecz, ale czy w babcinej mądrości tkwi choć ziarno prawdy? Podobne pytania zadawał sobie dr Stephen Rennard z University of Nebraska Medical Center – pochodząca z Litwy babcia jego żony zawsze zalecała rosół na przeziębienie. I tak zupa (ugotowana zgodnie z recepturą babci z dużą ilością pasternaku – patrz s. 45) wylądowała w laboratorium.

Rennard wyszedł z założenia, że w reakcji na wirusową infekcję górnych dróg oddechowych nasz system odpornościowy „rzuca” do ataku białe krwinki (neutrofile), które migrują w okolice górnych dróg oddechowych. Ich zwiększona obecność skutkuje nadprodukcją śluzu, który wywołuje objawy przeziębienia (kaszel, zatkany nos, kichanie). W laboratoryjnej komorze naukowiec umieścił więc neutrofile z krwi pobranej od zdrowych ochotników i wystawił je na działanie bodźca chemicznego (Zymosan Activated Serum, który aktywuje migrację neutrofili i w warunkach laboratoryjnych symuluje stan zapalenia).

Gdy do komory dodano rosół, ruchliwość neutrofili wyraźnie spadła. „Rosół może blokować lub spowalniać ruch neutrofili, a w efekcie łagodzić objawy przezię-
bienia” – konkludował badacz w artykule opublikowanym w roku 2000 w „Chest”, piśmie American College of Chest Physicians.

NA GRYPĘ, ŚLUB I KACA

Lecznicze właściwości rosołu obserwowano od wieków. W 60 r. n.e. Pedacius Dioscorides, chirurg wojskowy armii cesarza Nerona, w dziele „De Materia Medica” zaliczył mięsny wywar do naturalnych leków. W XII wieku żydowski lekarz i filozof Mosze ben Majmon (Majmonides) zalecał leczyć rosołem drobiowym infekcje górnych dróg oddechowych, hemoroidy i zatwardzenie. „Zimą kurczak miał być gotowany ze świeżą kolendrą, latem Majmonides polecał dodawać cytrynę” – pisze dr Fred Rosner w książce „Medicine in the Bible and the Talmud”. Tradycja leczenia rosołkiem jest tak zakorzeniona w żydowskiej
kulturze, że w wielu językach rosół nazywa się żydowską penicyliną, a dwoje izraelskich badaczy dr Abraham Ohry i dr Jenni Tsafrir zwróciło się nawet z prośbą do Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) o zaliczenie rosołu do grupy podstawowych substancji leczniczych.

– Rosół musi mieć działanie lecznicze, skoro od wieków jest obecny w kuchniach wielu narodów – od francuskich consomme po japoński ramen – potwierdza dr Magdalena Tomaszewska-Bolałek, kulturoznawca i kierownik studiów podyplomowych Food Studies na Uniwersytecie SWPS, która zajmuje się m.in. antropologią jedzenia i badaniami nad historią kuchni. – Składniki poszczególnych zup – w zależności od dostępności w danym kraju – są wręcz dobierane, by zwiększyć przeciwzapalne lub pobudzające właściwości wywaru. Bogaty w żeń-szeń i imbir koreański samgyetang gotowany jest przez teściową zięciowi, a haejangguk zawiera kwaśne produkty, m.in. kimchi, bogate w witaminę C, i ma leczyć kaca. W Japonii budki serwujące ramen przeżywają największe oblężenie nad ranem, bo po całonocnej imprezie nic tak nie stawia na nogi jak tłusty rosół z makaronem – mówi ekspertka.