Shell ogłosił, "zaprzestanie dalszej działalności wydobywczej na Alasce w najbliższej przyszłości". Zdaniem aktywistów z Greenpeace jest to ogromne zwycięstwo ponad 7 milionów ludzi na świecie, którzy przez ostatnie 3 lata walczyli o to, by zatrzymać koncern i uświadomić światu, że odwierty na Arktyce są globalnym problemem.

- Apel o zaprzestanie odwiertów ropy w Arktyce poparło niemal 7,5 miliona ludzi na całym świecie. Decyzja Shella to radosna wiadomość dla wszystkich, którzy nie zgadzają się na niszczenie Arktyki przez koncerny  paliwowe - komentowała Magdalena Figura z Greenpeace Polska, koordynatorka kampanii na rzecz różnorodności biologicznej.

W sierpniu informowaliśmy o tym, że Shell za zgodą administracji prezydenta Baracka Obamy wkrótce rozpocznie poszukiwania i wydobycie ropy naftowej i gazu na Arktyce.

Shell otrzymał wtedy zgodę na poszukiwanie i wydobycie ropy naftowej w głębinach Oceanu Arktycznego na północ od Alaski. Koncern wydał już ok. 7 mld dolarów na  poszukiwania złóż w Arktyce. W 2012 roku doszło w tym regionie do serii wypadków. Jeden z nich polegał na utracie kontroli nad ogromną platformą, z której straż musiała ratować pracowników. Od tamtej pory firma nie prowadziła żadnych działań na tym obszarze. 

Władze USA szacują, że na Arktyce znajduje się ok. 20 proc. światowych złóż ropy i gazu. Decyzję władz krytykowały głównie organizacje ekologiczne, które podkreślały, że odwierty prowadzone w tych dziewiczych rejonach świata mogą spowodować prawdziwą katastrofę przyrodniczą. 

Czytaj więcej: