„Na początku Bóg stworzył niebo i Ziemię” – w Boże Narodzenie 1968 r. te słowa z Biblii usłyszały miliony Amerykanów. Zasiedli przed telewizorami, by obejrzeć, jak wygląda nasza planeta z perspektywy Srebrnego Globu. Załoga Apollo 8 była pierwszą, która zapuściła się na orbitę Księżyca. Przed wylotem astronautów odwiedził Charles Lindbergh, który w 1927 r. jako pierwszy człowiek samotnie przeleciał Atlantyk. Opowiadał, jak za pomocą sznurka mierzył na globusie odległość między Nowym Jorkiem i Paryżem, żeby obliczyć, ile paliwa będzie potrzebował na lot. Była to jedna dziesiąta tego, ile skonstruowana przez von Brauna rakieta nośna Saturn V spalała w ciągu sekundy... Załoga Apollo 8 okrążyła Księżyc 10 razy, czytając dziesięć wersów z Księgi Rodzaju z podziałem na głosy. Dowódca Apollo 8 Frank Borman zakończył biblijny cytat bożonarodzeniowymi życzeniami i słowami: „Niech Bóg was wszystkich błogosławi na dobrej planecie Ziemia”. Słowa te padały jednak w szczególnych i – co tu kryć – niezbyt wygodnych dla załogi okolicznościach. Już po starcie Borman dostał biegunki i wymiotów, które zapaskudziły kabinę Apollo. Usuwanie zanieczyszczeń powiodło się tylko częściowo. W nieważkości wszystko rozprysnęło się w drobne, trudne do wyłapania kropelki, z którymi astronauci musieli sobie radzić na orbicie Księżyca.

Co więcej, bożonarodzeniowe życzenia z kosmosu oburzyły dyżurną ateistkę Ameryki Madalyn Murray O’Hair. Pozwała rząd USA za naruszenie pierwszej poprawki do konstytucji, gwarantującej wolność wyznania. Sąd Najwyższy odrzucił pozew, ale proces ciągnął się kilka lat, wymuszając na NASA zakazanie astronautom składania religijnych deklaracji na orbicie. Dlatego 20 lipca 1969 r. pilot i żarliwy prezbiterianin Buzz Aldrin zaraz po posadzeniu lądownika na powierzchni Księżyca przyjął komunię, ale w tajemnicy przed Houston. Jego dowódca Neil Armstrong też ważył słowa, stawiając stopę na Księżycu. Zamiast odwołań do Boga złożył neutralną światopoglądowo, za to głęboko humanistyczną deklarację: „To mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości”.

Lądownik Warhola

Następcy Armstronga i Aldrina na Księżycu unikali już tak pompatycznych słów. „Może dla Neila to był mały krok, ale dla mnie jest całkiem spory” – stwierdził Pete Conrad z Apollo 12 kilka miesięcy później. Założył się z Orianą Fallaci, że powie właśnie te słowa. Znana włoska dziennikarka twierdziła, że to NASA ustala, co mają mówić astronauci po wylądowaniu na Księżycu. Zakład opiewał na 500 dolarów, których Conrad nigdy od Fallaci nie odebrał. Conrad nie miał pojęcia, że jego księżycowy lądownik jest zarazem dziełem sztuki. Nowojorski artysta Forrest Myers umieścił na jednej z nóg pojazdu płytkę z rysunkami m.in. Andy’ego Warhola i Claesa Oldenburga. Zatytułował projekt Księżycowe Muzeum, ale mało brakowało, by nigdy nie doszło do jego realizacji. NASA odmówiła zgody, pomogli dopiero inżynierowie firmy Grumman, budujący lądownik. Powód niechęci NASA do współpracy z artystami był prosty: król pop-artu Warhol narysował penisa, a Oldenburg Myszkę Miki. To nie było godne pionierskiej misji, choć na usprawiedliwienie dla Warhola trzeba dodać, że załoga Apollo 12 przemyciła na Księżyc pomniejszone reprodukcje kilku okładek „Playboya”. A już wkrótce wywożenie na Srebrny Glob coraz to dziwniejszych rzeczy stało się nieformalną specjalnością misji NASA. Ten beztroski okres eksploracji Księżyca poprzedziły jednak dramatyczne wydarzenia.

Rachunek za holowanie

„Houston, mamy problem” – to zdanie wypowiedziane przez Jima Lovella z Apollo 13 rozpoczęło najbardziej dramatyczny epizod księżycowego wyścigu. 4 kwietnia 1970 r. w module serwisowym Apollo 13 wybuchł zbiornik z tlenem, niszcząc tę część pojazdu. Astronauci przenieśli się do modułu księżycowego, w którym (mimo braku zasilania, wody i ogrzewania!) po okrążeniu Księżyca wrócili bezpiecznie na Ziemię. Po wylądowaniu firma Grumman (konstruktor modułu księżycowego) wystawiła konkurentom z North American Rockwell, którzy zbudowali zdefektowany moduł, rachunek za holowanie wraku na Księżyc i z powrotem. Kwit opiewał na 312 421 dolarów i 24 centy. Zawierał przy tym 20-procentową zniżkę i obietnicę kolejnego dwuprocentowego upustu, jeśli Rockwell zapłaci gotówką. Ten odmówił zapłaty, przypominając, że podczas poprzednich trzech misji holował produkty Grummana na Księżyc za darmo. I tak zaczęła się zabawa z Księżycem. Stuart Roosa z załogi Apollo 14 zabrał ze sobą nasiona drzew, które po powrocie na Ziemię posadzono w różnych częściach USA lub oddano w prezencie (m.in. rządowi Brazylii i cesarzowi Japonii).

Dowódca tej misji Allan Shepard spełniał się na Księżycu sportowo. Używał szufli jako oszczepu, który w warunkach zmniejszonego ciążenia szybował na fantastyczne odległości. Shepard przemycił też na Srebrny Glob kij golfowy i dwie piłki, dając początek legendom o rzekomym wystrzeleniu piłek golfowych na orbitę. „Druga piłka leciała całe mile” – opowiadał o cudach księżycowej grawitacji. W rzeczywistości piłka poleciała jakieś trzysta metrów i opadła gdzieś w księżycowym pyle. W czasie gdy Shepard wypróbowywał swój kij, towarzyszący mu na Księżycu Edgar Mitchell łączył się telepatycznie z Ziemią. Mitchell, posiadacz doktoratu prestiżowego Massachusetts Institute of Technology, interesował się psychotroniką i zjawiskami paranormalnymi. W NASA mało kto podzielał jego pasję. „Tylko Werner von Braun traktował poważnie moje eksperymenty” – wspominał po tym, jak odszedł z NASA, by założyć Instytut Nauki Noetycznej oraz poświęcić się poszukiwaniu UFO. Namiętny golfista i naukowiec telepata nie zdziałali cudów na Księżycu. Shepard i Mitchell mieli zbadać jeden z pobliskich kraterów, ale pobłądzili i musieli wracać, nie wiedząc, że są zaledwie 30 metrów od jego krawędzi.

Kombinatorzy w łaziku

Po ich powrocie na Ziemię NASA zdecydowała, że na Księżyc polecą jeszcze tylko trzy misje Apollo. Zaczął się wyścig z czasem o to, kto jeszcze załapie się do historii podboju kosmosu. NASA nalegała, żeby na Srebrny Glob wysłać w końcu jakichś naukowców, a nie pilotów wojskowych, którzy będą grali tam w golfa. Armia broniła się przed tym pomysłem – zbyt wielu pilotów spędziło całe lata, przygotowując się do misji, by teraz ustępować miejsca jajogłowym. Zamiast tego postanowiono więc przeszkolić pilotów w geologii. David Scott i James Irwin z załogi Apollo 15 dostali nawet do dyspozycji księżycowy łazik. Jeździli nim po satelicie Ziemi w poszukiwaniu atrakcyjnych próbek geologicznych. Łazik, nazwany Lunar Roving Vehicle (w skrócie Lunar Rover), skonstruował polski inżynier Mieczysław Bekker, który jeszcze przed II wojną światową był w Polsce wysokiej klasy specjalistą od pojazdów gąsienicowych. Dzięki łazikowi Bekkera Irwin znalazł tzw. Skałę Rodzaju – kamień z czasów, gdy powstawały planety Układu Słonecznego. Jednakże astronauci nie radzili sobie ani z geologicznym ekwipunkiem, ani z poszukiwaniami, prowadzonymi bez przerwy przez ponad 18 godzin.