Sami ściągnęliśmy na siebie nowe wirusy. Naukowcy: wyzyskując Matkę Naturę

Wymuszona pandemią izolacja to dobry czas na przemyślenia. Refleksją, o którą ten szczególny czas aż sam się prosi, jest ta dotycząca błędów i występków człowieka wobec planety. Jak napisali niedawno badacze z Kalifornii, nasz wpływ na populację zwierząt na Ziemi bezpośrednio skutkuje masowym roznoszeniem się odzwierzęcych wirusów wśród ludzi.

Udomowienie zwierząt i wykorzystywanie dzikiej przyrody do celów komercyjnych poprzez odławianie, handel, niszczenie siedlisk i urbanizację podnosi ryzyko transmisji patogenów na człowieka.

W raporcie z szeregu doświadczeń przedstawionych w czasopiśmie ”Proceedings of the Royal Society B” wykazano, jak procesy prowadzące do wymierania zwierząt ułatwiają właśnie takie przechodzenie chorób między gatunkami. Wystarczy, że znajdziemy się odpowiednio długo w bezpośrednim kontakcie.

– Patogeny przenoszą się wówczas drogą kropelkową przez układ oddechowy albo przez odchody, krew lub mocz zwierząt – tłumaczy w tygodniku ”Newsweek” Christine Kreuder Johnson, kierująca pracami naukowców z University of California w Davis. 

Kurczące się lub kompletnie znikające siedliska dzikich zwierząt zmuszają je do wchodzenia między ludzi. Natura dopasowuje się do naszej obecności w nowych miejscach, a zoonotyczne (odzwierzęce) wirusy są tego naturalną konsekwencją.

Aktualnie odczuwamy skutki zjawisk, które tempa zaczęły nabierać w ostatnim stuleciu. A według Kreuder Johnson ten proces stale przyśpiesza. Już 70 proc. chorób zakaźnych pochodzi od zwierząt. Głównym źródłem problemu jest ”nadmiar” ssaków hodowanych przez człowieka.

Korzystając z danych o możliwych drogach transmisji patogenów wyróżniono 3 zwierzęce grupy ryzyka. Najwięcej wspólnych wirusów dzielimy z bydłem hodowlanym. Aż 8 razy więcej niż z dzikimi zwierzętami. Wśród tych drugich dominują gatunki najłatwiej dostosowujące się do życia między ludźmi: nietoperze, gryzonie i naczelne.

–  Nawet te zwierzęta, które mają największy kłopot z obecnością człowieka na ich terytorium, ale są poszkodowane przez naszą ekspansję i komercyjny wyzysk przyrody są nosicielami dwukrotnie większej liczby wirusów niż gatunki wymierające z przyczyn niezależnych od ludzi – podkreślają naukowcy. Gdy człowiek sięga zbyt głęboko do kiesy Matki Natury, ta może oddać mu z nawiązką czymś nieoczekiwanym i groźnym.

– Naszym problemem, dostrzeganym częściowo w dostępnych badaniach, są zaniżone szacunki dotyczące ryzyka transmisji chorób odzwierzęcych. Wiele przypadków po prostu nam umyka. Tylko część staje się dającymi się zaobserwować epidemiami – tłumaczą autorzy

Od 2019 roku w Czerwonej Księdze Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN) co czwarty dziko żyjący gatunek zwierząt uznany był zagrożony. Publikowana od przeszło 60 lat lista zagrożonych wyginięciem gatunków organizmów zawiera 105 tys. gatunków ssaków, ptaków, gadów, płazów i ryb. Człowiek zagraża 28,3 tys. z nich.

– Musimy przykładać olbrzymią uwagę do naszej interakcji z dziką przyrodą i aktywności, które zbliżają nas do siebie. Nie chcemy kolejnych pandemii. Musimy nauczyć się bezpiecznej koegzystencji, bo w naturze nie brak wirusów którymi możemy się zarazić – przekonuje Christine Kreuder Johnson.