Teraz ten sam trend coraz śmielej przechodzi na zwierzęta, co akurat bardzo mnie cieszy. I wcale nie chodzi wyłącznie o to, żeby wiedzieć, gdzie jest pies, który wyrwał się na spacerze, albo kot, który postanowił rozbudować swoje królestwo o trzy sąsiednie ogródki. Nowe trackery Tractive pokazują, że technologia dla pupili wchodzi w etap bardziej intymny. Pozwolą teraz śledzić sygnały zdrowia, rytm dnia, sen, drapanie, oddech, tętno i zmiany zachowania. To brzmi jak gadżetowy kaprys do momentu, gdy przypomnimy sobie jedną prostą rzecz: zwierzęta często bardzo długo nie mówią nam, że coś jest nie tak. A właściwie mówią, tylko językiem, którego nie zawsze umiemy szybko odczytać.
Pupil nie powie, że gorzej się czuje. Dane mogą zauważyć zmianę wcześniej
Tractive zaprezentowało dwa nowe urządzenia: DOG 6 XL dla większych i bardziej aktywnych psów oraz CAT 6 Mini, czyli pierwszy w ofercie marki zintegrowany z obrożą tracker GPS i zdrowia projektowany specjalnie dla kotów. DOG 6 XL ma być lżejszy i bardziej wytrzymały od poprzedniego modelu XL, z najdłużej działającą baterią w linii Tractive – nawet do trzech razy dłużej niż w modelu DOG 6. Dochodzi też monitorowanie drapania, które ma wychwytywać zmiany mogące sugerować alergie, podrażnienia skóry, ból, stres albo inne problemy.
Koci model jest moim zdaniem chyba jeszcze ciekawszy, bo koty przez lata były w technologii traktowane trochę jak trudniejszy dodatek do świata psów. Pies chodzi na smyczy, ma spacery, łatwiej wpisać go w codzienną rutynę człowieka. Kot bywa bardziej tajemniczy, bardziej samodzielny i mniej skłonny do raportowania własnych planów. CAT 6 Mini ma śledzić lokalizację, ale też monitorować tętno spoczynkowe i częstość oddechu z wykorzystaniem baz odniesienia dla kotów.
Urządzenie bazuje na miliardach zanonimizowanych punktów danych dotyczących ruchu i zachowań kotów, a funkcja Territory ma pokazywać, gdzie kot naprawdę spędza czas, jakie miejsca wybiera i jak zmieniają się jego trasy.
Każdy opiekun zna ten moment drobnej niepewności: pies śpi więcej niż zwykle, kot mniej wychodzi, drapie się częściej, je inaczej, porusza się po domu z mniejszą energią. Dla mnie zawsze takie zmiany zachowania były bardzo stresujące, bo nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po moim zwierzaku. Czasem to nic. Czasem początek problemu, który u weterynarza okazuje się oczywisty dopiero po czasie.

Musimy tylko pamiętać, że Tracker nie zastąpi lekarza i Tractive wyraźnie zaznacza, że urządzenia nie są sprzętem medycznym ani narzędziem do diagnozy. Mogą jednak pokazać trend, którego człowiek nie zauważy między pracą, zakupami, karmieniem i próbą zapamiętania, czy kot zawsze spał pod kaloryferem trzy godziny dłużej niż zwykle.
Cena w USA dla urządzeń została określona na 89 dolarów, co przekłada się na około 330 zł.
Trochę kontroli, trochę troski, trochę nowej ciekawości
Można oczywiście zapytać, czy naprawdę potrzebujemy danych o wszystkim. Czy pies musi mieć swój wykres, kot własną mapę terytorium, a opiekun kolejne powiadomienia w telefonie? To rozsądne pytanie, bo technologia opiekuńcza łatwo skręca w stronę mikrozarządzania. Da się wyobrazić człowieka, który zaczyna analizować każdy ruch kota jak raport giełdowy i niepokoi się, bo zwierzak spędził o 17 minut mniej na patrolu za garażem.
Ale jest też druga strona. Dobrze używane dane nie muszą odbierać relacji spontaniczności. Mogą ją uzupełniać. Tak jak zegarek nie powinien decydować za nas, czy naprawdę jesteśmy zmęczeni, tracker pupila nie powinien zastąpić obserwacji, dotyku, znajomości zwierzęcia i regularnych wizyt u weterynarza. Może jednak pomóc wtedy, gdy intuicja mówi: coś się zmieniło, a my potrzebujemy konkretu. Wykres drapania, spadek aktywności, zmiana terytorium kota, inny rytm snu albo niepokojące dane z odpoczynku mogą być pretekstem do szybszej reakcji.
Najciekawsze jest to, że technologia zaczyna odsłaniać fragment życia zwierząt, którego zwykle nie widzimy. Kot nie spędza dnia gdzieś na dworze. Ma ulubione punkty, trasy, granice, rytuały. Pies nie tylko był spokojny albo miał energię. Ma swój rytm aktywności, odpoczynku, snu, drapania. Tracker zamienia tę codzienną tajemnicę w mapę i trend. Trochę jak kamera przyrodnicza ustawiona nie w lesie amazońskim, lecz przy naszym własnym kanapowym drapieżniku.
Dodałabym do tego od siebie tylko jedną bardzo istotną kwestię. Jeśli chcemy zdecydować się na takie ułatwienie, pamiętajmy o tym, żeby nie oddawać urządzeniu całej kontroli. Obroża ze śledzeniem takich danych może sprawić, że czujemy się swobodnie, bo kolejny obowiązek obserwacji spanie nam z głowy. Jednak takie uśpienie czujności, może wiązać się później z bardzo wysoką ceną.
