Znana także jako posocznica, nie jest chorobą, a uszkadzającą tkanki i organy reakcją ciała na zakażenie. Choć media nie poświęcają jej dużo uwagi, zabija częściej niż rak. Nowe szacunki wskazują, że odpowiada za 20 proc. zgonów na świecie. W przypadku raka to ok. 16 proc.

 

 

Według badania Global Burden Of Disease Report (GBDR) opublikowanego właśnie w czasopiśmie ”The Lancet”, w 2017 roku w 195 krajach było w sumie 48,9 mln przypadków sepsy, z czego aż 11 mln chorych zmarło. W tym konkretnym roku stanowiło to 19,7 proc. całkowitej liczby zgonów na świecie. Połowa odnotowanych przypadków wystąpiła u dzieci i młodzieży z biednych, lub średnio zamożnych państw (najwięcej w Afryce Subsaharyjskiej, Oceanii, Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej). Jedynie w 15 proc. zmarli byli obywatelami krajów bogatych i wysoko rozwiniętych. W statystykach z Polski mowa o śmierci blisko 25 tys. osób rocznie.

- Prowadzone na naszych oddziałach intensywnej terapii rejestry pokazują, że prawie połowa pacjentów umiera na nich z powodu sepsy. Jednak ten problem ma wymiar interdyscyplinarny, sepsa dotyczy wszystkich działów medycyny klinicznej. Zakażenia i wstrząs septyczny mają też pacjenci onkologiczni, kardiologiczni, pulmonologiczni czy urologiczni –  dziennik.pl cytował w 2017 roku prof. dr. hab.n.m. Andrzeja Kueblera, eksperta w dziedzinie anestezjologii intensywnej terapii oraz członka Global Sepsis Alliance. 

Wcześniejsze globalne badania posocznicy próbujące ustalić skalę problemu były bardziej optymistyczne. Przypisywano jej odpowiedzialność za 1 na 10 zgonów na świecie. Dr Kristina Rudd, autorka raportu opublikowanego w ”The Lancet” i wykładowca na University of Pittsburgh postanowiła sprawdzić aktualność tych danych. Z grupą kolegów przeanalizowała 109 milionów aktów zgonu z lat 1990 – 2017.

Okazało się, że sepsa jest dwukrotnie częściej bezpośrednią przyczyną lub głównym czynnikiem prowadzącym do zgonu, niż pokazują to oficjalne statystyki. Dobra wiadomość jest taka, że od 1990 roku śmiertelność wśród zapadających na posocznicę spadła o połowę. Dla dr Rudd to efekt wieloletnich starań lekarzy i ekspertów służby zdrowia o globalną poprawę opieki lekarskiej, większą dostępność środków higieny osobistej i skutecznych antybiotyków.

Problem dotyczy osób z osłabioną odpornością. W 80 proc. przypadków do zakażeń powodujących sepsę dochodzi poza szpitalem. W jednakowym stopniu dotyka to dorosłych, jak i dzieci. Wysoka śmiertelność wynika z tempa postępowania wyniszczającej reakcji na zakażenie. Średnio, każda godzina opóźnienia rozpoznania sepsy to ryzyko śmierci większe o 8 proc.

Posocznica może pojawić się równie łatwo u pacjenta onkologicznego z zapaleniem płuc leżącym w nowoczesnym szpitalu co u mieszkanki kraju III świata, która dostała zakażenia po urodzeniu dziecka. Może zabić nawet kogoś, kogo polizał jego własny pies. Mamy tu do czynienia z gwałtownym efektem domina. - To złożona kaskada reakcji – wyjaśniał przed laty w tygodniku ”Polityka” prof. Jacek Jastrzębski, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Szpitala im. Orłowskiego w Warszawie. 

- Na skutek urazu, infekcji lub oparzenia dochodzi w organizmie z osłabioną odpornością do uogólnionej gwałtownej odpowiedzi zapalnej. Uwalniają się substancje, które niszczą naczynia krwionośne i sprzyjają tworzeniu się skrzepów krwi. System ich rozbijania, tzw. fibrynoliza, zostaje stłumiony, więc mikroskopijne skrzepliny docierają do narządów wewnętrznych. Blokują przepływ krwi. Pozbawione tlenu tkanki szybko umierają – opisywał postęp sepsy prof. Jastrzębski.