Spider-Man, bohater komiksów wydawnictwa Marvel, narodził się w 1962 roku. Sukces tego superbohatera leży być może w jego zwyczajności. Peter Parker to chłopak z sąsiedztwa, borykający się z problemami, które może mieć każdy z nas. Jest chorobliwie nieśmiały, zdarza mu się chorować na grypę, czasami brakuje na czynsz...

Nie posiada superkryjówki na Antarktydzie jak Superman ani superfortuny jak Batman. W komiksie Spider-Man, laboratoryjna hybryda człowieka i pająka, nie wytwarzał nawet pajęczej sieci. Korzystał ze specjalnego urządzenia własnej konstrukcji, nazywanego „sieciowodem”. W serii filmów o przygodach Człowieka-Pająka, których kolejne części pojawiły się w kinach w ostatnich latach, produkcja pajęczej przędzy jest już jedną z supermocy – obok nadludzkiej siły, zdolności chodzenia po ścianach i fenomenalnego refleksu.

Okazuje się, że taki pomysł to nie tylko wytwór wyobraźni scenarzystów, zatrudnionych przy ekranizacji popularne-go komiksu. Telewizja Discovery zrobiła program pt. „Człowiek-Pająk bez tajemnic”, w którym występują eksperci twierdzący, że już wkrótce nauka umożliwi nam nabycie nadzwyczajnych pajęczych zdolności.

Przepis na superbohatera

Retrowirus. To elektryzujące słowo może siać strach (wirus HIV jest właśnie retrowirusem), ale niesie też nadzieję – jako narzędzie walki z chorobami. Zmodyfikowane retrowirusy są używane do wprowadzania obcych genów do dorosłego, ukształtowanego organizmu. Przeprowadzono już udane próby leczenia z ich pomocą np. czerniaka złośliwego.

Jednak eksperci wypowiadający się dla Discovery w programie o Spider-Manie powoływali się na inne eksperymenty. Twierdzili, że za pomocą retrowirusów uzyskano świecące w ciemności myszy, muchy, nicienie, a w 2000 roku także rezusa o imieniu ANDi. Gen świecenia pochodził z gatunku meduzy Aequorea victoria. Według specjalistów Discovery w podobny sposób, jak wyhodowano świecącego rezusa, można uzyskać Spider-Mana.

Trzeba tylko dociec, które geny odpowiadają za niezwykłe cechy pająków – na przykład pająka skakuna, który ma doskonały wzrok i potrafi wykonywać dalekie błyskawiczne skoki. Badacze twierdzą, że już teraz wszczepienie człowiekowi dodatkowych kopii odpowiednich genów może być sposobem na zwielokrotnienie siły. Jest to tzw. doping genetyczny. Tych z was, których bliska wizja spotkania z Człowiekiem-Pająkiem przyprawia o gęsią skórkę, pragnę uspokoić. Pozwoliłem sobie zweryfikować rewelacje Discovery. Okazuje się, że jest w nich kilka istotnych błędów.

Niełatwo o świecącą małpę

Po pierwsze: to nie retrowirusa użyto do przeszczepienia genu świecącej meduzy – dowiaduję się od mojego eksperta, profesora genetyki z UW (prosił o niepodawanie nazwiska). Retrowirusów faktycznie próbuje się, z różnymi efektami, używać w leczeniu chorób genetycznych, jednak w przypadku rezusa ANDiego zastosowano inną metodę. Polega ona na wszczepieniu genu do organizmu na etapie zarodka. Gdybyśmy w ten sam sposób chcieli stworzyć superbohatera, oznacza to, że jego hodowlę trzeba by zacząć już w okresie rozwoju prenatalnego. Po drugie: w doświadczeniach, na które powołują się eksperci Discovery, wprowadzono tylko jeden gen.

Tymczasem genów warunkujących cechy Człowieka-Pająka może być nawet kilkanaście! Po trzecie: o ile łatwo jest zmodyfikować genetycznie nicienie czy myszy, o tyle naczelne – bardzo trudno. Do stworzenia ANDiego użyto 224 komórek jajowych, w wyniku czego udało się wyhodować jedną małpkę-lampę! Podobne, jeśli nie większe, trudności musiałby pokonać naukowiec chcący do ludzkiego zarodka wprowadzić gen pająka. Według mojego eksperta, aby uczynić superbohatera z Petera Parkera, najpierw musielibyśmy go... sklonować (co w przypadku zarodka ludzkiego udało się dopiero kilka razy). Wtedy moglibyśmy manipulować zarodkiem, będącym jego genetyczną kopią. Do takiego zarodka moglibyśmy wprowadzić DNA z pożądanym genem, np. zwiększającym siłę mięśni.

Ze wszystkich „supermocy” uzyskanie tej właśnie poprzez modyfikację genetyczną jest najbardziej prawdopodobne. Zostało to już przetestowane na myszach, wiadomo, że za moc mięśni odpowiada gen kodujący białko NCOR1. Następnie nasz zarodek musi urosnąć, abyśmy od dorosłego, zmutowanego Parkera mogli pobrać te komórki, które posiadają nowy gen (bo nie wszystkie będą go mieć). Taką komórkę możemy dalej wykorzystać do produkcji nowego klona, który na poziomie zarodka otrzyma drugi „pajęczy” gen... itd. To byłby proces obejmujący wiele pokoleń i niekoniecznie uwieńczony sukcesem. Tak więc nawet gdyby Peter Parker poddał się eksperymentalnej manipulacji genetycznej, nie ma szans stać się superbohaterem! Raczej któraś z kopii jego kopii.

Najbardziej problematyczne byłoby wytwarzanie pajęczej nici. Co z tego, że znamy gen odpowiadający za jej produkcję. Musielibyśmy się zastanowić, gdzie w genomie go umiejscowić, aby spełnił swoją funkcję. Moglibyśmy nim podmienić np. gen odpowiedzialny za produkcję keratyny. Wtedy zamiast paznokci rosłaby człowiekowi pajęczyna. Ale keratyna znajduje się również we włosach! Nasz superbohater miałby więc lepką czuprynę, którą nieustannie musiałby czyścić z owadów i śmieci – na walkę ze złem mogłoby mu już nie starczyć czasu i sił.