PRZESŁUCHIWANY: PROF. BRONISŁAW MŁODZIEJOWSKI

ZAWÓD: KIEROWNIK KATEDRY KRYMINALISTYKI I MEDYCYNY SĄDOWEJ NA UNIWERSYTECIE WARMIŃSKO-MAZURSKIM W OLSZTYNIE

SPECJALIZACJA: KRYMINALISTYKA, MEDYCYNA SĄDOWA

W SPRAWIE: CZY W POLSCE ZBYT POCHOPNIE DOKONUJEMY EKSHUMACJI POSTACI HISTORYCZNYCH?
PROWADZĄCY PRZESŁUCHANIE: ADAM WĘGŁOWSKI


Czy Polacy stracili głowę na punkcie ekshumacji, mających wyjaśnić historyczne tajemnice?

Mam na koncie około 10 tys. ekshumowanych zwłok. Czyli mogę powiedzieć, że widziałem już różne rzeczy. Ale jestem zdecydowanie przeciwny nadużywaniu tej czynności w celach politycznych i koniunkturalnych. Człowiekowi w Polsce przysługuje ochrona prawna nie tylko za życia, ale i po śmierci. Uważam, że ekshumacji należy dokonywać tylko wtedy, gdy istnieje uzasadniona potrzeba. Na przykład wynikająca z powstania nowych okoliczności w śledztwie. Albo z przyczyn ratunkowych. Była taka sprawa z kryptą bp. Władysława Bandurskiego, ordynariusza polowego Legionów Piłsudskiego. Pochowany w katedrze wileńskiej, został potraktowany haniebnie. Jego kryptę ukryto i zamurowano, a nad grobem w czasach sowieckich uruchomiono wychodek. Pęknięta rura spowodowała, że fekalia spływały do wnęki, w której znajdowała się trumna. Osobiście te szczątki biskupa Bandurskiego ekshumowałem i przekładałem do nowej trumny. Są teraz w katedrze polowej WP w Warszawie.

Ekshumacje gen. Sikorskiego i jego oficerów, a tak- że PRL-owskiego opozycjonisty Stanisława Pyjasa, zostały skrytykowane jako kosztowne i wnoszące niewiele nowego. Zgadza się pan?

Uważam takie ekshumacje za zbędne. Są robione na siłę, na zasadzie: zróbmy wszystko kolejny raz od początku. Jednak one zazwyczaj nic już nie wnoszą do sprawy. Dlatego że późne przemiany pośmiertne pozbawiają zwłoki tkanek miękkich, a przecież gros obrażeń dotyczy właśnie tych tkanek. Miałem kiedyś możliwość przebadania szczątków Jana Rodowicza „Anody”, który został wyrzucony z IV piętra Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Robiłem tę ekshumację na warszawskich Powązkach w towarzystwie nie tylko prokuratora, ale także kolegów Rodowicza z czasów walki o niepodległą Polskę. Pamiętam ich strasznie zawiedzione twarze, kiedy okazało się, że szczątki po tylu latach są tak bardzo uszkodzone, że niewiele można było już z nimi zrobić.

Wyjątkowo mnie trwoży działanie „pod publiczkę” oraz zapominanie o tym, że musimy panować nad uczuciami. Po ekshumacji szczątków gen. Sikorskiego mój młodszy kolega z Instytutu Ekspertyz Sądowych opublikował swoje doznania emocjonalne. Byłem przerażony! Młody człowiek napisał, że widział na twarzy – czytaj czaszce – generała marsową minę, która miała świadczyć o jego zdecydowaniu. To było niewiarygodne i infantylne. Nic dziwnego, że paru kolegów skrytykowało to bardzo mocno.

Więc w ogóle nie warto szukać funduszy, by pootwierać grobowce królów i wielkich Polaków, odsłonić tajemnice ich życia, chorób i śmierci?

Warto. Ale to jakieś gremium naprawdę mądrych ludzi musiałoby dobrze zaplanować, dobrać do tego specjalistów i traktować sprawę poważnie, a nie jarmarcznie. Mamy teraz nowe narzędzia badawcze, które potrafią wiele
zweryfikować, np. badania DNA. A jeśli poczekamy jeszcze 50 lat, to będą jeszcze lepsze. Do tego czasu można całościowo zweryfikować spuściznę po tych wielkich Polakach, np. dokumenty ich dotyczące. Dopiero potem sięgajmy do szczątków.

Taką analizę dowodów przeprowadził pan i inni polscy kryminalistycy w książce o zamachu na prezydenta Kennedy’ego. Jak doszło do jej powstania?

Przyjechali do Warszawy przedstawiciele komercyjnej stacji telewizyjnej z Japonii. Słyszeli, że mamy dobrych specjalistów w zakresie rekonstrukcji kryminalistycznej. Przywieźli ze sobą tzw. film Zaprudera z zamachu oraz
kilkunastosekundowe nagranie z radiostacji z policyjnego motocykla, na którym zarejestrowano odgłosy wystrzałów. Poddaliśmy – razem z prof. Jerzym Kasprzakiem – ten materiał analizie kryminalistycznej. W efekcie kategorycznie obaliliśmy cały oficjalny raport Warrena, sędziego amerykańskiego Sądu Najwyższego. CIA manipulowała filmem Zaprudera. Wycięła kilkanaście klatek, ale o jedną za mało, i ja to udowodniłem. Wskazaliśmy, że Kennedy znalazł się w krzyżowym ogniu. Był drugi strzelec u wylotu tunelu pod torami kolejowymi
i trzeci na parterze budynku, w którym znajdował się rzekomy jedyny zamachowiec Lee Harvey Oswald. Wskazują na to jednoznacznie tory lotu pocisków. Prawdziwi zamachowcy strzelali prawdopodobnie z broni do polowania na bawoły, kalibru ponad 11 mm. A Oswald jedynie ciężko zranił siedzącego przed Kennedym gubernatora Connally’ego.