Dermatolodzy, kosmetolodzy i marki beauty coraz śmielej mówią o nich jako o jednym z najciekawszych kierunków rozwoju nowoczesnej pielęgnacji. W Korei Południowej od kilku lat wykorzystuje się je w profesjonalnych zabiegach gabinetowych, a teraz coraz więcej produktów z egzosomami trafia także do domowych kosmetyczek. Tylko o co w tym naprawdę chodzi? Czy rzeczywiście mamy do czynienia z przełomem, czy może po prostu z kolejnym modnym składnikiem, który za kilka sezonów zostanie zastąpiony następnym?
Czym właściwie są egzosomy?
Najprościej mówiąc, egzosomy są mikroskopijnymi pęcherzykami wytwarzanymi przez komórki. W naszym organizmie pełnią rolę swoistego systemu komunikacji. Przenoszą białka, lipidy, czynniki wzrostu oraz różnego rodzaju informacje biologiczne między komórkami. Można wyobrazić je sobie jako maleńkich pomocników, którzy transportują instrukcje, pomagające komórkom reagować na uszkodzenia, regenerować się i komunikować z otoczeniem.
To właśnie ten mechanizm wzbudził ogromne zainteresowanie branży kosmetycznej. Teoretycznie egzosomy mogą wspierać procesy naprawcze skóry, pomagać w regeneracji bariery hydrolipidowej, ograniczać stany zapalne i stymulować produkcję kolagenu, a te rzeczy są bardzo istotne zwłaszcza w kontekście dbania o dojrzałą skórę. Dlatego brzmi to imponująco, bo obecnie większość osób szuka nie tylko chwilowego nawilżenia, ale także realnego wsparcia dla skóry starzejącej się pod wpływem stresu, słońca i codziennego życia.

Zapewne właśnie dlatego wiele osób mówi o egzosomach jako alternatywie dla retinolu, wciąż pozostającego jednym z najlepiej przebadanych składników przeciwstarzeniowych. Problem polega na tym, że nie każda skóra go lubi. Zaczerwienienie, łuszczenie, podrażnienia czy konieczność bardzo ostrożnego wprowadzania do pielęgnacji sprawiają, że część osób po prostu rezygnuje z jego stosowania. Sama się odbiłam od większości kosmetyków z retinolem właśnie przez te problemy. Moja skóra uznała go za wroga, nad czym mój portfel mocno ubolewa, bo wszystkie te kosmetyki, które kupiłam, musiałam potem rozdać koleżankom.
W sumie dlatego egzosomy wzbudziły moje zainteresowanie, bo opierają swoje działanie na wspieraniu naturalnych procesów regeneracyjnych skóry. Zamiast zmuszać naskórek do intensywnego złuszczania, mają pomagać komórkom w naprawie uszkodzeń i odbudowie. Warto jednak pamiętać, że to nie oznacza składnika mogącego zastąpić wszystkie dotychczasowe składniki aktywne. Na razie znacznie rozsądniej traktować je jako interesujące uzupełnienie pielęgnacji niż magiczny kosmetyk rozwiązujący każdy problem.
Jakie kosmetyki z egzosomami można znaleźć na rynku?
Technologia bardzo szybko trafia do produktów dostępnych bez recepty i bez konieczności odwiedzania gabinetu medycyny estetycznej. W naszych drogeriach znajdziemy więc już naprawdę sporo kremów z egzosomami i nie są to tylko produkty premium.

Na półkach Rossmanie albo Hebe znajdziemy serię Bielenda Egzosomy Młodości. W kremie przeznaczonym dla skóry dojrzałej zastosowano egzosomy pochodzenia bakteryjnego, które w składzie występują jako Lactobacillus Extracellular Vesicles. Formułę wzbogacono dodatkowo niacynamidem, witaminą C oraz peptydami, czyli składnikami dobrze znanymi osobom zainteresowanym pielęgnacją przeciwstarzeniową. Ceny zaczynają się od około 30 zł, więc to propozycja na każdą kieszeń.

W podobnych cenach dostępna jest seria CICA SKIN od Eveline Cosmetics. Tutaj wykorzystano egzosomy roślinne pozyskiwane z wąkrotki azjatyckiej. Oprócz nich w składzie znajdziemy między innymi madekasozyd, bioferment, trehalozę, olej z nasion chia oraz kompleks pięciu czynników wzrostu: EGF, IGF-1, bFGF, VEGF i aFGF. To propozycja skierowana przede wszystkim do osób szukających regeneracji, ukojenia i poprawy kondycji skóry osłabionej stresem lub zabiegami kosmetologicznymi.

Jeśli zaś interesuje was coś bardziej premium, to dużym zainteresowaniem cieszy się Sesderma Exoses The Cream. Marka postawiła na egzosomy pozyskiwane metodami biotechnologicznymi z kultur bakteryjnych. Producent deklaruje poprawę jędrności, wyrównanie kolorytu, rozjaśnienie przebarwień oraz wsparcie odbudowy bariery hydrolipidowej. Lekka konsystencja sprawia, że krem dobrze sprawdza się również pod makijażem i często pojawia się w pielęgnacji pozabiegowej.
Czy warto zainteresować się egzosomami?
Moim zdaniem tak, ale bez oczekiwania cudów, bo to nie żadna magia, która w jedną noc zapewni nam metamorfozę rodem z bajek Disneya. Najciekawsze w egzosomach jest to, że nie próbują one działać wyłącznie powierzchniowo. Cała idea opiera się na wspieraniu naturalnej komunikacji między komórkami i procesów regeneracyjnych skóry. To kierunek, który wydaje się znacznie bardziej przyszłościowy niż kolejne kosmetyki obiecujące natychmiastowy efekt liftingu po jednym użyciu.
Jednocześnie warto pamiętać, że nawet najbardziej zaawansowane serum nie zastąpi ochrony przeciwsłonecznej, zdrowego stylu życia i dobrze dobranej podstawowej pielęgnacji. Egzosomy nie są magicznym skrótem do idealnej skóry, ale mogą okazać się jednym z najbardziej interesujących składników, jakie pojawiły się w kosmetologii w ostatnich latach. Czy staną się nowym retinolem? Na odpowiedź jest jeszcze za wcześnie. Jedno jest jednak pewne – to nie wygląda na trend, który zniknie po jednym sezonie, choć akurat z tym nigdy nic nie wiadomo.
