Naukowcy pod kierunkiem prof. Svena Drefahla z Wydziału Demografii Uniwersytetu Sztokholmskiego przyjrzeli się statystykom umieralności z powodu COVID-19 w Szwecji i odkryli, że znacznie częściej na śmierć z powodu choroby narażeni są nieżonaci mężczyźni, o niskim poziomie wykształcenia i niewielkich dochodach – opisano w artykule, który ukazał się w „Nature Communications”.

Ogólnie – jak podają autorzy analizy – mężczyźni są ponad dwukrotnie bardziej narażeni na śmierć z powodu COVID-19, niż kobiety. Ryzyko dodatkowo wzrasta, gdy mamy do czynienia z mężczyznami pochodzącymi z krajów niskorozwiniętych.

– Wszystkie te czynniki są indywidualnie powiązane z silnie podwyższonym ryzykiem zgonu z powodu COVID-19 – mówi prof. Drefahl, główny autor badań. Badacze przyznają, że odkrytej przez nich zależności nie należy przenosić na inne kraje, szczególnie biedniejsze i słabiej rozwinięte, w tym kraje Bliskiego Wschodu, czy Afryki Północnej.

W przypadku kobiet wykształcenie i dochody również mają znaczenie. U pacjentek, które ukończyły jedynie szkołę podstawową lub średnią ryzyko śmierci z powodu zakażenia jest o 40-50 proc. wyższe niż u kobiet z wykształceniem policealnym.

– Fakt, że osoby z niskim wykształceniem lub o niskich dochodach mają wyższą śmiertelność, może w dużej mierze wynikać z czynników związanych ze stylem życia, w tym finansów – ile pieniędzy można przeznaczyć na priorytetowe traktowanie własnego zdrowia – mówi prof. Gunnar Andersson, współautor badań.

Co ciekawe, analiza danych dotyczących zgonów z powodu koronawirusa w Szwecji wykazała, że wyjątkowo ryzykowne jest życie w Sztokholmie. Mieszkańcy stolicy i okolic są o 4,5 razy bardziej narażeni na śmierć z powodu zakażenia. Wynika to z faktu, że w Sztokholmie i pobliskim regionie śmiertelność wynikająca z powodu powikłań po zakażeniu SARS-CoV-2 jest wyższa niż w innych rejonach kraju.

Grupa krwi a przebieg koronawirusa

Dwa niezależne badania przeprowadzone przez naukowców z Danii i Kanady pokazują, że osoby z grupą krwi 0 mogą być mniej podatne na COVID-19. Prawdopodobnie są też mniej narażone na ciężki przebieg choroby, jeśli już dojdzie do zakażenia koronawirusem.

Duńskie badanie wykazało, że wśród 7422 osób, które uzyskały pozytywny wynik testu na COVID-19, tylko 38,4 proc. miało grupę krwi 0, a 44,4 proc. – grupę A. Zestawiono to ze statystykami obejmującymi 2,2 mln osób (nie badanych pod kątem koronawirusa), wśród których osoby z grupą krwi 0 stanowiły 41,7 proc., a te z grupą krwi A – 42,4 proc.

Naukowcy zwrócili uwagę na rozbieżność w reprezentacji określonych typów krwi wśród zakażonych pacjentów.

W innym badaniu, przeprowadzonym przez naukowców z Kanady, wykryto, że wśród pacjentów z COVID-19, którzy byli w stanie krytycznym, wspomagania respiratorem wymagało aż 84 proc. chorych z grupą krwi A lub AB, i zaledwie 61 proc. chorych z grupą krwi 0 lub B.

Kanadyjskie badanie wykazało również, że osoby z grupą krwi A lub AB spędziły na oddziale intensywnej terapii średnio 13,5 dnia, w porównaniu z 9 dniami w przypadku pacjentów z grupą 0 lub B.

– Jako klinicysta mam to z tyłu głowy, kiedy patrzę na pacjentów i ich klasyfikuję. Ale jeśli chodzi o ostateczny marker, potrzebujemy powtórzenia badań w wielu regionach, które pokażą to samo – mówi dr Mypinder Sekhon, lekarz intensywnej terapii w Vancouver General Hospital i współautor kanadyjskiego badania.

Autorzy badań podkreślają, że wyniki ich analiz to pierwsze wskazówki do dalszych badań i nie należy ich traktować jako „usprawiedliwienie” dla ryzykownych zachowań. – To nie znaczy, że jeśli masz grupę krwi A powinieneś wpadać w panikę, ani jeśli masz grupę krwi 0, że możesz swobodnie chodzić do pubów – ostrzegają.

Naukowcy wciąż nie wiedzą też, z czego wynika odkryta zależność między grupą krwi a przebiegiem choroby, a ustalenie tego wymaga dalszych, pogłębionych i szerzej zakrojonych badań.

Tym bardziej, że już w czerwcu badanie opublikowane w The New England Journal of Medicine wykazało, że osoby z grupą krwi A były bardziej narażone na zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2 niż inni. „To poprzednie badanie, w połączeniu z dwoma nowymi badaniami sugeruje, że jest to rzeczywiste zjawisko” – piszą badacze.

Twierdzą, że grupa krwi może stać się ważnym wskaźnikiem w prognozie rozwoju choroby u danego pacjenta.