Keris Myrick zaczęła słyszeć głosy po dwudziestych urodzinach, obecnie jest po pięćdziesiątce. Mówi, że głosy odzywają się z “kuchni” i pokazuje miejsce u podstawy szyi.

- Włosy mogą wyglądać pięknie, ale pod spodem, gdzie nie widać mogą być w zupełnym nieładzie. To właśnie tam mieszkają głosy – opowiada – Nie wychylają się, nie żądają ciągłej uwagi. Po prostu przez cały czas tam są.

Głosy podpowiadały Myrick na przykład podczas zakupów spożywczych, które produkty zawierają trucizny. Przez to nie jadła miesiącami i została zdiagnozowana jako cierpiąca na zaburzenia odżywiania. Lekarzom zajęło wiele lat, zanim zaczęli rozważać, że to spektrum objawów schizofrenii.

- Stygmatyzacja tego pojęcia sprawiała, że bałam się mówić, więc jak mogli w ogóle dojść do tego co mi naprawdę jest? - pyta kobieta, która ma za sobą prowadzenie dużęj organizacji pomagającej osobom chorym psychicznie, była szefowa amerykańskiego Narodowego Porozumienia na rzecz Chorób Umysłowych. Dodaje, że obawiała się, że natychmiast dostanie łatkę ze “słowem na C” - czyli angielskie crazy – szalona.

Myrick nie jest w stanie sprecyzować czy głosy, które słyszała w sklepie należały do mężczyzn czy kobiet, za to próbując dotrzeć do przyczyny strachu przed jedzeniem wraca do innego wydarzenia. Wspomina jak jej matka miała w zwyczaju sięgać w głąb sklepowych półek mawiając: “Nie bierz nigdy pierwszego produktu z półki” - a chodziło o to, żeby nie trafić na te z kończącą się datą ważności.

- Głos reprezentował coś mi znanego w taki sposób jak znane są codzienne czynności, nie był czymś, co można powiązać z konkretną osobą – dodaje Myrick.

To jednak kwestia jej przypadku. Dla wielu osób cierpiących na schizofrenię głosy (czy raczej halucynacje słuchowe) potrafią być rozróżnialne, mieć cechy osobowości.

Grupa brytyjskich naukowców planuje wykorzystać nowoczesną technologię by znaleźć nadzieję dla tych, którym nie pomagają leki i inne formy terapii. Opracowana w 2008 roku metoda nazywa się “terapią awatarami”. Używając komputerowego oprogramowania starają się stworzyć twarz i dopasować ją do głosów w głowie pacjenta. Dopasować można wszystko: oczy, nos, gęstość brwi, kolor włosów, kości policzkowe, każdy szczegół.

Znajdujący się w osobnym pomieszczeniu terapeuta rozmawia z pacjentem używając awatara i programu zmieniającego ton głosu by dopasować go jeszcze silniej do halucynacji słuchowej. Przez około sześć sesji pacjenci budują pewność siebie i niezależność. Nadanie halucynacjom twarzy pozwala na konfrontację i wypracowanie sposobu by umieć im odmawiać. W tym czasie halucynacje osłabiają się.

- To nie jest dla wszystkich – mówi profesor psychologii King's College London, Tom Craig – dla niektórych pacjentów metoda ta jest zbyt przerażająca.

Ci, którzy zdecydowali się spróbować, mówią o poprawie swojego stanu. W 12 tygodni po sesjach terapeutycznych halucynację wciąż utrzymują się na niskim poziomie. Wyniki badań opublikowano w prestiżowym Lancet Psychiatry.

- Nie możesz prowadzić rozmowy z bezcielesnym głosem – mówi Craig. Jego terapia korzysta z mechanizmu immersji, podobnie jak gry komputerowe, z tym, że jej autor zminimalizował jakiekolwiek czynniki stresujące.

Co ciekawe, pacjenci po terapii wskazywali, że głosy nie mają już nad nimi tak silnej władzy jak wcześniej.

Źródło: CNN