„Im więcej z nas będzie z niej (aplikacji – przyp. red.) korzystać, tym szybciej i skuteczniej ograniczymy tempo i zasięg rozprzestrzeniania się koronawirusa. Nasza apka to także profesjonalna pomoc zarówno dla zdrowych, jak i zakażonych osób” – napisano w komunikacie zamieszczonym na stronie Ministerstwa Cyfryzacji.

„Wszystko opiera się na regularnym uzupełnianiu testu oceny ryzyka zakażenia koronawirusem (przygotowaliśmy go na bazie wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia) i uzupełnianiu Dziennika Zdrowia. Na tej podstawie aplikacja mówi nam, w jakiej grupie ryzyka zachorowania jesteśmy – niskiej, średniej, czy wysokiej” – czytamy w opisie aplikacji.

Aplikacja oparta jest na technologii BlueTrace i przypomina te stosowane w Singapurze czy Australii. Rządowa ProteGO Safe wykorzystuje Bluetooth, aby śledzić kontakty między użytkownikami. Gdy jedna z osób korzystających z aplikacji wprowadzi dane świadczący o tym, że jest chora, pozostali użytkownicy, którzy mogli mieć z nią kontakt dostaną właściwe ostrzeżenie.

 

Bez ProteGO Safe nie wejdziesz do sklepu?

Jak podkreśla Ministerstwo Cyfryzacji, skuteczność aplikacji zależy od jej zasięgu i tego, jak wiele osób zdecyduje się na jej zainstalowanie. Aplikacja nie jest obowiązkowa, jednak ministerstwo chce nakłonić jak największą liczbę osób do korzystania z niej.

W nowych regulacjach dotyczących otwarcia galerii handlowych znalazł się m.in. zapis dotyczący pierwszeństwa dla klientów posiadających aplikację.

„Dopuszczalne jest jednoczesne wpuszczenie do danego obiektu o 10 proc. wyższej liczby osób, o ile ponadnormatywne osoby posiadają aplikację ProteGO Safe. Takie osoby w razie braku wolnych miejsc w sklepie/lokalu nie otrzymują przywilejów jeśli chodzi o stanie w kolejkach” – czytamy w rządowych wytycznych.

Do instalowania aplikacji mają też zachęcać same sklepy, umieszczając w widocznym miejscu przy wejściu plakaty informujące o aplikacji oraz oferując zniżki za korzystanie z niej.

Ministerstwo podkreśla, że aplikacja jest całkowicie anonimowa i nie wymaga podawania danych osobowych. Portal Niebezpiecznik.pl zwraca jednak uwagę, że osoby mające dostęp do infrastruktury aplikacji mogą „deanonimizować użytkowników”.

„Tylko Twoja aplikacja wie anonimowo z jaką (nie czyją) inną aplikacją się spotkała. Informacje o napotkanych urządzeniach nie zawierają żadnych danych o ich właścicielach, są anonimowe i zakodowane, a do tego przechowywane tylko w telefonie, przez dwa tygodnie. Później są usuwane” informuje z kolei ministerstwo.

 

ProteGO Safe – czy to działa?

Aby aplikacja dobrze spełniania swoje zadanie, musiałaby rzeczywiście stać się masowa. To trudne z co najmniej z dwóch powodów – po pierwsze osoby starsze często nie posiadają smartfonów, a po drugie – aplikacja nie jest dostępna dla użytkowników iPhone’ów.

Ale większym problemem jest mechanizm działania aplikacji ProteGO Safe. Oparta na technologii Bluetooth, wymaga, aby każdy użytkownik miał w telefonie włączoną funkcję Bluetooth oraz uruchomioną samą aplikację.

„Takie aplikacje nie działają poprawnie, jeśli są „w tle”, a więc nikogo nie „chronią” dopóki ktoś nie paraduje z nimi wyświetlonymi na ekranie” – pisze Niebezpiecznik.pl.

Nad własnym protokołem „Contact Tracing”, który byłby skuteczny, a do tego chroniłby prywatność użytkowników, pracują wspólnie Google i Apple.

Aplikacja to efekt prac koalicji polskich firm informatycznych, które przygotowują ją na zlecenie Ministerstwa Cyfryzacji we współpracy z GovTech Polska, pod nadzorem Głównego Inspektoratu Sanitarnego.