Właśnie dlatego niedawno zaprezentowany Dreame AI Laundry Robot Z1 wydaje się bardziej życiowy niż wiele innych sprzętów z dopiskiem AI. Ten robot ma poruszać się po mieszkaniu, korzystać z mapy stworzonej przez robota odkurzającego, podnosić ubrania z podłogi robotycznym ramieniem, zanosić je do pralni i wkładać do pralki. Po zakończonym cyklu ma też wyjąć pranie i przełożyć je do suszarki. Brzmi nietypowo? Może. Za to każdy, kto choć raz podnosił skarpetki spod łóżka po kimś innym, zrozumie i doceni wagę tej obietnicy.
Pranie nigdy nie było tylko pralką
Mówi się, że pralka rozwiązała temat prania. Wrzucasz ubrania, wybierasz program, naciskasz start. Koniec. Tyle że to tylko mały fragment całej operacji, trochę jak scena w filmie, w której bohater wsiada do auta i od razu jest w innym mieście, bez tankowania, korków i szukania parkingu. Pranie zaczyna się dużo wcześniej: od zebrania rzeczy z łazienki, sypialni, pokoju dziecka, krzesła, podłogi i tego tajemniczego miejsca obok kosza, gdzie ubrania najwyraźniej trafiają, gdy zabraknie im dwóch ostatnich metrów ambicji, aby trafić do kategorii czarne, białe lub kolorowe.

Z1 celuje właśnie w ten niewdzięczny etap. Robot odkurzający ogarnia kurz, czyli przeciwnika dość prostego: leży na podłodze, nie ma rękawów, kaptura ani guzika. Ubrania są trudniejsze. Koszulka zwija się w kulkę, ręcznik przykleja do podłogi po kąpieli, dziecięca skarpetka znika w wymiarze równoległym, a bluza potrafi wyglądać jak mały koc. Robot z ramieniem musi nie tylko dojechać we właściwe miejsce, lecz także rozpoznać przedmiot, podnieść go i dostarczyć tam, gdzie zaczyna się właściwa automatyzacja.
Na prezentacji wszystko może wyglądać świetnie. Podłoga jest czysta, ubranie leży w odpowiednim miejscu, światło sprzyja kamerom, a robot dostaje warunki jak aktor w idealnie ustawionej scenie. Prawdziwe mieszkanie ma jednak inną reżyserię: kabel od ładowarki, próg, dywan, kot, zabawkę, koc podobny do bluzy i dziecko, które uzna, że robot zbierający ubrania jest najlepszą rozrywką tygodnia.
Dlatego przy takim sprzęcie najważniejsze pytania to czy odróżni brudną koszulkę od czystej bluzy zrzuconej na chwilę z łóżka? Czy poradzi sobie z cienkim materiałem, ciężkim ręcznikiem i ubraniem częściowo wsuniętym pod mebel? Czy będzie działał dość szybko, żeby człowiek nie pomyślał po trzech minutach, że sam zrobiłby to już dawno? Cena i data dostępności nie są jeszcze znane, więc na razie mówimy bardziej o kierunku niż gotowym sprzęcie, który za chwilę trafi pod polskie blaty i suszarki.

Z1 nie pojawił się jednak jako pojedynczy wybryk z działu futurystycznych ciekawostek. Dreame pokazało przy okazji także AI Inverter Washer and Dryer Set L9 Pro, czyli zestaw pralki i suszarki projektowany tak, by licował się ze ścianą. Ma korzystać z cyfrowego silnika AI i algorytmu dobierającego cykl do wagi oraz poziomu zabrudzenia wsadu, a do tego oferować ActiveFoam, sterowanie głosowe i PressFree Steam Care, czyli 25-minutowy proces redukcji zagnieceń po suszeniu. Pytanie więc, czy jeśli powstanie robot do zbierania ubrań, będzie współgrać wyłącznie z urządzeniami od Dreame, czy może będziemy mogli zatrudnić go jako pomocnika do innego systemu współgrającego ze smart home? Obawiam się jednak, że odpowiedź jest oczywista.
Jeżeli robot naprawdę zdejmie z domowników choć część tego całego procesu związanego ze sprzątaniem i praniem to może zachęcić do zmiany innych urządzeń w domu. Może też zmienić atmosferę bardziej niż kolejny ekran w lodówce. W końcu w domach z dziećmi, zwierzętami i kilkoma osobami pranie bardzo często bywa cichym polem negocjacji: kto zostawił, kto ma podnieść, kto znowu nie wrzucił do kosza. Z1 nie wychowa domowników i nie naprawi rodzinnego podziału obowiązków, ale może ograniczyć liczbę tych małych sytuacji, które codziennie zjadają cierpliwość i czas.
