Był postacią barwną i tajemniczą. Niewiele o nim wiadomo, a prawda miesza się z legendą. Stanisław Rupniewski herbu Śreniawa kochał podróże, przygody i piękne kobiety. W sumie nie odbiegał pod względem zainteresowań od innych mężczyzn epoki. Wyróżniał się jednak surowym charakterem i bezwzględnością. Chłopi z jego majątków szczerze go nienawidzili, on niewiele sobie z tego robił. Według tradycji energię tracił głównie na miłostki. Starosta szydłowski, wojski sandomierski, kasztelan małogoski urodził się w 1690 roku. Miał rzekomo brać udział w odsieczy wiedeńskiej przy boku Jana III Sobieskiego, ale żeby tego dokonać, musiałby urodzić się o wiele, wiele wcześniej. Prawdopodobnie jako ośmioletnie dziecko dostał się do tureckiej niewoli. Na Wschodzie spędził kolejne dziesięć lat i dość szybko odnalazł się w nowych warunkach, a nawet zyskał sympatię Turków. Wkrótce przeszedł na islam.

„Nie sposób o nim opowiadać inaczej, niż używając języka Sienkiewicza – twierdzi Kazimierz Micorek, przewodnik świętokrzyski. – Rozpalał wyobraźnię panien chłopskich i tych z pałaców magnackich. Jako że odznaczał się naszą słowiańską zmyślnością, mądrością a przebiegłością, zaskarbił był sobie przychylność, a także uznanie Turczynów. Aż tak wielką, że został dopuszczon do zaszczytów i godności. Przeszedł na ichniejszą wiarę, przyjął obyczaje, stroje, jako i mową posługiwał się wielce udanie. Czas niewoli jednak płynął, tęsknota do kraju ojczystego rosła, na nic było bogactwo, na nic przyjemności ze stołu i haremu licznego”.

W 1709 roku młody Rupniewski wrócił z jasyru. „I tutaj legendy mieszają się z prawdą – mówi dr Cezary Jastrzębski z Instytutu  Geografii Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. – Wiemy, że Turcy tworzyli oddziały janczarów, składające się z młodych chrześcijańskich chłopców. Kształtowano w nich ślepe posłuszeństwo, przywiązanie do Turcji, przymusowo przechodzili na islam. Mieli pełnić funkcję mięsa armatniego. W Polsce działał wtedy zakon trynitarzy, których zadaniem było wykupywanie Polaków z jasyru. Ale niekoniecznie im Rupniewski zawdzięczał wolność. Z jego rodziną, poprzez krewnego Stefana Rupniewskiego, późniejszego biskupa, blisko związany był Stefan Bidziński, najbliższy współpracownik Jana III Sobieskiego, stąd może legenda o tym, że Rupniewski był pod Wiedniem.Bidziński przeznaczył sto tysięcy złotych na wykupienie polskich jeńców” .

Stanisław Rupniewski osiadł w dworze w Gnojnie koło Chmielnika, który otrzymał od Stefana Rupniewskiego. Z Konstantynopola przywiózł m.in. sadzonki topoli włoskiej. To prawdopodobnie klony żeńskie topoli włoskiej, nieco później z Lombardii przywędrowały klony męskie tego sztucznie wyhodowanego we Włoszech drzewka. Były to pierwsze okazy topoli włoskiej  w Polsce. Rupniewski zasadził je w Gnojnie. Roślina zaczęła wkrótce robić oszałamiającą karierę, była ulubionym drzewem Napoleona, malarze chętnie umieszczali ją na swych płótnach. W ten sposób polski szlachcic podszyty Turkiem stał się prekursorem uprawy topoli w Rzeczypospolitej. Ale – jak mówi tradycja – Rupniewski przywiózł ze sobą nie tylko egzotyczne rośliny. Legenda przewodnicka, którą opowiada Kazimierz Micorek, podaje, że „przywiózł ze sobą dobra wszelakiego i bogactwa bajeczne, których nikt wcześniej w tych stronach nie widział, stroje odmienne, przebogate, konie ustrojone inaczej, kolorowo. Powozy pełne otomańskiego dobra, a do tego wszystkiego swój osobisty harem, który wzbudzał podziw i zdziwienie, jako że nijak nie pasował do naszego wyobrażenia polskiej moralności”.

No właśnie... Gromadka pięknych kobiet, która sunęła za polskim szlachcicem, musiała wzbudzać sensację. Zmodyfikowana wersja tej opowieści mówi, że Rupniewski wiódł „jedynie” wyjątkowo hulaszczy i rozpustny tryb życia, kochanki zmieniał jak rękawiczki, często nie zadowalał się jedną w tym samym czasie i miejscu. To właśnie dla nich, a także z tęsknoty za Turcją, postanowił zbudować... harem. W 1742 roku zaczął powstawać niezwykły budynek. Prof. Jan Reychmann, nieżyjący już wybitny orientalista, przywołuje miejscową tradycję, która głosi, że jeden z Rupniewskich „przeszedłszy na mahometanizm, zbudował w Grabkach harem, rzekomo przy pomocy tureckich jeńców, stąd niezwykły rozkład tak zwanego grabeckiego haremu”. Tak naprawdę jednak Rupniewski sprowadził z Włoch znanego rzeźbiarza i architekta Francesco Placidiego. Zanim Placidi dotarł do Polski, w Dreźnie kierował budową Hofkirche, czyli słynnej katedry św. Trójcy w samym centrum miasta.

Dla Rupniewskiego zaprojektował wspaniały orientalny pałacyk. Rokokowa budowla miała zupełnie niespotykaną w Polsce formę. Stanęła na skraju Pogórza Szydłowskiego, w Grabkach Dużych. Pałac powstał na planie krzyża greckiego. Wokół ośmiobocznej części centralnej, w której była wielka sala, zostały położone cztery niższe saloniki. Na piętrze znajdowały się symetrycznie rozmieszczone pokoje. W jednym z nich jest wewnętrzny balkon, z którego widać cały salon. W podziemiach pałacu funkcjonował system tajemnych korytarzy. Orientalną bryłę uzupełniły dwa pawilony zbudowane w stylu późnego baroku. W nich znajdowała się sala modlitwy i herbaciarnia.

„Analizując układ funkcjonalny pałacu – haremowego przeznaczenia wykluczyć nie sposób” – pisze Roman Mirowski w „Świętokrzyskim albumie”. Rupniewski przebywał w Turcji jako dziecko, a następnie młodzieniec, czyli w latach, kiedy najbardziej chłonął wiedzę i okoliczne zwyczaje. Jeńcy byli poddawani prawdziwemu „praniu mózgu”. Uczono ich absolutnego oddania dla Turcji. A może ten daleki kraj rzeczywiście wyrył w jego sercu głęboki ślad? Co działo się we wnętrzach „haremu”?

„To ciekawa sprawa, bo Rupniewski raczej kawalerem nie był – tłumaczy dr Cezary Jastrzębski. – Około 1729 roku ożenił się z Katarzyną z Fredrów, ale mogła to być już jego czwarta żona. Stąd być może opowieści o hulaszczym trybie życia. Tak naprawdę w relacjach o życiu Rupniewskiego prawda miesza się z legendą i trudno je rozdzielić. Według jednego z krążących powszechnie przekazów Rupniewski miał mieć aż osiemnaście żon! Udało mi się odnaleźć źródła, z których wynika, że kiedy został starostą szydłowskim, wpływało na niego wiele skarg od poddanych. Mieszkańcy dziewięciu wsi skarżyli się, że zmusza do odrabiania nadmiernej pańszczyzny, do wożenia towarów przeładowanymi furami; kazał rozbijać żarna, żeby ludzie musieli korzystać z jego młynów. Zamiast 6 zł, musieli płacić 17 zł daniny. Trzeba pamiętać o tym, że istniało wtedy »prawo pierwszej nocy«. Poddani byli traktowani nieludzko, właściciel majątku miał prawo do spędzenia nocy poślubnej z kobietą niższego stanu. To musiało wzbudzać nienawiść, a wiemy, że Rupniewski był człowiekiem raczej bezwzględnym i miał temperament, mógł więc z tego »przywileju« często korzystać. W 1774 roku, już po jego śmierci, w ostatniej lustracji pojawia się informacja, że Katarzyna, wdowa po nim, od trzydziestu lat bezprawnie użytkuje wieś Grabki. A co za tym idzie i sam pałac musiał być, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, »samowolą budowlaną«”.

Stanisław Rupniewski zmarł 1 grudnia 1764 roku. Miał wtedy ponad siedemdziesiąt lat. Według tradycji zgubiło go uczucie do pięknej dziewczyny. Chodziło o młodą pannę z Szydłowa, wychowanicę tamtejszego księdza. Dziewczyna – prawdopodobnie głównie ze względu na różnicę wieku, ale i złą reputację „amorata” – powiedziała „nie”. Rupniewski nie zamierzał się poddawać, postanowił więc ją uprowadzić. Porwanie zakończyło się tragicznie. Wiozący go, wraz z porwaną dziewczyną, powóz uderzył w drzewo przy pałacowej alei. Rupniewski zginął na miejscu, podobno nadział się na swój ulubiony turecki kindżał. Dziewczynie nic się nie stało.

Mimo że hulaka z Grabek wyznawał islam, został pochowany w rodzinnej krypcie, w ruinach dawnego klasztoru oo. Reformatów w Kątach Starych. Sam pałac spłonął w 1831 roku; odrestaurowany, został ponownie zniszczony w czasie II wojny światowej. W czasach PRL-u szkolono tu m.in. traktorzystów, dzisiaj natomiast ponownie znajduje się w prywatnych rękach i został starannie odrestaurowany. Podobno jeszcze jakiś czas temu pojawiał się tam duch z krwawą plamą od uderzenia kindżału.