Do wypadku elektrycznej Tesli Model S 2019 doszło w sobotę 17 kwietnia wieczorem. Samochód wypadł z drogi, uderzył w drzewo i stanął w płomieniach. W wypadku zginęło dwóch mężczyzn w wieku 59 i 69 lat - poinformował Mark Herman z policji w Harris. Jeden mężczyzna został znaleziony na przednim siedzeniu pasażera, a drugi na tylnym.

W związku z podejrzeniem, że do wypadku doszło, gdy auto poruszało się w trybie jazdy autonomicznej, sprawą zajął się federalny urząd ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego - National Highway Traffic Safety Administration (NHTSA). W ciągu ostatnich lat NHTSA zbadała łącznie 27 wypadków samochodów Tesli. 

Nikt nie siedział za kierownicą

Śledczy ze specjalnego zespołu dochodzeniowego, badający okoliczności sobotniego wypadku stwierdzili, że „są na 100 procent pewni”, że żaden z mężczyzn nie kierował autem. „Nikt nie prowadził pojazdu w momencie zderzenia” - stwierdził też Herman. To oznaczałoby, że prowadził autopilot, którego ewentualna awaria mogła stać się przyczyną wypadku. 

W oświadczeniu NHTSA stwierdziła: „Jesteśmy aktywnie zaangażowani we współpracę z lokalnymi organami ścigania i Teslą, aby dowiedzieć się więcej o szczegółach wypadku. Podejmiemy odpowiednie kroki, gdy będziemy mieć więcej informacji”.

Śledczy współpracowali również z krajową radą bezpieczeństwa transportu (NTSB), aby otrzymać nakaz przeszukania miejsca wypadku i wraku auta w celu znalezienia dowodów dotyczących przyczyn tragedii. Oficer z lokalnej poinformował, że nie ma wiedzy, czy śledczy kontaktowali się z producentem pojazdów elektrycznych.

To nie wina samochodu

Po tym, jak wiadomość o wypadku autonomicznego auta obiegła amerykańskie media, głos w sprawie zabrał sam Elon Musk, właściciel Tesli. Na Twitterze poinformował: „Odzyskane dotychczas dzienniki danych pokazują, że Autopilot nie był włączony, a ten samochód nie posiadał FSD [Full-Self Driving]. Ponadto standardowy Autopilot wymagałby włączenia linii pasów ruchu, czego ta ulica nie miała”. 

W ten sposób odpowiedział na komentarz innego użytkownika, który zwrócił uwagę, że w Tesli „istnieją środki bezpieczeństwa”, które mają gwarantować stałą uwagę użytkownika auta. „Autopilot nie przekracza limitów prędkości, przekroczenie limitu jest niemożliwe” napisał internauta. 

Teraz dochodzeniowcy NHTSA zbadają, czy ktoś manipulował przy systemie Tesli służącym do monitorowania obecności kierowcy, który m.in. sprawdza obecność dłoni na kierownicy. Zwykle, gdy system nie wykryje dłoni na kierownicy, pojawia się ostrzeżenie, a następnie wyłącza silniki. Nie brakuje jednak opinii, że program łatwo jest oszukać. Na razie śledczy nie wykluczyli, że tym razem mogło dojść do tego typu manipulacji.  

Jak podała teksaska policja, nie ustalono także z jaką prędkością jechało auto przed tym, jak uderzyło w drzewo. Większość maszyny spłonęła w wypadku, co dodatkowo utrudnia badanie okoliczności wydarzenia. 

Full-Self Driving - czy jest bezpieczny?

Częściowo zautomatyzowany system jazdy Autopilot Tesli brał udział w kilku śmiertelnych wypadkach, na przykład „nie zauważając” przejeżdżających ciągników, zatrzymanych pojazdów uprzywilejowanych lub szlabanu na autostradzie.

Firma wydała zalecenie, aby kierowcy używający Autopilota byli stale gotowi do interwencji w trakcie jazdy. System całkowicie samodzielnej jazdy FSD również musi być stale monitorowany. NTSB zaleciło, aby NHTSA i Tesla ograniczyły liczbę dróg, na których systemy mogłyby błędnie działać. Rada ds. bezpieczeństwa apeluje także o stworzenie bardziej niezawodnego systemu monitorowania kierowców. Ani Tesla, ani agencja ds. ruchu drogowego nie podjęły w tej sprawie odpowiednich działań.

Do tragicznego wypadku dochodzi na chwilę przed planowanym przez Teslę rozszerzeniem systemu FSD (Full-Self Driving). System – jako dodatkowo płatna opcja – miałby być dostępny także dla użytkowników wcześniejszych modeli.  

Dyrektor generalny Tesli, Elon Musk, w styczniu mówił, że spodziewa się ogromnych zysków z wprowadzenia oprogramowania FSD. Stwierdził wówczas, że jest „bardzo pewny, że samochód będzie w stanie jeździć z niezawodnością przekraczającą poziom człowieka”. Aby osiągnąć sukces komercyjny technologia autonomicznych pojazdów musi pokonać przeszkody związane z bezpieczeństwem i przepisami. 

Do jednego z najgłośniejszych wypadków Tesli doszło w 2018 roku, kiedy samochód prowadzony przez brytyjskiego reżysera telewizyjnego Michaela Morrisa stanął w płomieniach. Model S miał kilka podobnych wypadków, m.in. w 2016 roku we Francji. Do kilku pożarów związanych z samochodami Tesla Model S doszło też w 2013 roku.