Tybet jest położony na największym, niegościnnym płaskowyżu świata. Podróż wymaga przekraczania wielkich masywów górskich, potężnych rzek i kanionów, a dawniej dodatkowo utrudniał ją brak dróg. Rozległość kraju, brak map i położenie na dużych wysokościach Wyżyny Tybetańskiej, surowa przyroda oraz słabe zaludnienie stanowiły dodatkowe przeszkody. Stąd zapewne brało się przeświadczenie, że to niedostępny kraj. Jednak przez wysokie przełęcze, nawet znacznie przekraczające pięć tysięcy metrów, od wieków prowadziły liczne szlaki karawanowe, a sami Tybetańczycy bez większych problemów zasiedlali doliny po południowej stronie Himalajów. Wytrwali potrafili więc się tam dostać.

(NIE)DOSTĘPNY DACH ŚWIATA

Pierwotnie mit niedostępności był uzasadniony o tyle, że przez cały wiek XIX i pierwszą połowę XX wieku Tybetańczycy faktycznie zamknęli swój kraj przed obcymi, obawiając się podboju przez potężnych sąsiadów – ekspansywną Rosję carską, a potem „bezbożny” Związek Radziecki z jednej strony i Imperium Brytyjskie z drugiej. Oba te kraje prowadziły tzw. wielką grę na swoich rubieżach, a Tybet stanowił jeden z jej kluczowych obszarów. W przekonaniu o konieczności niewpuszczania obcych utwierdzali Tybetańczyków Chińczycy, mający w tym własny interes i uważający Dach Świata za kraj podległy. Z drugiej strony Tybetańczycy nigdy nie przyjmowali do wiadomości, że ich kraj stanowi część Chin. Nie respektowali też chińskich paszportów, na których podstawie nieliczni podróżnicy usiłowali przekraczać granice Tybetu – wszyscy byli wydalani. Od 1860 r. Brytyjczycy szkolili tzw. Panditów – szpiegów z Himalajów Kumaonu, którzy mieli wędrować po Tybecie jako pielgrzymi i handlarze, równocześnie dokonując obserwacji i pomiarów dla Geometrical Survey of India. Najwybitniejsi z nich: Nain Singh Rawat, Hari Ram, Krishna Singh i Kinthup wnieśli wielki wkład w badanie przebiegu Cangpo, największej rzeki Tybetu, oraz powstanie dokładnych map Dachu Świata.

Samoizolacja Tybetu została w 1904 roku przełamana siłą przez brytyjski korpus ekspedycyjny dowodzony przez podpułkownika Francisa Edwarda Younghusbanda. Powstało brytyjskie poselstwo w Lhasie i przedstawicielstwo handlowe w Gyantse. Brytyjczycy również byli zainteresowani niewpuszczaniem do Tybetu przedstawicieli innych narodowości. Sytuacja zasadniczo zmieniła się po zajęciu Tybetu przez chińską armię w latach 1950–1951. Kraj, włączony do ChRL, przez kolejne 30 lat był odcięty od świata – wpuszczano tylko nielicznych, wyselekcjonowanych gości. Po politycznej odwilży zainaugurowanej przez Deng Xiaopinga w 1980 r. nastąpiło otwarcie Tybetu dla turystyki. Początkowo nieliczne grupy zorganizowane, a od drugiej połowy lat 80. również turyści mniej zasobni zaczęli coraz częściej odwiedzać legendarną Krainę Śniegów. Od lat 90. można mówić o narastającym boomie turystycznym. W XXI w. do Tybetu przyjeżdża już kilka milionów turystów rocznie. Wśród nich prym wiodą Chińczycy. Tak więc teraz Tybet stoi otworem, borykając się nawet z typowymi problemami erozji turystycznej na poziomie kulturowym, infrastrukturalnym i ekologicznym. Na lotnisku w Gongkar w pobliżu Lhasy codziennie lądują boeingi pełne turystów, do miasta przyjeżdżają pociągi oraz setki autobusów i land cruiserów. Pałac Potala każdego dnia zwiedzają ponad cztery tysiące turystów i pielgrzymów. Jednak w potocznej świadomości mit niedostępności dalej ma się dobrze. Zapewne podtrzymywany jest też przez niektórych turystów, kreujących się na wielkich podróżników – pragną w ten sposób podbudować swe ego oraz podkreślić wyjątkowość własnej podróży.

ŚWIĘTA KRAINA

Tybetańczycy postrzegali swój kraj jako przestrzeń sakralną pod patronatem Czenreziga, Bodhisattwy Nieograniczonego Współczucia. Góry i jeziora, źródła i stare drzewa, kamienie i skały o szczególnych kształtach były domeną lub siedzibą dawnych przedbuddyjskich bogów (lha), bóstw medytacyjnych i strażników dharmy [nauki Buddy], a niekiedy demonów. Najbardziej znane to święta góra Kailasz i jezioro Manasarowar leżące w Tybecie Zachodnim. Ogromna liczba miejsc pielgrzymkowych związana była nie tylko z ważnymi klasztorami i odwiedzinami wielkich lamów, ale też z elementami przyrody nieożywionej, jaskiniami, w których medytowali święci jogini, oraz czortenami zawierającymi relikwie. Odrębna kategoria sacrum to miejsca, w których tertoni (czyli odkrywcy duchowych skarbów) znajdywali w skałach, jeziorach i murach – zgodnie z przepowiedniami Guru Padmasambhawy, najpotężniejszego tantrycznego jogina i buddyjskiego mistrza, który wg legendy pokonywał w VIII w. w Tybecie demony i zaprzysięgał je na strażników dharmy – termy, czyli „ukryte skarby”: teksty, przedmioty rytualne i posążki, mające przyczynić się do rozkwitu buddyzmu w kolejnych wiekach. Pielgrzymi wędrowali do świętych miejsc nieraz setki kilometrów, okrążali je z czcią, recytując mantry i modląc się, składali ofiary i szczęśliwi z uzyskanych błogosławieństw wracali do domów.

Najbardziej niezwykłym miejscem była Szambala, mityczna ukryta kraina opisana w Tantrze Kalaczakry. Miała znajdować się na północy, w miejscu dostępnym jedynie najbardziej rozwiniętym duchowo adeptom. Szambalę zamieszkiwać mieli ludzie, posiadający szczególną wiedzę i umiejętności oraz potężne moce, a rządzili tam oświeceni królowie panujący po sto lat. To kraina kwitnącej dharmy buddyjskiej; miejsce które w przyszłości ma stać się ostatnią ostoją dobra. Gdy otoczona zostanie przez siły zła, wtedy ostatni król Szambali Kalika Rudraczakrin wyprowadzi swoją armię i w wielkiej bitwie pokona barbarzyńców, po czym zapanuje na Ziemi tysiącletnie królestwo dobra. Mit Szambali, niezwykle popularny wśród Tybetańczyków, był prawdopodobnie inspiracją i zniekształconym pierwowzorem ukrytej doliny Szangrila, opisanej przez Jamesa Hiltona w książce „Zaginiony horyzont” (1933 r.).

I ZAPANUJE POKÓJ I POWSZECHNE SZCZĘŚCIE

 

Mit Tybetu jako niezwykłej świętej krainy wiele zawdzięcza teozofom. Towarzystwo Teozoficzne powstało na gruncie modnego w XIX w. okultyzmu i fascynacji Wschodem. Współzałożycielka Towarzystwa Teozoficznego Helena Bławatska zetknęła się z buddyzmem tybetańskim w latach 1867–1870 za pośrednictwem nauczycieli z Himalajów Indyjskich. Próbowała mało wtedy znany buddyzm tłumaczyć za pomocą terminologii hinduistycznej i okultystycznej, co doprowadziło do licznych przekłamań, niekiedy całkowicie absurdalnych (jak m.in. odniesienia niektórych elementów kosmologii buddyjskiej do mitycznych zaginionych wysp: Atlantydy, Lemurii i Hiperborei).

Bławatska uważała, że nauki teozoficzne to tajemny przekaz z Transhimalajów. W ten sposób nastąpiło zupełnie nieuprawnione pomieszanie nauk buddyjskich z okultyzmem. Teozofia zawłaszczyła na swój sposób mit Szambali, uważając, że z tej krainy wyjdzie przyszły mesjasz. Pojawiła się idea oświeconych mahatmów – „białych mistrzów”, którzy w tybetańskich Transhimalajach swą medytacją chronią świat przed zniszczeniem przez siły zła. Okultystyczne poglądy teozofów na temat Tybetu i Szambali rozwijane były w licznych publikacjach takich autorów, jak Alice Bailey, Mikołaj K. Roerich, Helena Roerich i inni. W tradycji buddyzmu tybetańskiego bardzo popularna jest koncepcja buddów trzech czasów: historyczny Budda Śakjamuni był buddą teraźniejszości, Dipankara – buddą przeszłości, a buddą przyszłości będzie Majtreja (tyb. Czamba). Idea ta cieszyła się również wielkim zainteresowaniem teozofów, doszukujących się w Tybecie krainy, skąd nadejdzie zbawienie dla zdegenerowanej ludzkości, a dzięki pojawieniu się Majtreji-mesjasza zapanuje pokój i powszechne szczęście. Jednym z propagatorów tej idei był znany malarz, pisarz i myśliciel Mikołaj Konstantynowicz Roerich, który w latach 1925–1928 podróżował z Indii przez Himalaje, Tybet, Mongolię Zewnętrzną w góry Ałtaj na Syberii, gdzie poszukiwał również Szambali. Według koncepcji Roericha władca Szambali miałby ujawnić nauki Majtreji, dzięki czemu na świecie zakończą się wojny i zapanuje miłość. Tak więc ukryte nauki Tybetu zapewniłyby odrodzenie ludzkości.

Niektóre poglądy teozofów znalazły kilkadziesiąt lat później kontynuację w kontrkulturowym ruchu New Age, który rozwijając się w latach 60. i 70. XX wieku, w swoisty sposób zawłaszczył idee hinduizmu i buddyzmu, przyjmując je jednak bez głębszego zrozumienia, często mieszając pojęcia i gubiąc po części rzeczywisty sens tych nauk. Powstał w ten sposób synkretyczny system obejmujący wybrane poglądy różnych religii i paranauki, a Tybet zajmował w nim istotną pozycję.

JEZUS I NEW AGE

Niektórzy teozofowie i zachodni okultyści głosili za Mikołajem Notowiczem, autorem książki „Nieznane życie Jezusa” (wydanej w Paryżu w 1894 roku), że Jezus w młodości dotarł do Indii i Nepalu. Miał tam – pod imieniem Issa – przez wiele lat studiować hinduizm i buddyzm. Widziano w nim kolejne wcielenie Buddy. Historie Issy zostały od razu spisane i przekazane z Tybetu. Miał o tym m.in. świadczyć zachowany starożytny manuskrypt z Hemis w tybetańskim Ladakhu (klasztor zbudowano w XVI wieku). Jest to jednak pogląd oparty na mistyfikacji, bo w bibliotece Hemis nie było nigdy takiego tekstu. Mimo że wkrótce wykazano oszustwo Notowicza, wyznawcy tego poglądu pomijają fakt, że w czasach Jezusa Tybet był krainą niebuddyjską, a wojowniczy Tybetańczycy siali popłoch wśród sąsiadów, najeżdżając ich, łupiąc i mordując – buddyzm pojawił się tam dopiero w pierwszej połowie VII wieku. W Polsce temat buddyjskich korzeni chrześcijaństwa rozwinął Wacław Korabiewicz, pisząc w książce „Tajemnica młodości i śmierci Jezusa” (1992) o pobycie Jezusa-Issy w Indiach i Kaszmirze. Kolejna znana pozycja z literatury to „Mistycy i cudotwórcy Tybetu” (Paryż, 1929) francuskiej orientalistki Alexandry David-Néel podróżującej po Sikkimie (w latach 1912–1916) i Tybecie w latach 1916, 1918, 1924 i 1937–1939. Autorka dobrze poznała sanskryt i język tybetański. W odosobnieniu studiowała 2 lata buddyzm u wybitnego pustelnika w Lachen w Sikkimie Północnym. Dwukrotnie w 1912 r. spotkała się z Dalaj Lamą XIII w Sikkimie, a w 1916 z Panczen Lamą IX w klasztorze Taszil- hunpo w Szigace. Mimo lat studiów David-Néel również interpretowała niektóre nauki w duchu teozofii (co wytknął jej m.in. Lama Anagarika Govinda w książce „Droga białych obłoków”). Francuzka barwnie opisywała życie klasztorów, pustelników, joginów tantrycznych i szamanów oraz niezwykłe praktyki i rytuały, podkreślając ich tajemniczość i mistycyzm. Jej liczne książki miały wpływ na kulturę beatników oraz rozwój buddyzmu w Ameryce. W jakimś stopniu wpłynęła także na ideologię New Age.

NADCHODZI KOMERCJALIZACJA

Chociaż od około 50 lat Zachód ma kontakt z buddyjską tradycją Tybetu – najpierw za pośrednictwem tysięcy uchodźców tybetańskich, w tym najwybitniejszych mistrzów z Dalaj Lamą na czele, a później również dzięki otwarciu terenów tybetańskich w Ladakhu i Zanskarze, Sikkimie, Bhutanie oraz w samym Tybecie chińskim – mity na temat Dachu Świata są wciąż popularne. Do ich obalenia nie przyczyniły się nawet: przetłumaczenie tekstów źródłowych, rozwój naukowej tybetologii ani powstanie licznych wspólnot wadżrajany i wizyty wybitnych lamów na Zachodzie. Oprócz wielu książek rzetelnie opisujących buddyjską tradycję Tybetu, w dalszym ciągu cieszą się sporym powodzeniem publikacje sensacyjne, opisujące Krainę Śniegów w sposób zmitologizowany, okultystyczno-sensacyjny czy wręcz fałszywy – jak np. czyni to niejaki Lobsang Rampa, rzekomy inkarnowany mnich tybetański, a w rzeczywistości Brytyjczyk. Niektóre legendy uległy komercjalizacji. Teraz wiele luksusowych ośrodków turystycznych i hoteli w Himalajach i Tybecie odwołuje się do nazwy Szambala lub Szangrila. Piękna dolina na tybetańskim pograniczu dawnego wschodniego Khamu w Syczuanie została nazwana Szangrila. Najnowszy mit – czysto komercyjny – jest związany z tzw. grającymi misami tybetańskimi, które wprawdzie z Tybetem nie mają wiele wspólnego, jednak z przyczyn marketingowych nazwa ta została opatentowana w Niemczech przez Petera Hessa. Misy podobno leczą oraz relaksują dźwiękiem i wibracją – co oczywiście się zdarza, jednak bez specjalnego związku z medycyną i tradycją tybetańską. Pozytywnym aspektem współczesnego funkcjonowania mitów o Tybecie jest zapewne zwiększone zainteresowanie problemami tego kraju w niektórych środowiskach. Mity te po części mogły przyczynić się do powstania obrazu Tybetańczyków jako ludzi uduchowionych i miłujących pokój. Nie jest to wprawdzie w pełni zgodne z prawdą, jednak sprawie Tybetu na pewno nie szkodzi. A wielu ludziom z Zachodu piękny mit Tybetu daje nadzieję na przetrwanie dobra i szczęścia oraz działa inspirująco. Może więc nie warto z nim radykalnie wojować?