Ten samolot miał utrzymać Międzynarodową Stację Kosmiczną, ale stanie się jeszcze ważniejszy

Kosmiczny samolot Dream Chaser, który przez lata miał być kluczowym graczem w zaopatrywaniu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), właśnie zmienił kurs… i to znacząco. Po dziewięciu latach współpracy Sierra Space i NASA postanowiły przewartościować dotychczasowe plany, a to samo w sobie może oznaczać poważną zmianę w podejściu do komercyjnych lotów kosmicznych.
...

Nie chodzi tu wyłącznie o kolejne opóźnienie w harmonogramie. Ogłoszona właśnie renegocjacja kontraktu między Sierra Space a NASA to strategiczny ruch w odpowiedzi na dynamicznie zmieniający się rynek kosmiczny. Dream Chaser miał bowiem przysługiwać się ISS, ale przecież wedle planów stacja ta ma zostać wycofana z użytku w 2030 roku. Praca nie pójdzie jednak na marne, bo wiążąc nadzieje z rosnącymi potrzebami sektora obronnego, firma szuka teraz dla swojego statku zupełnie nowej roli.

Techniczne wpadki, a teraz nowe ambicje. Czy Sierra Space dowiezie?

Pierwotne założenia z 2016 roku, kiedy to podpisano umowę Commercial Resupply Services, zakładały, że NASA zamówi co najmniej siedem misji zaopatrzeniowych. Teraz sytuacja wygląda inaczej, bo agencja nie ma już takiego obowiązku, choć wciąż może korzystać z usług Sierra Space, jeśli uzna to za potrzebne. Pamiętajmy jednak, że nie jest to żaden kaprys NASA, bo cała pierwotna umowa nie została w pełni wykonana, a to ze względu na szereg wyzwań technicznych, z którymi musiała się zmierzyć firma Sierra Space.

Czytaj też: Budownictwo przyszłości już istnieje i ma sześć nóg. Robot Charlotte buduje domy w 24 godziny

Wypadki podczas testów, konieczność modyfikacji konstrukcji oraz skomplikowany system napędowy opóźniały realizację projektu, a to w połączeniu z końcem ery ISS naturalnie poddało sens kosmicznego samolotu Dream Chaser w wątpliwość. Teraz jednak dowiedzieliśmy się, że firma ma z tym dziełem znacznie większe plany, bo chce przekształcić swój statek w swego rodzaju “zasób narodowy”, który mógłby służyć misjom obronnym i potrzebom bezpieczeństwa. Taka wizja ma swoje uzasadnienie biznesowe, a to zwłaszcza dlatego, że rynek kosmiczny coraz bardziej się prywatyzuje, a zapotrzebowanie na usługi wywiadowcze i obronne systematycznie rośnie.

Innymi słowy, cała ta zmiana kierunku Dream Chasera to ewidentne przygotowanie do ery “po Międzynarodowej Stacji Kosmicznej”. Gdy tylko ISS zakończy działalność, to na orbicie pojawią się prywatne stacje, które będą potrzebować niezawodnego transportu. Tutaj właśnie wejdzie kosmiczny samolot firmy Sierra Space, bo dzięki swojej wszechstronności (od misji naukowych przez cargo po potencjalne zastosowania obronne) może stać się ważnym elementem tej nowej infrastruktury.

Czym wyróżnia się Dream Chaser?

Konstrukcja Dream Chaser wyróżnia się na tle konkurencji. W praktyce jest to niewielki prom kosmiczny o kształcie samonośnym (lifting body). Na orbitę wynoszą go klasyczne rakiety, a na Ziemię wraca jak samolot, co oznacza, że podchodzi do lądowania na zwykłym pasie i toczy się po drodze startowej na własnym podwoziu. W praktyce oznacza to niskie przeciążenia przy powrocie i delikatne obchodzenie się z ładunkiem, co jest ważne choćby dla próbek biologicznych czy kruchej aparatury.

Czytaj też: Airbus drukuje przyszłość lotnictwa, aby rozwiązać kluczowy problem obiecujących samolotów

Do kadłuba promu dołącza się jednorazowy moduł Shooting Star. Jest to “ogon” z dodatkowymi zbiornikami, zasilaniem i dużą przestrzenią ładunkową, do której można zapakować zarówno zapasy dla stacji, jak i niepotrzebne rzeczy do utylizacji. Po właściwym starcie, bo już na orbicie, to właśnie Shooting Star odpowiada za część manewrów i zasilanie, odciążając statek główny. Zbliżanie do stacji ma z kolei przebiegać etapami i z pomocą zestawu czujników (nawigacja satelitarna, kamery, lidar), a same ładunki trafiają na pokład przez standardowy węzeł w module serwisowym albo są przewożone na zewnątrz, na uchwytach. W drogę powrotną Dream Chaser zabiera to, co cenne i wrażliwe czasowo, podczas gdy Shooting Star zostaje zapakowany po brzegi całą niepotrzebną resztą.

Czytaj też: Najważniejszy samolot USA przyłapany w locie. Jakie tajemnice skrywa nietypowe wydanie?

Przed zejściem z orbity oba elementy się rozdzielają. Moduł Shooting Star wchodzi w atmosferę i spala się wraz z zawartością, dzięki czemu stacja pozbywa się śmieci w kontrolowany sposób. Prom zaś wykonuje łagodny, sterowany powrót, wytraca prędkość lotem ślizgowym i siada na pasie jak typowa maszyna odrzutowa. Z płyty lotniska ładunek można odebrać praktycznie od razu, bo bez długich i kosztownych operacji morskich. Innymi słowy, pomysł firmy Sierra Space oferuje wszystko to, co w kolejnych latach będzie stawać się coraz cenniejsze, a Dream Chaser może się stać symbolem tej transformacji.