KULT GWAŁTU


W takich realiach żyło i pracowało Hollywood lat 60. i 70. Roman Polański, Jack Nicholson, Denis Hopper czy Peter Fonda byli ulubieńcami rewolucji kulturalnej na zachodnim wybrzeżu.

Do głosu zaczęli dochodzić niezależni producenci, modne stało się kino przypominające nurt europejskiego kina aktorskiego i europejscy reżyserzy nowego pokolenia. Amerykańska kinematografia przestała się kojarzyć głównie z westernami. Jednak fabryka snów znajdowała się w stanie rozdarcia. „Jak w całym społeczeństwie: panowały jednocześnie ze sobą rewolucja seksualna, szaleństwo narkotykowe, ale i strach przed nimi. To było Hollywood w stanie ostrej schizofrenii” – pisze biograf Polańskiego John Padrer.

Zamęt panował w każdym studiu. Szansy na sukces szefowie upatrywali w coraz większej dosadności i dosłowności. Seks, narkotyki i przemoc traktowano już nie jako problemy do skomentowania, ale środki do wywołania zamierzonego efektu – podniecenia, strachu, szoku i ściągnięcia publiczności sprzed telewizorów z powrotem do kin. „Poparcie dla haseł politycznych i społecznych lat 60. było w Hollywood wybiórcze. Żadnego zrozumienia nie znajdywała krytyka konsumpcjonizmu. Panował skrajny kult pieniądza, a wyścig szczurów nawet się zaostrzał” – wspomina Zanussi.

Podobnie było z Polańskim. Pierwszą rzeczą, jaką zrobił po przybyciu do Kalifornii, było wynajęcie domu – to stanowiło towarzyski wymóg. Posiadłość ta należała niegdyś do Cary’ego Granta. Miała wszystkie atrybuty hollywoodzkiego zbytku: klatkę schodową ze wspaniałymi łukami, wystawne ozdoby, a w otoczonym murem ogrodzie basen. Szybko zaczął się zaliczać (wraz z Sharon) do kalifornijskich jetsetterów – to modne wówczas słowo oznaczało loty między kontynentami, czerwone ferrari i bogate życie towarzyskie. Ci, którzy znali Polańskiego z wcześniejszych lat, często go nie poznawali. Zofia Komedowa wspominała, że styl życia twórcy „Noża w wodzie” zmienił się na gorsze natychmiast po przybyciu do Kalifornii. „Był niemoralny, po prostu nie do przyjęcia” – mówiła.

Dziesięć lat później, w chwili gdy na Polańskiego pada oskarżenie o wykorzystanie seksualne trzynastolatki, jedyne, co w Hollywood zostało po kontrkulturze to, jak wspomina Zanussi: „Moda i dążenie do przekraczania wszelkich granic, przełamywania każdego tabu. Pamiętam, że po domach krążył wówczas film, który miał być dokumentalnym zapisem gwałtu na młodej dziewczynie i jej brutalnego zabójstwa. Przekazywany był z rak do rąk w atmosferze dokonywania jakiegoś ważnego wtajemniczenia, a obejrzenie go należało do dobrego tonu. Przełamanie tabu miłości i śmierci za jednym razem miało świadczyć o przynależności do wyzwolonej elity”.

Wokoło jednak rodzi się już inna Ameryka. Wahadło historii odchyla się na powrót w prawo. Bardzo mocno i na długie lata. Kraj szuka oparcia w zapomnianych wartościach. Ankieta przeprowadzona w 1977 r. wykazuje, że ponad 70 mln Amerykanów określa się jako „born again”, czyli ponownie narodzeni, a raczej odrodzeni w Chrystusie. Polański zaś wie, że dla niego nie ma już miejsca w tym kraju.
 

NAJDROŻSZY SEKS ŚWIATA


Roman Polański w 2002 r. znalazł się na szóstym miejscu listy Pięćdziesięciu Najważniejszych Reżyserów Wszech Czasów (za Charlie Chaplinem, Orsonem Wellsem, Stanleyem Kubrickiem, Ingmarem Bergmanem, Federico Fellinim). Nieźle. Za to bezdyskusyjnie zdobyłby pierwsze miejsce w księdze Guinnessa na „najdroższy... seks świata”. Gdy wiosną 1977 r. zaczęły się jego przygody, najpierw z 13-latką, a potem z amerykańskim wymiarem sprawiedliwości, był jednym z najbardziej cenionych reżyserów Hollywood, autorem wielkich hitów: „Dziecko Rosemary” i „Chinatown” (nominacja do Oscara w 11 kategoriach). Realizował wtedy na Tahiti wysokobudżetowy „Huragan”, będący remake’em filmu Johna Forda z 1937 r.

Skandal i umieszczenie Polańskiego na obserwacji psychiatrycznej sprawiły, ze producent Dino de Laurentis zerwał umowę z reżyserem i zlecił dokończenie obrazu komu innnemu. Odebrano też Polańskiemu planowaną realizację filmu „Pierwszy grzech śmiertelny”. Nie wiadomo dokładnie, ile wtedy stracił finansowo. Dziesięć lat później za reżyserię płacono mu 3,5 mln dolarów. Tę kwotę ujawnił John Travolta, który w 1996 r., po kłótni z Polańskim, uciekł z planu filmu „Sobowtór” i ogłosił, że z własnej kieszeni zapłaci honorarium reżysera w tej właśnie wysokości. W 1996 r. Polański był cenionym reżyserem, ale już nie tak jak dekadę wcześniej. Można więc przyjąć, że za „Huragan” i drugi film dostałby honorarium w maksymalnej wysokości, może nawet po 4–5 mln dol. Zdaniem prasy amerykańskiej, Polański w latach 90. zapłacił dorosłej już Samancie Geimer za to, aby nie wytaczała mu procesu cywilnego o zniesławienie jej w autobiografii „Roman”. Padają różne kwoty: 150, a nawet 500 tys. dol. Kosztowna była ta przygoda...