APOTEOZA ODLOTU


Dziś za jego narodziny uważa się 14 stycznia 1967 r. W San Francisco odbyło się tego dnia The World’s First Human Be-in (Pierwsze Światowe Połączenie Człowieka). Wyrzucony z Harwardu wykładowca Timothy Leary, przemawiając do młodzieży, ogłosił koniec amerykańskich bożków: pieniądza i pracy, a początek ery miłości. Zaproponowano hasła, które stały się symbolem ruchu: Make love not war, All people are one i Turn in turn on drop out (wczuj się, wyluzuj i odleć). Obok Leary’ego – także w białych hinduskich szatach, z okiem Opatrzności wymalowanym na czole – wystąpili: badacz religii Wschodu Allan Watts i guru beatników, poeta Allen Ginsberg, który zalecił tego dnia, by każdy, kto ukończył 14 lat, sięgnął po LSD. Z natychmiastową pomocą przychodzili „święci mikołajowie”, serwujący wśród tłumu narkotyk. Nadeszła era psychodeliczna. USA, a zwłaszcza zachodnie wybrzeże, zaroiło się od hinduskich guru w wymalowanych furgonetkach volkswagena, pełnych słodko dymiącej trawki, ciasteczek z haszyszem, magicznych grzybów, meskaliny i nowej muzyki.

W zasięgu „kultury odlotu” znalazła się prawie połowa młodzieży amerykańskiej. W latach 60. każdego roku policja zatrzymywała 300 tys. młodych ludzi za posiadanie narkotyków, a 90 tys. za włóczęgostwo. Prezydent Nixon uznał zaś LSD – nawet nie ukrywając, że z powodów politycznych – za narkotyk niebezpieczniejszy niż heroina. Leary, już po delegalizacji LSD, za jego propagowanie i rozpowszechnianie trafił na kilka lat do więzienia.

Zainspirowany LSD, 24-letni nieznany nikomu pisarz Ken Kesey, który jako jeden z pierwszych spróbował narkotyku, testowanego na ochotnikach przez armię USA, napisał „Lot nad kukułczym gniazdem”. Książka, a później film zrealizowany przez Milosza Formana, z historyczną rolą przyjaciela Polańskiego Jacka Nicholsona, poruszyły miliony. Przesłanie było politycznie niepoprawne, typowe dla kontrkultury lat 60. i nowej lewicy. Oto bowiem okazuje się, że wszyscy żyjemy w więzieniu zwanym państwem. To ono definiuje normy zachowań i jest w stanie w mechaniczny, bezduszny sposób manipulować postępowaniem jednostki i kontrolować prywatną sferę życia każdego z nas.

Narkotyki ruszyły na podbój Ameryki – od tłumów bawiących się na rockowych festiwalach typu Woodstock po elity, a nawet Biały Dom. Gdy Timothy’ego Leary wraz z jego współpracownikiem Richardem Alpertem wyrzucano z Harvardu, w radzie zarządu uniwersytetu zasiadał sam prezydent Kennedy, znany skądinąd ze swego tolerancyjnego stosunku do narkotyków. Mówiono, że palił marihuanę i eksperymentował z kokainą. Jego brat Robert jako minister sprawiedliwości zażywał LSD i psylocybinę. Swej fascynacji LSD nie skrywali założyciel opiniotwórczego magazynu „Time” Henry Luce oraz jego żona Claire.

O pracy z Nicholsonem, który dzięki roli w „Locie nad kukułczym gniazdem” i „Easy Riderze” stał się ulubieńcem generacji buntowników, Polański opowiadał: „Uwielbiał wychodzić wieczorami, nie kładł się nigdy przed świtem, słuchał muzyki i palił trawkę. Poranne zdjęcia były dla niego torturą jeszcze większa niż dla mnie, ale zawsze zjawiał się na planie, znając swój tekst”.

Sam Polański wspomina, że wziął LSD już na pierwszej randce z Sharon Tate, a później wielokrotnie powtarzali to doświadczenie. Z Sharon przedyskutował później wszystkie doznania, by wykorzystać je w scenie gwałtu Rosemary. Chciał uzyskać efekt halucynacji, przerażającej wizji. Guy przygotowuje do tego aktu żonę na oczach całego sabatu czarownic. Rosemary leży naga i związana, oszołomiona narkotykami, na całym ciele ma wymalowane okultystyczne symbole, a kiedy jest już gotowa, Guy dyskretnie się usuwa, by ustąpić miejsca diabłu. Wiedźmy skandują czarne psalmy, a szatan siada okrakiem na poniżonym ciele kochanki.

W założeniach scena miała być tajemnicza, mglista i somnambuliczna, a aktorzy musieli obowiązkowo zażyć przed jej kręceniem halucynogeny. Mia jednak nie wzięła i nagle zaczęła krzyczeć: „To się dzieje naprawdę!”. To był jeden z najbardziej dramatycznych momentów produkcji filmu i jednocześnie najbardziej szokujący dla publiczności. Kompletnie oszołomiona długo dochodziła do siebie i dopiero po pewnym czasie opowiedziała o tym, co zaszło na planie.

„Narkotyki w Hollywood ograniczała w tamtych czasach jedynie konieczność sprostania przemysłowemu charakterowi produkcji filmowej. Aktor Peter O’Tool miał np. kłopoty, bo przez jego narkotykowe ekscesy towarzystwa ubezpieczeniowe nie chciały asekurować produkcji, w których grał” – wspomina Krzysztof Zanussi, który pracował wówczas w Hollywood.

Co innego muzyka rockowa. Ritchie Fernandez, tour menedżer jednego z czołowych kalifornijskich zespołów The Eagles, wspomina w jednym z wywiadów: „Bycie naćpanym należało wręcz do obowiązków członków grupy. Narkotyki przelewały się wszędzie w takich ilościach, że czy tego chciałeś, czy nie, tygodniowo spałeś nie więcej niż trzy godziny”.

W finale albumu „Plastic Ono Band” John Lennon krzyczy: „Sen się skończył”. Był grudzień 1970 r. Beztroski narkotykowy miesiąc miodowy Ameryki przemija bezpowrotnie. Zdelegalizowane przez prezydenta Nixona LSD na zawsze wypiera kokaina i przywieziona z Wietnamu heroina, które jeszcze na przełomie dekad zaczynają zbierać swoje krwawe żniwo. Zabijają ikony kontrkultury: Jimiego Hendrixa, Janis Joplin, Jima Morrisona, Briana Jonesa, Allana Wilsona. Z uzależnieniem przez długie lata walczą muzycy The Rolling Stones, The Beatles, Beach Boys oraz Eric Clapton. W połowie lat 70. z powodu koki liderowi The Eagles w miejsce amputowanej przegrody nosowej lekarze wstawiają teflonową protezę.
 

ORŁY BUDZĄ SIĘ PÓŹNO


Hipisowska wolna miłość nie byłaby możliwa bez Enovidu – pierwszego skutecznego doustnego środka antykoncepcyjnego, dopuszczonego przez Federalny Urząd Żywności i Leków do użytku w 1960 r., ale przede wszystkim bez pigułki hormonalnej, która trafiła do aptek trzy lata później.

Wówczas większość kobiet, zwłaszcza w prowincjonalnych stanach, ciągle jeszcze nosi – na wypadek nieplanowanego kontaktu seksualnego – krążek dopochwowy zatknięty za pas do pończoch. Ale już w 1966 r. pigułkę regularnie zażywa 6 mln młodych Amerykanek. Na początku lat 70. – aż połowa. Równocześnie rodzi się kult nagości. „Czy jestem jedyną kobietą, która ma czasami ochotę iść do łóżka z mężczyzną po południu? Każda prawomyślna kobieta, jak uważano do niedawna, czeka z tym do zmroku. Ale jest mnóstwo dziewczyn, które nie chcą czekać. Ich symbolem są minispódniczki” – stwierdziła projektantka Mary Quant, która sprawiła, że dziewczęta odsłoniły nogi.

W Kalifornii projektant Rudi Gernreich zaczyna lansować „topless” i to nie tylko na plażach. W San Francisco w 1963 r. rozpoczyna działalność pierwszy bar, w którym kelnerki z nagimi piersiami obsługują gości. Z całych Stanów zjeżdżają się podekscytowane wycieczki farmerów, by popatrzeć na musicale „Hair” czy „Oh, Calcutta”, w których aktorzy występują nago. Głośna staje się sztuka „Dionysus In ’69” – tu aktorzy wciągają na scenę dziewczynę z widowni i na oczach publiczności uprawiają z nią seks. Hugh Hefner, twórca „Playboya”, który na przełomie lat 60. i 70. osiągnął milionowy nakład, tworzy kluby „Playboya”. „Times” – nazywając je „burdelami bez pięterka” – pisał: „przypominają one ustronne lokale z czasów prohibicji – tyle że tu sprzedaje się erotykę”.

Ritchie Fernandez, menedżer The Eagles, tak wspomina początek lat 70. w luksusowej siedzibie zespołu opodal Los Angeles w Laurel Canyon: „Skupisko gwiazd rocka jak magnez przyciągało najpiękniejsze i chętne do zawierania intymnych przyjaźni dziewczęta z LA. Orły budziły się ze snu po południu i rozpoczynały niekończącą się rundę picia, ćpania, gry w pokera i seksu. Tak doskonale odnaleźli się w nowej rzeczywistości, że poczuli się wyjętymi spod prawa kowbojami”.

I znów rozluźnienie obyczajów seksualnych sięga samych szczytów. Biograf prezydenta Kennedy’ego Thomas Reeves twierdzi, że JFK zaszywał się z dziewczynami w podziemnych tunelach pod Nowym Jorkiem nawet podczas ćwiczeń procedur wojny jądrowej, znikając agentowi z walizką nuklearną i kodami do odpalenia rakiet. Zaś na rozbieranych prezydenckich przyjęciach przy basenie w Białym Domu „pięciu facetów baraszkowało z tuzinem dziewczyn”. Bywała tam Marilyn Monroe oraz związany z mafią piosenkarz Frank Sinatra. Jego żona Mia Farrow grała wówczas u Polańskiego.

Media chroniły swojego ulubieńca przez cały okres prezydentury, więc konserwatywna Ameryka dowiedziała się o erotycznych wyczynach prezydenta dużo później. Jak wielki był jednak jej opór wobec rewolucji seksualnej, świadczy przykład literatury, która od dziesięcioleci toczyła zaciętą walkę z cenzurą obyczajową. „Zwrotnik Raka” Henry’ego Millera z 1934 r. przemycano do Stanów z Europy w podwójnych dnach walizek. Wydawca miał kłopoty z prokuratorem, kilka razy stawał przed sądem. Zakazano sprzedaży „Zwrotnika” w 19 dużych miastach amerykańskich, policja urządzała naloty na księgarnie, które odważyły się na jego sprzedaż, a zastraszeni księgarze zwrócili wydawcy aż 600 tys. egzemplarzy. W 1969 r. sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, który ostatecznie uznał, że „Zwrotnik Raka” nie jest książką ani obsceniczną, ani pornograficzną.