W tym roku jest trzydziesta rocznica wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. I choć nasza wiedza na temat tego, co wydarzyło się przed i po 13 grudnia 1981 roku, została wzbogacona o kolejne opracowania i dokumenty, wciąż pozostaje wiele wątpliwości. Jedną z nich jest postawa Stanów Zjednoczonych wobec przygotowywanej w Warszawie operacji wojskowej. Operacji, z której nieuchronności Amerykanie zdawali sobie doskonale sprawę, a to głównie dzięki informacjom od swego agenta w mundurze oficera LWP – pułkownika Ryszarda Kuklińskiego. CIA doskonale rozumiało powagę sytuacji w Polsce  – wydarzenia w naszym kraju były codziennie analizowane w najwyższych gremiach, nie tylko wywiadowczych, ale i politycznych. Jak wyglądała solidarnościowa rewolucja oczami Amerykanów, opowiada świetnie udokumentowana książka Douglasa J. MacEachina pt. „Amerykański wywiad i  konfrontacja w  Polsce 1980–1981”. Z jej lektury niedwuznacznie wynika, że każda pochopna decyzja, każdy nieostrożny ruch w  tamtym czasie mógł zakończyć się katastrofą. Być może więc Amerykanie odetchnęli z ulgą, kiedy dowiedzieli się, że generał Jaruzelski w końcu zdecydował się wyłączyć telefony nad Wisłą. Bo wtedy to już był jego problem...

Rano [5 grudnia 1981 r. – przyp. red.] Zbigniew Brzeziński, doradca prezydenta Jimmy’ego Cartera, rozmawiał przez telefon z dyrektorem centrali wywiadu i usłyszał (według notatek Brzezińskiego), że CIA właśnie otrzymała raport „z wiarygodnego źródła”, że „osiemnaście dywizji radzieckich ma wkroczyć do Polski w poniedziałek rano [8 grudnia]”. Jak zanotował Brzeziński, dyrektor centrali wywiadu powiedział, że „polski sztab generalny ma rzekomo rozważyć możliwość oporu”. Brzeziński natychmiast przekazał tę informację prezydentowi, a następnie wyznaczył na popołudnie następnego dnia spotkanie z sekretarzem obrony Haroldem Brownem i wicesekretarzem stanu Christopherem.


Informacja o planowanej interwencji pochodziła od Ryszarda Kuklińskiego. Pułkownik informował, że na spotkaniu z radzieckim sztabem generalnym zastępca szefa sztabu generalnego generał Tadeusz Hupałowski „w związku z rozkazami ministra obrony generała Jaruzelskiego poparł plan wkroczenia do Polski (pod pretekstem manewrów)” wojsk Związku Radzieckiego, NRD i Czechosłowacji. Według Kuklińskiego siły miały się składać z piętnastu dywizji radzieckich, dwóch czechosłowackich i jednej z NRD. Plan operacyjny zakładał, że siły interwencyjne przegrupują się najpierw w głównych polskich bazach wojskowych, rzekomo w celu przeprowadzenia manewrów z ostrą amunicją (przypuszczalnie, by zapewnić wsparcie przebywających tam jednostek polskich lub je zneutralizować). W następnym ruchu miały zablokować wszystkie większe polskie miasta. W operacji „na późniejszym etapie” planowano udział czterech dywizji polskich. Kukliński zameldował, że „stan gotowości do przekroczenia polskiej granicy wyznaczono na 8 grudnia”.


Wiadomość Kuklińskiego nie zawierała daty ani miejsca spotkania, na którym omawiano te manewry, ale analitycy przypuszczali (słusznie, jak później potwierdził Kukliński), że odbyło się 1 grudnia w Moskwie, w tym samym czasie, gdy ministrowie obrony Układu Warszawskiego obradowali w Bukareszcie. Kukliński dodał, że chociaż każdy, kto widział te plany – „grupa bardzo ograniczona” – był „przybity […] nikt nie rozważał nawet stawienia oporu” (przeciwnie do sugestii z rozmowy telefonicznej z dyrektorem centrali wywiadu). Kukliński stwierdził, że kilka osób, w tym pułkownik Franciszek Puchała, który towarzyszył zastępcy szefa sztabu na spotkaniu w Moskwie, uważało, że obecność tak licznych sił na terytorium Polski może uspokoić sytuację.


Raport ten pokrywa się z informacją sprzed dwóch dni, że prowadzone są przygotowania do wprowadzenia sił Układu Warszawskiego do Polski pod przykrywką wspólnych ćwiczeń. 8 grudnia, data podana w meldunku Kuklińskiego, również pasuje do wcześniejszej informacji, że siły będą gotowe między 5 a 8 grudnia i że zamknięcie granicy NRD z Polską pozostanie w mocy do 9 grudnia. Kolejnym potwierdzającym argumentem było doniesienie z ranka tego dnia o konwojach pojazdów transportowych przemieszczających się w regionie bałtyckim w stronę Kaliningradu. Analitycy wywiadu uznali, że może to oznaczać mobilizację jednostek transportu zmotoryzowanego w ramach wsparcia sił inwazyjnych.


Jednak rozmiar sił opisanych w wiadomości Kuklińskiego nie zgadzał się ze stanem przedstawionym w raporcie operacyjnym z poprzedniego dnia. Raport stwierdzał, że zdobyte zostały materiały na temat stanu jedenastu z dwudziestu pięciu dywizji na zachodzie ZSRR, które mogłyby stanowić większość radzieckich sił inwazyjnych, a oznaki mobilizacji zaobserwowano tylko w dwóch z nich.


Kilka godzin po telefonie Turnera do Brzezińskiego publiczny komunikat Moskwy potwierdził, że tamtego dnia odbyło się spotkanie politycznych przywódców Układu Warszawskiego („Doradczy Komitet Polityczny Układu Warszawskiego”). Wówczas niewiele było wiadomo na temat, co wypłynęło na tym spotkaniu. Pogłoski o posiedzeniu krążyły przez kilka dni i amerykańska ambasada w Moskwie poinformowała, że 4 grudnia miało dojść do jakiegoś spotkania na wysokim szczeblu.


W pierwszej chwili analitycy CIA uznali tę informację za kolejny sygnał potencjalnej rozprawy siłowej z „Solidarnością”, z dużym prawdopodobieństwem udziału radzieckich sił zbrojnych. Podobny szczyt w Moskwie poprzedził interwencję w Czechosłowacji w 1968 roku. Nawet obserwatorzy z zewnątrz, niemający dostępu do meldunku Kuklińskiego, uznali, że spotkanie w Moskwie, które nastąpiło zaraz po posiedzeniu Komitetu Centralnego partii i rozmowach ministrów obrony Układu Warszawskiego w Bukareszcie oraz w obliczu informacji, że w zebraniu przywódców politycznych w Moskwie wzięli udział wysocy urzędnicy wojskowi, dotyczyło nie tylko sytuacji w Polsce, ale raczej aspektów bezpieczeństwa całej tej sytuacji.


Jednak wydany tego wieczora po zakończeniu szczytu w Moskwie komunikat, CIA i większość obserwatorów na Zachodzie zinterpretowała jako sygnał, że Sowieci postanowili dać Polakom więcej czasu na rozwiązanie własnych problemów pod presją „pomocy z zewnątrz”, jeśli im się to nie uda. Oświadczenie wyraziło nadzieję w imieniu „uczestników zebrania […], że [Polacy] poradzą sobie z przezwyciężeniem aktualnych trudności i zapewnią dalszy rozwój kraju na drodze socjalizmu”. Jednocześnie stwierdziło, że polski rząd „może liczyć na braterskie wsparcie i pomoc ze strony państw Układu Warszawskiego”.


6 grudnia: koncentracja wojsk radzieckich trwa


Bieżący raport sytuacyjny na temat Polski stwierdzał, że „istnieją dodatkowe dowody na rosnącą gotowość operacyjną sił radzieckich”. Trzy radzieckie dywizje stacjonujące pod Templinem w NRD, tuż przy północno-zachodniej granicy z Polską, zostały wyprowadzone z garnizonów, zorganizowano też prowizoryczną bazę dla pojazdów. Zaobserwowano, że jednostka radzieckich sił powietrznych w regionie bałtyckim ZSRR ładuje sprzęt na platformy transportowe i kwestią godzin było zakończenie tych przygotowań. Na terenie cywilnego szpitala w Kaliningradzie, w pobliżu granicy z Polską, powstał mobilny szpital wojskowy.


Tego popołudnia odbyło się zebranie urzędników bezpieczeństwa narodowego wyznaczone przez Brzezińskiego po tym, jak poznał tekst wiadomości Kuklińskiego. Udział w zebraniu wzięli sekretarz obrony Brown, dyrektor centrali wywiadu Turner, wicesekretarz stanu Christopher i przedstawiciel Połączonego Kolegium Szefów Sztabów generał Pustay. Dyskusję rozpoczął Turner, który oznajmił, że koncentracja wojsk radzieckich na wschód i zachód od Polski trwa, oraz że CIA wywnioskowało, iż Sowieci „wkroczą do Polski w poniedziałek lub we wtorek” (podkreślenie autora). Turner przedstawił trzy zasadnicze wnioski: 1) pod pretekstem ćwiczeń 15 dywizji radzieckich, głównie tych stacjonujących na zachodnim terytorium ZSRR, wkroczy do Polski w ciągu następnych 48–72 godzin; 2) polskie siły bezpieczeństwa rozprawią się z „Solidarnością”; 3) interwencja doprowadzi do rozlewu krwi.


Po wystąpieniu Turnera uczestnicy omówili potrzebę poinformowania sojuszniczych rządów o sankcjach politycznych, jakie USA planują nałożyć na ZSRR, jeśli doszłoby do interwencji. Brzeziński zwrócił uwagę, że kiedy przed radziecką interwencją w Afganistanie rok wcześniej Amerykanie nie wyjaśnili dokładnie swoich zamierzeń, sojusznicy skarżyli się, że nie zostali dostatecznie poinformowani o ich planach.


Brzeziński poruszył kwestię, czy Stany Zjednoczone powinny opublikować informację o planowanej interwencji, „po upewnieniu się, że jest prawdziwa”. Zasugerował również, że wysłanie depeszy do sekretarza generalnego ONZ lub zwołanie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ zaalarmowałoby przynajmniej przywódców polskiej opozycji i niezależnych związków zawodowych, dając im czas na ukrycie. Powiedział, że jego zdaniem Stany Zjednoczone mają moralny obowiązek przestrzec ich, „jeśli bylibyśmy względnie pewni, że tego rodzaju sytuacja może zaistnieć”. Brzeziński podkreślił, że należy uniknąć sytuacji, jaka nastąpiła przed Afganistanem, i jak najwyraźniej przedstawić amerykańskie stanowisko w sprawie reakcji na radziecką interwencję w Polsce.


Jednak po dyskusji uczestnicy spotkania zaaprobowali propozycję Browna i Christophera, aby wstrzymać się od wszelkich kroków, ponieważ w pewnym stopniu „nadal nie dowierzali analizom CIA”. Brzeziński przyznał, że również ma pewne wątpliwości w kwestii chęci polskich władz do zmowy z Sowietami, czemu dał wyraz w przedstawionym planie. Zakwestionował zdolność polskich władz do zachowania w tajemnicy wiedzy o takiej zmowie, uznał, że musiałoby dojść do przecieku za sprawą przedstawicieli władz, którzy byliby temu przeciwni.


Podobne zastrzeżenia wystąpiły w wielu analizach wywiadu. Szacunki rozmiaru radzieckich sił, które zostałyby wysłane na zbrojną rozprawę w Polsce, opierały się pośrednio na przesłance, że Moskwa nie liczy i nie będzie liczyła na polską współpracę. Przesłanka ta stała w sprzeczności z doniesieniami o polskiej współpracy w tworzeniu przykrywki w postaci „ćwiczeń” dla wprowadzenia radzieckich wojsk i jednostek innych państw socjalistycznych do Polski i z oświadczeniem Kuklińskiego, że polskie siły zbrojne będą uczestniczyć w akcji.


Ponadto siły, które według Kuklińskiego miały wkroczyć do Polski, stanowiły niewiele ponad połowę stanu uznanego przez wywiad za najbardziej prawdopodobny przy takiej akcji. Samo to wskazywało na wyższy poziom uległości Polaków, jeśli nie jawną współpracę, którą analitycy wywiadu uważali za możliwą. Właśnie ten sceptycyzm wobec stopnia zmowy Polaków z Sowietami, w połączeniu z brakiem przekonujących dowodów na przygotowania sił wystarczających rozmiarów, by szybko zdusić potencjalny opór polskich sił zbrojnych, doprowadził wielu analityków do prywatnego wniosku, że prawdopodobieństwo interwencji jest przesadzone. Wcześniejsza informacja Kuklińskiego, że polscy przywódcy od kilku miesięcy przygotowywali plany wprowadzenia stanu wojennego, miała na te kalkulacje niewielki wpływ.


Niemniej informacje od Kuklińskiego, sprawdzonego źródła, w połączeniu z potwierdzającymi to samo sygnałami z innych źródeł i przygotowaniami zaobserwowanymi w ograniczonej, co prawda, liczbie radzieckich jednostek w zachodniej części ZSRR, sprawiały silne wrażenie, że interwencja jest pewna. Niemal szczelna pokrywa chmur nad zachodnim obszarem Związku Radzieckiego zmusiła analityków do wzięcia pod uwagę możliwości, że widzą tylko ułamek przygotowujących się sił.


Wieczorem 6 grudnia Brzeziński zadzwonił do prezydenta Cartera przebywającego w Camp David i złożył raport z zebrania z pozostałymi wysokimi urzędnikami bezpieczeństwa narodowego. Przedstawił prezydentowi najnowsze wiadomości wywiadu na temat radzieckich planów interwencji, ale powiedział, że uczestnicy zebrania opowiedzieli się przeciwko powiadomieniu Kongresu i prezydenta-elekta Reagana. Decyzja ta oznaczała również wstrzymanie się od oficjalnego oświadczenia publicznego. Relacja Brzezińskiego z tej rozmowy sugeruje, że prezydent nie przyjął łatwo tej sugestii. Brzeziński powiedział mu, że te kroki mają zapobiec niepotrzebnej panice i podważeniu wiarygodności administracji. Prezydent upierał się, by następnego dnia rano odbyło się zebranie w tej sprawie.


7 grudnia: niedokończona depesza


Spotkanie odbyło się o 9 rano w Białym Domu. Oprócz prezydenta i Brzezińskiego uczestniczyli w nim sekretarz stanu Edmund Muskie i wicesekretarz stanu Warren Christopher, sekretarz obrony Harold Brown i dyrektor centrali wywiadu Stansfield Turner. Brzeziński zaczął od podsumowania dla prezydenta i skupił się na trzech wnioskach dyrektora centrali wywiadu przedstawionych na spotkaniu dzień wcześniej. Według relacji Brzezińskiego doszło do długiej dyskusji na temat publicznego wystąpienia w tej sprawie.


Brzeziński opisuje, że prezydent zdecydowanie opowiadał się za wystąpieniem. W miarę jak rozwijała się dyskusja, Brzeziński również opowiedział się za ujawnieniem. Napisał, że sekretarze Muskie i Brown mieli pewne zastrzeżenia, ale ogólnie skłaniali się ku poparciu dla publicznego oświadczenia. Zapadła decyzja, że należy zacząć od zaproszenia przywódców Kongresu, aby omówić oficjalne oświadczenie i pewne inicjatywy dyplomatyczne, w tym wiadomość dla Kurta Waldheima, sekretarza generalnego ONZ.


Według relacji Brzezińskiego w trakcie spotkania dyrektor centrali wywiadu został odwołany do telefonu. Wrócił o 9.34 i oświadczył, że CIA właśnie dostarczyło nowe informacje, że przygotowania do radzieckiej interwencji zakończyły się 5 grudnia i że tego dnia zapadła „wspólna decyzja” o przeprowadzeniu tej operacji. Turner oznajmił, że według raportu oddziały wkroczą do Polski jednocześnie z ZSRR, NRD i Czechosłowacji rano następnego dnia lub nawet jeszcze tego samego dnia wieczorem. Biorąc pod uwagę sześciogodzinną różnicę czasu, oznaczałoby to, że operacja rozpocznie się w ciągu następnych osiemnastu, a może nawet sześciu godzin.


Raport ten z grubsza pokrywał się ze scenariuszem opisanym w meldunku Kuklińskiego z poprzedniego dnia, z wyjątkiem tego, że ten świeższy raport z większą pewnością przyznawał, że taka decyzja rzeczywiście zapadła. Fakt, że w dniu, w którym według raportu podjęto decyzję, odbył się szczyt Układu Warszawskiego, zwiększał jego wiarygodność.


Brzeziński w relacji nie wskazuje jasno, czy wtręt dyrektora centrali wywiadu wpłynął na dyskusję podczas zebrania, a jeśli tak, to w jakim stopniu. Jednak końcowe postanowienia z zebrania były zupełnie przeciwne do ustaleń, jakie ci sami ludzie podjęli po południu poprzedniego dnia. Z pewnością opinie prezydenta mocno wpłynęły na kierunek dyskusji. Niemniej wprowadzenie nowych informacji po półgodzinie, jak to określił Brzeziński, „dłuższej dyskusji” mogło dostarczyć argumentów za podjęciem działań, którym poprzedniego dnia doradcy prezydenta się sprzeciwiali.


Po kilkugodzinnej przerwie prezydent i Rada Bezpieczeństwa Narodowego ponownie spotkali się, aby napisać szkic oświadczenia publicznego oraz tekst wiadomości do głów różnych państw oraz sekretarza generalnego ONZ. Do zebrania dołączyli senatorzy i przedstawiciele Izby Reprezentantów i zostali szczegółowo poinformowani o sytuacji oraz o krokach, jakie miały zostać podjęte.


Brzeziński rozpoczął od przeczytania uczestnikom depeszy Associated Press, którą właśnie otrzymał. Zaczynała się od słów: „Radziecka agencja informacyjna TASS w doniesieniu specjalnym z niedzieli potwierdziła połączone radziecko-polskie wojskowe […]”, w tym miejscu komunikat się urywał. Podczas gdy trwały próby zdobycia pozostałej części tekstu transmisji radiowej, urywek tekstu, zdaniem Brzezińskiego, uznany został „przez wszystkich za ważny element potwierdzający analizy CIA”. Rzeczywiście, wydawało się, że pierwsze zdanie oświadczenia informowało o wspólnych ćwiczeniach, o których donosiły ostatnie raporty, jako o pretekście dla wprowadzenia radzieckich sił do Polski, a termin zbiegał się z datą wskazywaną przez raporty, czyli następnym dniem, 8 grudnia.


Po zakończeniu zebrania depesza od prezydenta została wysłana jednocześnie do sojuszniczych rządów, w tym Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Włoch, Kanady, Australii i Japonii, oraz do sekretarzy generalnych NATO i ONZ. Podsumowywała dane wywiadu, które stanowiły podstawę oświadczenia prezydenta, i stwierdzała, że teraz Stany Zjednoczone mają dowody: „iż Związek Radziecki podjął decyzję o interwencji i wprowadzeniu do Polski dużych sił, prawdopodobnie pod pretekstem wspólnych manewrów, co może nastąpić natychmiast. Towarzyszyć im będzie fala aresztowań przeprowadzonych przez polskie siły bezpieczeństwa. Nie mamy pewności, że to właśnie nastąpi, ale prawdopodobieństwo jest na tyle wysokie, że moim zdaniem państwa zachodnie powinny podjąć wszelkie możliwe kroki, które mogą wpłynąć na zmianę decyzji radzieckiej i nie dopuścić tym samym do wkroczenia wojsk radzieckich do Polski.


W związku z sytuacją dziś o 14.00 czasu waszyngtońskiego wydam załączone oświadczenie. Mam nadzieję, że Pan/Pani będzie mógł wkrótce wydać podobne. Oświadczenia nasze wykażą Związkowi Radzieckiemu zdecydowaną postawę sojuszu zachodniego i będą stanowić ostrzeżenie dla Polaków o powadze obecnej sytuacji”.


Punktualnie o  14.00 Biały Dom wydał następujące oświadczenie: „Przygotowania do przypuszczalnej radzieckiej interwencji w Polsce zostały prawdopodobnie zakończone. Mamy nadzieję, że do takiej interwencji nie dojdzie. Rząd Stanów Zjednoczonych powtarza oświadczenie z 3 grudnia, że wojskowa interwencja w Polsce bardzo niekorzystnie wpłynęłaby na stosunki amerykańsko-radzieckie”.


(...) Artykuły z  pierwszych stron „Washington Post” i „New York Timesa” z następnego dnia, powołując się na „dobrze poinformowane amerykańskie źródła”, opisały ruchy sił radzieckich i wojsk Układu Warszawskiego; wyjście radzieckich dywizji z garnizonów w zachodnich okręgach wojskowych ZSRR; postawienie w stan pełnej gotowości operacyjnej dowództwa i systemu komunikacyjnego między głównymi kwaterami wojskowymi ZSRR a kwaterami głównymi w NRD, Czechosłowacji i samej Polsce.


W czasie gdy wydawane było oświadczenie prasowe, analitycy CIA dostali na piśmie raport, który dyrektor centrali wywiadu przekazał po rozmowie telefonicznej podczas porannego zebrania z prezydentem. Analitycy odkryli, że chociaż raport dotyczył planów interwencji wojskowej, nie zawierał oświadczenia, że „zapadła wspólna decyzja w sprawie inwazji”.


Fragment książki „Amerykański wywiad i konfrontacja w Polsce 1980–1981”, Wyd. REBIS, Poznań 2011.


Tytuł, śródtytuły i skróty pochodzą od Redakcji.