Andrzej Fedorowicz:  Co pan myśli o inicjatywie uhonorowania Ukraińców, którzy pomagali Polakom w czasie wydarzeń na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w 1943 i 1944 roku?

Andrij Portnow, wykładowca na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie i redaktor strony internetowej www.historians.in.ua: Temat pomagania polskim sąsiadom jest na Ukrainie prawie nieobecny. Większości społeczeństwa brakuje jakiejkolwiek wiedzy o rzezi wołyńskiej. Natomiast dla dużej części tych, którzy o Wołyniu coś wiedzą, wydarzenia te nie są zbrodnią ani czystką etniczną, lecz „tragedią” lub „chłopską żakerią”. W takiej narracji miejsca dla tych, którzy pomagali, faktycznie nie ma.

Jak w takim razie oceniane są na Ukrainie postawy ludzi, którzy ratowali Żydów i zostali uhonorowali tytułem Sprawiedliwy wśród narodów świata?

Samo pojęcie Sprawiedliwy wśród narodów świata nie jest na Ukrainie znane. Brak go w podręcznikach szkolnych. Ważną specyfiką ukraińskiej wiedzy o Sprawiedliwych jest sprawa metropolity greckokatolickiego Andreja Szeptyckiego, który uratował setki Żydów, a jednak wniosek o przyznanie mu tytułu Sprawiedliwego Yad Vashem kilkakrotnie odrzucił. Myślę, że całego skomplikowanego problemu pomocy Żydom na terenie okupowanej Ukrainy, jak też okupowanej Polski, nie warto sprowadzać do tego formalnego tytułu.

Czy jest szansa, że wydarzenia na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w 1943 i 1944 roku bardziej przebiją się do społecznej świadomości Ukraińców? Co stoi na przeszkodzie?

Główną przeszkodą jest specyfika ukraińskiej pamięci o drugiej wojnie światowej. Mamy podzieloną pamięć. Bardzo mocnej narracji sowieckiej przeciwstawia się narracja nacjonalistyczna, której podstawą jest historia antysowieckich walk UPA, trwających do połowy lat 50. Każda z tych narracji bardzo chętnie opisuje zbrodnie drugiej strony, ale konsekwentnie unika rozmowy o własnych przestępstwach. Dlatego na Ukrainie o zbrodniach UPA najchętniej mówią ci, którzy jednocześnie zaprzeczają np. Katyniowi.

Dlaczego Ukraińcy ratowali Polaków, sami ryzykując życiem?

Nie wiemy, jaki wpływ na ratowanie miała poprzednia historia kontaktów z konkretną osobą. Bywało, że ci sami ludzie brali udział w akcjach likwidacyjnych i ratowali sąsiadów. To jest bardzo trudny temat, który dotyka podstawowych pytań o człowieczeństwo i naturę człowieka.