Sekret Armii USA, o którym nie wiedziałeś. Potęga to za mało powiedziane

Sekrety w wojsku to nic nowego, a jeśli o państwa pokroju Chin, Rosji czy USA idzie, tam tych sekretów jest cała masa. Przykładem niech będzie coś, o czym istnieniu w amerykańskiej armii nie wiedzieliście.
M2 Bradley

M2 Bradley

Unikalna siła morska to sekret Armii USA o niebagatelnym znaczeniu

Od dekad wojska państw dzielą się na trzy główne domeny – armię panującą na ziemi, marynarkę wojenną skupiająca swoje działania na akwenach wodnych oraz mierzące ciągle wysoko siły powietrzne. W razie wojny wszystkie gałęzie wojska łączą siły w różnych misjach, ale wystarczy tylko spojrzeć na ich wyposażenie w przypadku USA, aby zrozumieć, że podział ten wcale nie jest taki zero-jedynkowy. Przykłady? Liczne maszyny powietrzne w rękach marynarki wojennej, które obejmują nawet zaawansowane myśliwce F-35 w odpowiedniej pokładowej wersji, czy coś w rodzaju “małej marynarki” w rękach najwyższych dowódców Armii USA. Właśnie tak – amerykańska armia ma swoje własne okręty i statki o wcale nie takim małym potencjale.

Czytaj też: Marynarka wojenna USA zaczyna się bać o swoją pozycję. Padła ważna decyzja

Jednym z mniej znanych faktów o Armii USA jest posiadanie przez nią dosyć znaczącej siły morskiej, która może przyćmić marynarki niejednego kraju. Mowa o ponad 100 okrętach, które odgrywają kluczową rolę we wsparciu sił lądowych na różnych akwenach, gwarantując jej ogromny strategiczny atut w wielu operacjach wojskowych. Wprawdzie we wspomnianej flocie znajdują się głównie małe i nieuzbrojone okręty, ale i tak jest ona jedną z największych w NATO, co świadczy o jej rozległych możliwościach. Tego typu sprzęt jest zresztą dla USA konieczny do realizowania bardziej zaawansowanych misji wojskowych poza swoim terytorium, bo to już nie czasy, w których na brzeg trzeba przerzucić tysiące żołnierzy.

Czytaj też: Wojsko USA chce stworzyć idealny samolot. SPRINT zapewni Amerykanom wyjątkowego X-Plane

Dziś desant pokroju znanego zapewne wszystkim lądowania w Normandii zwyczajnie nie mógłby mieć miejsca. Nie z dostępem do ważących 67 ton czołgów Abrams czy 40-tonowych bojowych wozów piechoty Bradley. Wprawdzie zaawansowany sprzęt do rozstawiania mostów jest w stanie ułatwić operacje przy rzekach, ale większe zbiorniki wodne stanowią poważne przeszkody, dlatego Armia USA postanowiła uniezależnić się od marynarki (w przeciwieństwie do Marines) i samodzielnie rozwinęła swoje możliwości desantowe. Tak oto po II wojnie światowej powstały AWS, czyli Systemy Statków Wodnych, które obejmują cztery główne rodzaje okrętów do przede wszystkim transportowania sprzętu i wsparcia ogniowego.

Czytaj też: USA mają problem. Chodzi o najważniejsze pociski w całym amerykańskim arsenale

Te “marynarkowe” wręcz możliwości Armii USA rozszerzają jej zasięg operacyjny i elastyczność, ale w starciu z wrogą marynarką nie miałyby większych szans. Ich potencjał drzemie w możliwościach transportowych, co najlepiej oddaje fakt, że całkowita wyporność tej floty wynosi około 60000 ton, co jest porównywalne z wieloma lotniskowcami. Jednak w czasach, w których tego typu statki wsparcia mogłyby zostać szybko uzbrojone szeregiem kontenerowych systemów uzbrojenia, wrogowi powinni obawiać się nawet tej niespecjalnie uzbrojonej floty Armii USA.

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

Pisze od 2016 roku na przeróżne tematy - od gier, po nowe technologie i na najpotężniejszych systemach wojennych kończąc. Poza tym tworzy gry i jest autorem książki fantasy pod tytułem Powrót do Korzeni.