Litwa żyje ostatnio ekstradycją i spodziewanym procesem największego gangstera Morza Bałtyckiego.  Najsłynniejszego litewskiego bandziora Daktarasa  przez wiele lat poszukiwały służby z całego kontynentu  i dopadły wreszcie w Bułgarii. Jego proces może wywołać prawdziwe polityczne trzęsienie ziemi.


Kranevo to mała cicha miejscowość nad bułgarskim brzegiem Morza Czarnego. Nad tutejszą zatokę przyjeżdżają ci, którym nie odpowiada wi e l k omi e j s k i zgiełk Warny ani szpanerski charakter bałkańskiego Saint-Tropez – Złotych Piasków. W lutym 2009 roku w Kranevie zamieszkał 52-letni brodaty mężczyzna potężnej postury, przedstawiający się jako Kosta. Nikogo nie interesowało, czym się zajmuje – był po prostu jednym z zamożnych rezydentów Kraneva, których stać na willę w tej części wybrzeża.


Właśnie opalał się w łagodnym wrześniowym słońcu, gdy na jego posesję wpadła z hukiem ekipa antyterrorystów – powalili mężczyznę na ziemię i przystawili mu lufę pistoletu maszynowego do głowy. Wiedzieli, że z zatrzymanym nie ma żartów – jest jednym z najniebezpieczniejszych gangsterów, jakich w ostatnim czasie poszukiwały europejskie służby policyjne. Brodacz przekręcił się na plecy i zaczął tracić przytomność – po chwili nie dawał znaku życia. Jednak policyjni komandosi doskonale wiedzieli, że Henrikas Daktaras (po polsku – Doktor), jeden z twórców litewskiego podziemia przestępczego, jedynie udaje omdlenie. Postawili go na równe nogi i zaprowadzili do furgonetki.


Dobry człowiek na celowniku


Następnego dnia bułgarski minister spraw wewnętrznych Cwetan Cwetanow ogłosił wielki sukces: dzięki współpracy policji z kilku krajów europejskich oraz Europolu udało się zatrzymać człowieka podejrzanego o trzydzieści zabójstw. Gangstera, przed którym drżała nie tylko Litwa, ale także pół Europy. Daktaras bowiem prowadził interesy na wielu polach i z partnerami rozsianymi po całym kontynencie. Od Bułgarii przez Norwegię i Belgię po Hiszpanię. Według Cwetanowa, sława (czy raczej – niesława) Daktarasa przewyższała tę, na jaką zasłużył serbski mafioso Sretan Josić, także działający w Bułgarii. Aresztowanie tego narkotykowego lorda w 2003 roku było wielkim sukcesem bułgarskiej policji, choć zapoczątkowało krwawą mafijną wojnę o schedę po Serbie. Władze litewskie natychmiast wystąpiły o ekstradycję Daktarasa, na co rząd w Sofii przystał bez wahania. Jak wpadł Daktaras? „Kurier Wileński” napisał, że potrzebnej informacji dostarczył były członek gangu Daktarasów Vitalijus Latunas. Według gazety „to właśnie on, jako jeden z pierwszych, zaczął mówić o tym, że rozpowszechniana na Litwie informacja, jakoby Daktaras ukrywał się w Hiszpanii, to tylko mydlenie oczu. W trakcie przesłuchania wskazał Bułgarię.


Właśnie w tym kraju, wspólnie z miejscowym partnerem, założył spółkę budowlaną dawny przyjaciel Daktarasa – Jonas Jegerskas. Wkrótce funkcjonariusze zdobyli dowody, że Daktaras zamieszkał w wystawnej trzypiętrowej willi owego partnera w biznesie”. Wraz z bossem wpadł również przebywający z wizytą u taty jego syn Enrikas, także doskonale znany policji. Krótki film z policyjnej akcji od razu pojawił się na YouTube. Ciekawe, że wśród komentarzy znalazł się tam i taki: „Żyję na Litwie i dobrze wiem, co Daktaras robił przez całe swoje życie. Fakt, był mafiosem, ale też dobrym człowiekiem (...). Henrikasa szanowali wszyscy litewscy gangsterzy. Kiedy był bossem w Kownie – panował porządek. Teraz sytuacja w tym mieście jest kiepska”. Fakt – panował porządek, choć czasem jego zaprowadzenie wiązało się z rozlewem krwi.


7 października 1993 roku do ulubionej knajpy Daktarasa „Villa” wpadło kilku uzbrojonych mężczyzn – w wyniku strzelaniny zginęło pięć osób. Daktaras uszedł z życiem, choć to on miał być głównym celem tego litewskiego Dnia Świętego Walentego. Egzekucję zlecił jego konkurent – Romantas Ganusauskas, zwany Mongołem. Kilka dni później Mongoł zniknął... Czy Daktaras zaprowadzał porządek w Kownie jako szef organizacji przestępczej, czy jako przyjaciel wpływowych polityków, którzy nie ukrywali znajomości z nim? To skomplikowana sprawa...


Skandal  pedofilski


Mniej więcej miesiąc po aresztowaniu Daktarasa Litwę elektryzuje kolejna wiadomość, związana z osobą gangstera. Na ulicy Sladkieviciusa w centrum Kowna ginie sędzia sądu rejonowego  47-letni Jonas Furmanavicius. Było nieco po ósmej rano, gdy sędzia wsiadł do swego służbowego mercedesa i ruszył do pracy. Chwilę później zderzył się z białym volkswagenem. Wściekły Furmanavicius wyskoczył ze swej limuzyny i wówczas rozległy się strzały. Trzy kule trafiły w korpus ofiary, a jedna w głowę. Śmierć nastąpiła na miejscu. Zastępca komisarza głównego litewskiej policji Visvaldas Rackauskas w wywiadzie dla radia wyjawił, że analizowane są wszystkie sprawy karne, jakimi zajmował się Furmanavicius – zabójstwo mogło mieć charakter zemsty świata przestępczego albo stanowić ostrzeżenie dla innych, zbyt dociekliwych, przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Media obiegła informacja: przecież zabity przewodniczył składowi, który przed kilkoma laty skazał na karę więzienia syna Daktarasa – Enrikasa, jednego z bossów narkotykowego gangu. I kiedy już wydawało się, że inspiracja zbrodni jest oczywista... wybuchła prawdziwa bomba. Okazało się, że Furmanaviciusa zastrzelił mieszkaniec Kowna Drasius Kedys, ojciec 5-letniej dziewczynki molestowanej przez zwyrodniałego sędziego. Zastrzelił także ze swej beretty 29-letnią Violetę Narusceviciene, stręczycielkę. Na światło dzienne wyszły szokujące fakty – okazało się, że zastrzelona była... siostrą Laimy Stankuaite, matki dziewczynki.

Kilka lat wcześniej, po rozstaniu z Laimą, Kedys, wyrokiem sądu, stał się prawnym opiekunem swej córki. Być może Narusceviciene w tak potworny sposób chciała się odegrać na szwagrze. Inna sprawa, że jak donoszą media, zboczeńcowi w todze Violeta podsuwała także swoją 8-letnią córkę.


Zdesperowany ojciec, zanim sięgnął po broń, wielokrotnie pukał do prokuratorskich drzwi, domagając się sprawiedliwości. Kiedy jednak zrozumiał, że nikt nie zamierza niepokoić znanego sędziego, postanowił wziąć sprawę w swoje ręce. Przez pewien czas ukrywał się przed policją, traktowany przez rodaków jak bohater narodowy. Potem znaleziono jego zwłoki...


W tej tragedii jednak nie wszystko jest jasne. W mediach pojawiła się sugestia, jakoby cała ta ponura historia została ukartowana przez mafię Daktarasa, który miał interes w tym, aby zgładzić Furmanaviciusa. Wyrodna matka i ciotka – Laima Narusceviciene stała się ofiarą mistyfikacji. Trudno w tę wersję uwierzyć, ale całość jest bardziej zagmatwana niż

się zdaje na pierwszy rzut oka. Okazało się bowiem, że mężem Narusceviciene był mieszkający w Niemczech Deividas Narusceviciene, skazany przed laty za udział w mafii samochodowej.


Otóż wykonywał on na zlecenie zachodnich  klientów osobliwą usługę: „kradł” ich samochody, a następnie sprzedawał na Wschodzie. Zyskami dzielił się z byłymi właścicielami, którzy dodatkowo mogli liczyć na odszkodowania z ubezpieczenia. Może to bez znaczenia, ale Daktaras był ważnym graczem  w samochodowym „biznesie” (poszukiwanym choćby przez belgijską policję). Czy robił jakieś interesy z Deividasem?


Wplątany  w politykę


Niemal zawsze gdy na Litwie wybucha jakaś większa afera kryminalna, od razu pojawia się pytanie: jaki związek ma z nią Daktaras?  I trudno się dziwić – na przestępczej scenie kraju pojawił się on w 1989 roku, czyli za pięć dwunasta przed rozpadem ZSRR, i rządził nią przez następne lata.


Inna sprawa, że zalążki swego gangu tworzył już pod koniec lat 70., ale wówczas, za czasów Breżniewa i wszechobecnej milicji, nie mógł rozwinąć skrzydeł. Pod koniec ery Gorbaczowa i postępującej prywatyzacji – sytuacja się zmieniła. Daktaras, choć swą edukację zakończył na dziewięciu klasach, rozwijał się, czytając książki, które pokazały mu prawdziwych bohaterów. To na nich chciał się wzorować. Podczas jednego z przeszukań w jego domu funkcjonariusze znaleźli „Ojca chrzestnego” oraz książki na temat Ala Capone. I choć za młodu miał ciągłe problemy z  milicją (trafiał do aresztu za rozboje), nie zamierzał zejść z drogi bezprawia.


Właściwie trudno znaleźć dziedzinę, której Dr Henry alias Henyte, już jako szef gangu Daktarasów, nie starałby się zmonopolizować: handel narkotykami, nielegalna dystrybucja alkoholu, przemyt samochodów, wymuszenia rozbójnicze, haracze itp. Litewscy komentatorzy podkreślają, że gangster był przez lata nietykalny, bo trzymał sztamę z najbardziej wpływowymi ludźmi tego kraju, w tym z politykami najwyższego szczebla. Wprawdzie oni wszyscy odżegnują się od tej znajomości, ale fakty (albo pomówienia, które udają fakty) mówią co innego: władza potrzebowała mocnego człowieka. Jednym z politycznych zleceniodawców miał być Arturas Paulauskas, były szef litewskiego parlamentu. Tak przynajmniej twierdzi gangster. Niedawno Daktaras opublikował książkę pod tytułem „Islikti zmogumii”, czyli „Pozostać człowiekiem”. Znajdują się w niej fragmenty, które z pewnością bardzo wnikliwie czytano w Prokuraturze Generalnej. Otóż Daktaras wspomina „biznesowe” rozmowy, jakie prowadził ze swym znajomym Sigitasem Cepasem – osobą powszechnie znaną, szanowaną i uważaną za wzór uczciwości (ponoć zbił fortunę, przemycając polewaczkami spirytus z Leningradu). Cepas, któremu wciąż mało było pieniędzy, rzucił pomysł: „Henrikas, jak wiesz, mam bank Agoros Pajus. Klienci zdeponowali w nim w sumie ponad dwa miliony litów. Chłopcy z rządu sugerują, abym ogłosił bankructwo banku i podzielił pieniądze między swoich”. „Sigis, czy nie rozumiesz, że to byłaby zbrodnia przeciwko ludziom, którzy zdeponowali u ciebie swoje ostatnie lity? Tysiące Litwinów przeklną cię – nie zaznasz spokoju we dnie i w nocy”. Tak miał odpowiedzieć oburzony autor książki, udowadniając, że wciąż pozostaje człowiekiem. Jednak właściciel banku nie bał się koszmarów i doprowadził bank do bankructwa. Zapytany przez Daktarasa o motywy swego czynu, wygłosił następującą sentencję: „Kiedy kradniesz, musisz kraść miliony, a nie brudzić sobie ręce drobnicą”. Potem zaproponował interes: „Ty i ja musimy się udać  w obchód po większości krajowych fabryk. Zasugerujemy dyrektorom, aby swoje produkty sprzedawali za moim pośrednictwem. Jak zobaczą mnie w twoim towarzystwie – nie odmówią. A jeśli będą się stawiać, to mój przyjaciel prokurator generalny Arturas Paulauskas znajdzie sposób, żeby im się dobrać do skóry. W ciągu roku zarobimy 100 milionów dolarów. Część z tego zainwestujemy w kampanię wyborczą Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej Aloyzasa Sakalasa. Partia wygra wybory, a Paulauskas zostanie prezydentem”. Henrikas Daktaras jednak nie zdecydował się na udział w tym wątpliwym przedsięwzięciu.


Paulauskas w końcu nie został głową państwa, ale socjaldemokraci stanowią jedną z najważniejszych sił politycznych nad Niemnem. Ciekawe, że w latach 90. Paulauskas zdobył wielką popularność jako prokurator, który nie bał się wydać

wojny litewskiej mafii. Może Daktaras chciał go skompromitować swoimi wspomnieniami? Na tym nie koniec. Wkrótce doszło do spotkania bossa kowieńskiego podziemia z komisarzem policji Jouzasem Rimkieviciusem. Ten miał powiedzieć: „Słuchaj Hen, dobrze wiesz, że poświęciłem 20 lat życia na umacnianie praworządności w tym kraju. Finansowo nie najlepiej na tym wyszedłem, znacznie gorzej niż kilku moich przyjaciół. Oni spędzą resztę swych dni w luksusach. I teraz, kiedy Sigis oferuje mi to samo, ty stajesz mu na drodze i odmawiasz swej pomocy”. Następnie Rimkievicius – według Daktarasa – zagroził swemu rozmówcy aresztem prewencyjnym oraz procesem w jakiejś sprawie. W jakiej? To się dopiero miało okazać.


Na marginesie – Daktaras kilkakrotnie był w więzieniu, także w radzieckiej kolonii karnej. Mając w pamięci słowa Ala Capone, że okoliczności nie można zmienić, ale można się do nich przystosować, Daktaras postanowił grać sojusznika – zapewnił, że wszystko przemyślał i pójdzie na układ z Cepasem. Jednak kiedy przyszło co do czego, znów odmówił. W ten sposób znalazł się w więzieniu – jak sam przyznaje, dowody (m.in. wymuszania haraczy) zostały spreparowane niezwykle fachowo.


Mała Sycylia


Czy to prawdziwa opowieść? Być może Daktaras, który już wrócił na Litwę z bułgarskiej wycieczki, zechce napisać ciąg dalszy swych wspomnień.  Z pewnością znajdzie wielu czytelników. W kwietniu 1997 roku sąd skazał go na siedem i pół roku więzienia i przepadek mienia, ale Daktaras nie pogodził się z wyrokiem. Gdy nie pomogła apelacja przed litewskim sądem, zwrócił się do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu – tamtejsi sędziowie orzekli, że... proces gangstera faktycznie nie był do końca bezstronny. Daktaras został wypuszczony z więzienia po odbyciu jedynie części kary. Część opinii publicznej nie miała wątpliwości: nie chodzi o żaden Strasburg, ale o to, że zyski ze sprzedaży narkotyków znacznie spadły, i politycy patronujący temu procederowi uznali, że ktoś musi tej „recesji” zaradzić. Kto? Wiadomo... Bo tylko facet o twardej ręce nie będzie się obawiał przemówić do rozsądku mafiosom z tzw. Litewskiej Sycylii, czyli miejscowości Domeikava, leżącej tuż za granicami Kowna. To tam produkuje się narkotyki, które następnie trafiają i na rynek wewnętrzny, i na  eksport. Niby wszyscy wiedzą, co się tam dzieje, ale jakoś władze nie próbują zlikwidować trefnej produkcji.


I wydawało się, że Daktaras znów będzie rozdawał karty w kryminalnym świecie, tym bardziej że zniknęła jakakolwiek konkurencja ze strony innych gangów. Co więcej, świadkowie, mogący go obciążać, w dziwnych okolicznościach rozstali się ze światem. Ale protektorzy chyba powoli przestawali mu ufać. W 2006 roku znów został skazany na prawie trzy lata więzienia, które opuścił – jak poprzednim razem – przed czasem, za dobre sprawowanie.  Wtedy, ku zaskoczeniu litewskiej opinii publicznej, postanowił uciec z kraju. Najwyraźniej miał się czego bać. Teraz czeka go kolejny proces – władze dobrze się do niego przygotowują. Niewykluczone, że tym razem Daktaras posiedzi trochę dłużej.


Gangster wyznał kiedyś, że wielką radość sprawia mu przyglądanie się zwierzętom domowym: królikom, gęsiom, świniom. One nie walczą o władzę i pieniądze, lecz jedynie o przetrwanie. Teraz on też walczy już tylko o to. Podobno...