W Botswanie żyje około 130 tysięcy słoni. Ocenia się, że to mniej więcej jedna trzeba wszystkich przedstawicieli gatunku na tym kontynencie. Ten kraj, dzięki zakazowi polowań, był przez długi czas bezpiecznym miejscem. Teraz to się zmieni.

 

W ciągu ostatniej dekady populacja słoni w Afryce zmniejszyła się o jedną trzecią. Odpowiedzialni za to są przede wszystkim kłusownicy. W 2018 roku zrzeszająca parki narodowe dedykowane temu gatunkowi organizacja Elephants Without Borders przeprowadziła lotnicze badania i znalazła właśnie na terenie Botswany miejsce prawdziwej rzezi słoni. Łączni doliczono się szczątków 87 zwierząt i jest to największa tego typu tragedia, jaką do w historii zanotowali przyrodnicy. Lokalne władze jednak donosiły później, że organizacja zawyżyła liczby.
 

Za zakazem polowań na terenach publicznych kraju stał Ian Khama, były prezydent i obrońca przyrody. Obecny przywódca Botswany, Mokgweetsi Masisi, w ubiegłym roku powołał do życia komisję, która miała zbadać wpływ tej decyzji na ekonomię kraju. Zwolennicy zniesienia zakazu przekonują, że chodzi o poprawę warunków życia i pracy lokalnych rolników, którym zwierzęta dewastują uprawy. Ostatnie susze w Botswanie doprowadziły do migracji zwierząt w poszukiwaniu nowych źródeł wody, dlatego dochodziło do kontaktów z ludźmi i wtargnięć na uprawy czy osiedla.
Obrońcy dzikiej przyrody nie mają wątpliwości, że zmiana prawa to wyrok śmierci na cały gatunek.
 

- Spodziewajcie się masowej rzezi – napisała na Twitterze Paula Kahumnu, szefowa Wildlife Direct – Polowanie na słonie w Botswanie nie zapobiegnie konfliktom ludzi ze zwierzętami. Żaden myśliwy nie będzie ścigał słoni w wiosce, oni chcą tylko tych z wielkimi ciosami.