Przypadek Barbary Wereszczyńskiej-Raina jest zupełnie inny i zadziwiający. W latach 70. stosunkowo liberalna polityka wyjazdowa ekipy Gierka spowodowała wzmocnienie komórek wywiadu i kontrwywiadu. I pion MSW, zajmujący się sprawami zagranicznymi i opierający się głównie na sieci rezydentur w polskich placówkach konsularnych, dzielił się na 19 wydziałów, wyspecjalizowanych głównie w penetracji wysokorozwiniętych państw kapitalistycznych. Liczył aż 700 oficerów. Posiadał własne archiwum, sekcję kadr,kancelarię, własny dział wywiadu gospodarczego. Uchodził za „państwo w państwie”. Historyk Peter Raina od dawna znajdował się w obszarze zainteresowań tego pionu. Skromny stypendysta z Kaszmiru, który w latach 60. przybył do Polski, aby napisać pracę o Władysławie Gomułce, szybko związał się z opozycją polityczną, co doprowadziło do wydalenia go z PRL w 1967 roku. Władze wkrótce pojęły, że zrobiły błąd, bo Raina znalazł się Berlinie Zachodnim i z jednej strony obdarzony zaufaniem opozycji, z drugiej – prymasa Wyszyńskiego (był autorem biografii księdza prymasa) stał się łącznikiem między opozycją a Kościołem. 27 października 1968 roku Peter Raina wziął ślub z Barbarą Wereszczyńską, panną „znakomitego rodu” pieczętującego się herbem Korczak i chlubiącego przodkami o wielkich tradycjach niepodległościowych. Wkrótce zostaje ona pilotem zagranicznych wycieczek jeżdżących do „krajów demokracji ludowej”. Potrzebny jest jednak do tego pewien drobiazg – paszport konsularny. Jak mówi jedna z hipotez, Wereszczyńska-Raina otrzymuje go... za cenę zostania agentem SB.

„Operacja werbunku i wykorzystywania Wereszczyńskiej miała miejsce na styku wywiadu wojskowego i wewnętrznego. Prawdę mówiąc, obie służby sobie trochę przeszkadzały. Przez ich konflikt stracono cennego agenta – takie opinie słyszało się »w korytarzu«” – twierdzi wspomniany oficer MSW. Ostateczny werbunek dokonuje się 27 października 1969 r. w Warszawie. Żona Petera Rainy zgadza się na pisanie raportów o aktywności męża i o jego środowisku. Zgadza się także na założenie „urządzeń elektronicznych”, czyli podsłuchu w domowym telefonie. Wyrazem tej zgody jest własnoręcznie podpisana przez nią deklaracja: „Ja Barbara Wereszczyńska wyrażam zgodę na współpracę z polskim wywiadem za granicą, co pozostaje największą tajemnicą”. Peter Raina, który zapoznał się z aktami SB, twierdzi, że przeważyły względy materialne. Podobnie sądzi dr Jan Żaryn z IPN, zauważając, że agentka Sehu, bo taki kryptonim otrzymała Wereszczyńska, dostawała miesięcznie od SB 1000 zł w bonach PKO, okresowo marki zachodnioniemieckie – do 2500 rocznie i premie za zadania specjalne. Co ciekawe, po 14 latach SB odzyskała niemal wszystkie pieniądze – a było tego ponad 100 tys. zł – zabierając je po prostu z konta zmarłej agentki.

Sehu już na pierwszym spotkaniu przekazała informacje o kontaktach swego męża z RWE i paryską „Kulturą”. Pod jego nieobecność wpuszczała kilkakrotnie esbeków do mieszkania, aby przejrzeli papiery Petera Rainy i skopiowali z nich to, co było dla nich istotne. Pomogła też zainstalować podsłuch w domowym telefonie. Aranżowała także sytuacje, które miały ułatwić funkcjonariuszom kontakt z Rainą, a nawet zwerbowanie go, co oczywiście się nie udało. Pod koniec lat 70. zaczęła chorować, zauważyli to nawet jej mocodawcy z SB. Zmarła nagle 6 lutego 1982 r. Utrata tak cennego agenta była ciosem dla SB. Dr Jan Żaryn wysuwa nawet przypuszczenie, że Barbara Wereszczyńska mogła paść ofiarą „walki wywiadów” w Berlinie Zachodnim. „A w ogóle to wokół agentów ulokowanych w opozycji i za granicą panowała taka mania »wicie, rozumiecie, mamy tam człowieka i wszystko wiemy«. Gówno prawda, oni czasem przynosili szajs, materiału operacyjnego było w tym niewiele, wszystko trzeba było po trzy razy sprawdzać. Nie mówię, że oni byli generalnie do dupy. Ale po prostu ich przeceniano” – zapewnia wysoki oficer MSW. Peter Raina, który napisał o żonie książkę „Bliski szpieg”, zadedykował ją... właśnie jej, w 25- -lecie śmierci. Dla niego była przede wszystkim kobietą jego życia.