Wśród doniesień o prężnie rozwijającej się kosmicznej turystyce i kolejnych sukcesach łazika Perseverance na Marsie łatwo przeoczyć wiadomości z misji, o których starcie zdążyliśmy już zapomnieć. Tym razem o jednym z takich przedsięwzięć przypominają ESA i JAXA (Japońska Agencja Eksploracji Aerokosmicznej), które wspólnie świętują osiągnięcie kolejnego kamienia milowego przez sondę BepiColombo, mającą badać Merkurego.

W pierwszych dniach października sonda zaliczyła pierwszą asystę grawitacyjną Merkurego, zbliżając się do niego na odległość nawet 199 km (licząc od powierzchni planety). Ponieważ w czasie największego zbliżenia BepiColombo znajdowała się po ciemnej stronie planety, gdzie warunki do fotografowania nie były najlepsze, pierwsze przesłane zdjęcia zostały zrobione od nasłonecznionej strony, z odległości około 1000 km.

Oprócz obrazów z kamer monitorujących, sonda zdołała także zgromadzić nieco danych naukowych przy użyciu swoich licznych instrumentów badawczych. W pierwszej kolejności ESA pobrała zdjęcia, które opisano i udostępniono na stronie agencji.

– Przelot był bezbłędny. To niewiarygodne, że wreszcie możemy zobaczyć naszą docelową planetę – mówi Elsa Montagnon, pracująca przy misji.

Zdjęcia Merkurego – na pierwszy rzut oka przypomina Księżyc

Kamery BepiColombo są rozmieszczone w taki sposób, że na wszystkich zdjęciach możemy zobaczyć fragmenty konstrukcji samej sondy. Na jednej z fotografii duża antena niemal całkowicie przesłania widok na Merkurego, na szczęście pozostałe zdjęcia dają o wiele lepszy obraz tej najbliższej Słońca planety.

Czarno-białe obrazy pokazują pozbawioną atmosfery planetę, której powierzchnia do złudzenia przypomina nasz Księżyc. Na zdjęciach bez trudu można zidentyfikować niektóre duże kratery uderzeniowe, a najbardziej charakterystyczne z nich zostały opisane przez astronomów pracujących przy misji.

Fotografia Merkurego ze wskazanymi niektórymi kraterami / (fot. ESA)

Uważa się, że powierzchnia Merkurego została utworzona przez ogromne wylewy lawy, które miały miejsce miliardy lat temu. Zastygłe strumienie magmy noszą ślady kraterów utworzonych przez asteroidy i komety uderzające o powierzchnię planety z prędkością dziesiątek kilometrów na sekundę. Co ciekawe, dna niektórych starszych i większych kraterów zostały zalane przez młodsze strumienie lawy, a do tego znanych jest ponad sto punktów, w których eksplozje wulkaniczne rozerwały powierzchnię od wewnątrz – czytamy na stronie ESA.

Na wszystkich zdjęciach widoczne są też elementy konstrukcyjne samej sondy / (fot. ESA)

BepiColombo coraz bliżej Słońca

Sonda BepiColombo została wystrzelona w październiku 2018 roku. Jej obecny przelot w okolicy Merkurego to dopiero początek długiej drogi, która ma pozwolić statkowi wejść na orbitę planety, skąd będzie mógł prowadzić dokładniejsze badania.

Nazwa sondy pochodzi od włoskiego matematyka i inżyniera, Giuseppe „Bepi” Colombo, który wynalazł manewr asysty grawitacyjnej, bez którego niemożliwe byłyby dotychczasowe loty międzyplanetarne. Asysta grawitacyjna polega na zmianie prędkości i kierunku ruchu statku kosmicznego przy użyciu pola grawitacyjnego planety (lub innego dużego ciała niebieskiego).

Zdjęcia zostały zrobione z wysokości ok. 1000 km nad powierzchnią Merkurego / (fot. ESA)

BepiColombo w swojej podróży wykorzystuje asysty grawitacyjne Ziemi, Wenus i Merkurego, aby skorygować kurs i wejść na orbitę tego ostatniego. Zakończony ostatnio manewr był pierwszą z sześciu zaplanowanych asyst grawitacyjnych Merkurego, zanim sonda ustawi się w pozycji docelowej, co – zgodnie z harmonogramem misji – ma mieć miejsce w 2025 roku.

Ponadto sonda jest wyposażona w silnik jonowy zasilany energią słoneczną, który ma służyć głównie do hamowania, a nie – jak zazwyczaj – do rozpędzania statku. Wszystko dlatego, że BepiColombo dosłownie „spada” w kierunku Słońca i aby wejść na orbitę Merkurego, będzie musiał utrzymać odpowiednią prędkość – zwiększającą się w wyniku przybliżania do Słońca.

Misja na Merkurego 

Po rozpoczęciu głównej misji dwa orbitery naukowe BepiColombo – Mercury Planetary Orbiter ESA i Mercury Magnetopheric Orbiter JAXA – będą badać różne właściwości tej tajemniczej i słabo zbadanej planety: od składu i temperatury jądra po procesy powierzchniowe, pole magnetyczne i egzosferę. Badania mają na celu lepsze zrozumienie pochodzenia i ewolucji planety, która leży tak ekstremalnie blisko swojej gwiazdy macierzystej.

BepiColombo ma też zmapować powierzchnię Merkurego i przeanalizować jego skład, aby dowiedzieć się więcej o historii jego powstania. Jedna z teorii głosi, że Merkury mógł w przeszłości być znacznie większym ciałem, które na skutek gigantycznej kosmicznej kolizji zostało pozbawione większości swej masy. Takie zderzenie pozostawiłoby go ze stosunkowo dużym, bogatym w żelazo rdzeniem, w którym generowane jest jego pole magnetyczne.

BepiColombo zbada te aspekty, a naukowcy zestawią zdobyte dane ze swoimi teoriami, dzięki czemu będą mogli je obalić lub potwierdzić.

– To było bardzo ekscytujące zobaczyć pierwsze zdjęcia Merkurego wykonane przez BepiColombo. To nastraja nas jeszcze bardziej entuzjastycznie do badania najwyższej jakości danych naukowych, które powinniśmy uzyskać, gdy znajdziemy się na orbicie wokół Merkurego, ponieważ jest to planeta, której tak naprawdę jeszcze w pełni nie rozumiemy – mówi David Rothery z brytyjskiego Open University, który kieruje jednym z zespołów badawczych misji.

Kolejny przelot BepiColombo w pobliżu Merkurego zaplanowano na 23 czerwca 2022 roku. Na pokładzie sondy znajduje się sprzęt, w którego tworzeniu brało udział polskie Centrum Badań Kosmicznych PAN. Eksperyment MERTIS umożliwi sporządzenie mapy mineralogicznej powierzchni Merkurego. W tym celu zostanie wykorzystany spektrometr, który będzie pracował w zakresie promieniowania podczerwonego.

 

Źródło: European Space Agency.